Aż 103:54 pokonali w Chorzowie szóstą w tabeli Albę podopieczni Rafała
Kalwasińskiego. Ekipa Śląska w krótkim czasie odniosła dwa imponujące
zwycięstwa – najpierw z Rosą Radom w rozgrywkach o Puchar PZKosz,
teraz w Chorzowie. – Mamy nadzieję, że w końcu spełniamy pokładane w
nas nadzieje- mówi Norbert Kulon.

– Kluczem do wygranej było opanowanie walki na tablicach – uważa
trener wrocławian, Rafał Kalwasiński. – Pozwoliliśmy zebrać
gospodarzom jedynie trzy piłki na atakowanej tablicy, co w porównaniu z
naszymi poprzednimi meczami jest wynikiem godnym podkreślenia. To
pozwoliło nam uruchomić kontry, stąd wzięła się także spora liczba asyst.

Koszykarze Śląska zaliczyli ich aż 23 – najwięcej (po 4) mieli
Wojciech Leszczyński, Mateusz Płatek oraz Adrian Mroczek-Truskowski.
Wyśmienicie grą wrocławian dyrygowali przede wszystkim Rafał Glapiński
oraz Radosław Hyży. Ten drugi, po raz kolejny w trudnym spotkaniu, nadawał
ton grze całego zespołu od pierwszych minut będąc nie do zatrzymania. W
samej tylko pierwszej kwarcie rzucił 11 oczek mając serię 8 rzutów wolnych
z rzędu bez pudła. – Później dwukrotnie chybiłem, przez co byłem na
siebie bardzo zły, bo nie udało mi się wyrównać swojego osobistego
tegorocznego rekordu – żartował po meczu skrzydłowy Śląska.

Wrocławianie od pierwszych minut niepodzielnie panowali nad wydarzeniami
na boisku. Po ciężkim spotkaniu w Skierniewicach, gdzie Śląsk prowadząc
już 42:19 wygrywając ledwie jednym punktem, i tym razem rozpoczął z
wysokiego C, lecz swą przewagę systematycznie powiększał. Przede wszystkim
jednak nie dał się rywalom sprowokować, na co uczulał przed pierwszym
gwizdkiem trener Kalwasiński. – Doświadczenia z ostatnich wydarzeń
na parkiecie w Chorzowie wskazywały, że w tej hali nie zawsze koszykówka
liczy się najbardziej. My mieliśmy się skupić tylko na baskecie. I to się
udało.

Niepotrafiący przebić się przez defensywne zacieki Śląska chorzowianie z
każdą upływającą minutą coraz bardziej się frustrowali – w całym spotkaniu
otrzymali trzy przewinienia techniczne. Koszykarze z Wrocławia nie wdawali
się tymczasem w dyskusje ani z sędziami, ani z rywalami konsekwentnie prąc
do przodu.

Gdy po dwóch niepotrzebnych przewinieniach Śląska w drugiej kwarcie
gospodarze wykorzystali cztery rzuty wolne a do tego dorzucili dwa punkty
z gry, przewaga Wojskowych zmalała do 18 punktów (49:31). Wtedy jednak
klasę pokazali wrocławscy wyjadacze – Glapiński z Hyżym. Kolejne
dwie „trójki”, najpierw Artura Grygiela a później Wojciecha
Leszczyńskiego (równo z końcową syreną kończącą drugą kwartę) wybiły
jednak Albie resztki nadziei na nawiązanie choćby walki z liderem tabeli.

Śląsk do końca meczu grał efektownie i ofiarnie. Seria punktowa 13-0 na
początku trzeciej ćwiartki była gwoździem do trumny miejscowych. Śląsk
wyszedł na niemal 40-punktowe prowadzenie upokarzając niepokonaną do tej
pory na własnym obiekcie Albę. – Nie jest łatwo rzucić 103 punkty
ekipie, która we własnej hali jeszcze nie przegrała. Brawa dla chłopaków,
łapiemy wiatr w żagle – skończył trener Kalwasiński.

Najbliższy mecz Śląska zaplanowano na sobotę, 4 lutego na godzinę 18:00.
Wrocławianie w hali „Kosynierka” podejmą AZS AWF Katowice, z
którą w pierwszej rundzie rozgrywek ligowych przegrali.

Alba Chorzów – WKS Śląsk Wrocław 54:103 [15:34, 16:24, 11:29, 12:16]

Punkty dla Alby: Weselak 15, Wójcik 9, Spychała 6, Pełka 5, Woźniak 5,
Tyborowski 4, Piotrowski 4, Gruth 4, Magdziarz 2, Podbiał, Lis 0.

Punkty da WKS Śląsk: Hyży 22, Grygiel 14, N. Kulon 13, Mroczek-Truskowski
12, Łopatka 11, Bodziński 8, Glapiński 7, Leszczyński 7, M. Kowalski 5,
Płatek 4, Bochenkiewicz 0.

(WKS Śląsk Wrocław)