- REKLAMA -

Stało się. „Ant-Man i Osa” będzie ostatnim filmem, który trafi na Netflixa. „Captain Marvel” jako pierwszy udostępniony zostanie na wyłączność na platformie Walta Disney’a.

Uważam, że, przynajmniej na razie, Disney nie stanowi realnego zagrożenia dla Netflixa, o czym zresztą pisałem wcześniej. Produkcje Marvela cieszą się ogromną popularnością, jednak większość osób woli oglądać je w kinie. Sam nigdy nie pokusiłem się, by na Netflixie czy HBO włączyć film Marvela, zwyczajnie wszystkie widziałem już wcześniej.

Inna sprawa, że wycofanie filmów Marvela z Netflixa ma dotyczyć (na razie) jedynie rynku amerykańskiego – o europejskim mowy nie było. Nie zapominajmy, że zaoszczędzone na licencji pieniądze mogłyby zostać przeznaczone na kolejne produkcje oryginalne, które (seriale) stanowią najmocniejszą stronę platformy N.  

Zagorzali fani komiksów, czy ogólnie Marvela przejdą do Disney’a, jednak (podejrzewam) cała reszta powinna pozostać na swoim miejscu. Zwłaszcza, że informacja dotyczy jedynie filmów, nie wiadomo jeszcze, jak sytuacja będzie wyglądać w przypadku seriali.

Disney dopiero raczkuje ze swoją platformą, a już pojawiają się pierwsze problemy – chodzi o licencję na emisję w telewizji produkcji spod znaku „Gwiezdnych Wojen”. W 2016 roku, kiedy to Walt przejął Lucasfilm, wspomniane prawa zostały sprzedane Turner Broadcasting, które obecnie należy do AT&T. Umowa wygasa w 2024 roku. Oczywiście trwają rozmowy dotyczące wcześniejszego jej zakończenia, jednak może się okazać, że będzie to Disney’a sporo kosztować.

Zdaje sobie sprawę, że Disney to nie małomiasteczkowa firma i stać ich na podobne manewry, lecz nie zapowiada to świetlanej przyszłości. Nie wiemy jeszcze, kiedy usługa miałaby trafić do polski i w jakiej cenie – a to najważniejsza informacja.


Autor: Patryk Wolny