Strach coś napisać, bo potem człowiek się tłumaczy. Nie żebym bojaźliwa była, ale kilka wspomnień o cenzurze przeczytałam i straszne to było. Zbiorę się jednak na odwagę, bo jak mawiają do odważnych świat należy!

wtorek_agnieszka

Sobotnie Grand Prix zakończyło się zwycięstwem Woffindena. Wyniki do przeczytania na wszelkich portalach. Ponoć było nudne i to całkowicie wyjaśnia fakt dla którego postanowiłam je przespać.

Znacznie ciekawsza była niedzielna kolejka Ekstraligi. Chociaż wyniki zgodne z planem, niekoniecznie moim. Zakładałam bowiem optymistycznie, że Włókniarz utrzyma ujemną temperaturę w Toruniu. Mimo, że mecz mógł się podobać częstochowskie „Lwy” wyłapały po pazurach skrzydłami toruńskich aniołów. I to jeszcze jest do przełknięcia. Znacznie mniej ciekawie było w Lesznie, gdzie byki zebrały solidny łomot od tarnowskich jaskółek. Jakby im mało było łomotu na torze, zaczęli łomotać się wzajemnie. Jako, że za braci Pawlickich dam się posiekać tak samo jak za Maćka Janowskiego, to uszanuję prośbę Piotra Pawlickiego i nie skomentuję tego wydarzenia.

Zielonogórzanie pompowali wraz Gorzowem temat derbów, które zakończyły się zwycięstwem gospodarzy, a ja stwierdzam, że coraz mniej mnie bawi pompowanie tegoż balonika  przez  żużlową Polskę.

Za to we Wrocławiu, Sparta odniosła pierwsze zwycięstwo. Rywal mało zacny, bo walczące samo ze sobą Wybrzeże, ale liczy się, że dwa punkty wylądowały na koncie Sparty i moja ukochana drużyna pnie się powoli w górę tabeli.

Przyjazd do Wrocławia gdańskiej drużyny, to również spotkanie kibiców obu ekip, które przyjaźnią się już od 20 lat. I mimo, że 20 lat temu nie miałam jeszcze pojęcia o przymierzu obu kibicowskich ekip, to teraz wiedzę mam czasem sporą. Ktoś wyjątkowo chętnie się ze mną dzielił tą wiedzą. Uczył mnie wielu innych rzeczy, które pozwalają mi się odnajdywać nie tylko w tym kibicowskim świecie.  Wczoraj kiedy obserwowałam bawiących się ramię w ramię wrocławian i gdańszczan, przypomniała mi się jedna z Jego lekcji, która zawarł w tekście o osiemnastoletniej wówczas zgodzie: „Bo przyjaźń to rzecz najważniejsza…”.  Łysy, bo o nim mowa to kibicowska legenda Wrocławia, który dzielnie w Glasgow walczy o swoje życie. Po przeszczepie dostał szkockie serce, ale krew na pewno nadal płynie wrocławsko-gdańska.  Dlatego wczoraj najbardziej brakowało mi wśród nas Andrzeja, bo na słowo „zgoda Wrocławia i Gdańska” przed oczami staje mi Łysy i jego przekonanie o tym, co w życiu najważniejsze. Mam ogromną nadzieję, że już wkrótce Andrzej do nas dołączy, bo wiem, że wielu na Niego czeka!

Autor | Agnieszka Chamioło
Zdjęcie | WTS