W 11. kolejce T-Mobile Ekstraklasy Śląsk pokonał u siebie Zagłębie 2:0. Z Adamem Banasiem z drużyny „Miedziowych” rozmawia Wojciech Węgiel. 

Adam Banaś / fot. KGHM Zagłębie Lubin


To spotkanie można podsumować najkrócej tak: Zagłębie przez większość meczu miało przewagę, lecz to Śląsk strzelał bramki.

ADAM BANAŚ: – Dokładnie tak. Od początku meczu chcieliśmy postawić twardo swoje warunki i w miarę nam się to udawało. Później kontuzji nabawił się Boris Godal, popełniliśmy błąd w ustawieniu i niestety bramkę strzelił Śląsk Wrocław. Nawet po niej jednak się nie załamaliśmy. Chcieliśmy grać swoje, co wcześniej z trenerem sobie zakładaliśmy i chcieliśmy odmienić losy spotkania. Szanse ku temu były. Niestety niewykorzystane sytuacje się mszczą i stało się to na początku drugiej połowy. Karny, później czerwona kartka która całkowicie ustawiła mecz.

Szkoda sytuacji Arkadiusza Piecha z 37. minuty spotkania, bo mecz mógł się ułożyć całkowicie inaczej.

ADAM BANAŚ: – To była wyśmienita sytuacja, szkoda tylko że nie zakończyło się to bramką dla Zagłębia. Taka jest piłka. Czeka nas dużo pracy. Jedziemy na obóz do Spały i trzeba teraz przełknąć tę porażkę. Trzeba wziąć się w garść i zacząć wygrywać kolejne spotkania

Czy były po meczu w szatni jakieś pretensje do Serba – Djordje Cotry?

– Absolutnie nie. To są nerwy, to są wielkie derby. Każdy ma w sobie jakąś adrenalinę i niestety tak się stało. Nikt nie ma do nikogo pretensji. Ja też dwa tygodnie temu dostałem czerwoną kartkę z Zawiszą i trzeba było to jakoś przełknąć. Wszyscy razem wygrywamy wszyscy razem przegrywamy nikt do nikogo nie ma pretensji – podsumował piątkową potyczkę kapitan „Miedziowych”.

 

Rozmawiał: Wojciech Węgiel