O nietuzinkowym spektaklu w Capitolu – wodewilu, kobietach, nihilizmie, folku miejskim i intymności w mieście rozmawiamy z reżyserką „Życia Mariana” Agnieszką Olsten.

*

To może zanim o spektaklu, to pytanie muzyczne, które się z nim łączy. Co to jest folk miejski?

AGNIESZKA OLSTEN: – Nowy folk miejski to jest wszystko to, czego się słucha w mieście, do czego się tańczy. Ale nasza muzyka daje też do myślenia, ponieważ są teksty. Niektóre zabawne, a niektóre głębokie. Pracuję z utalentowanym kompozytorem Wojtkiem Orszewskim, który stworzył zespół specjalnie na potrzeby tej realizacji. I zespół ten gra w każdym spektaklu na żywo. Orszewski w swojej muzyce sięga do różnych gatunków muzyki, którą dzisiaj nazwalibyśmy rozrywkową.  Jeśli chodzi o gatunki to mamy dużą rozpiętość: od bluesa po punk rock. Justyna Antoniak swoim pięknym głosem śpiewa liryczne kawałki  o rzeczach, z którymi zmagamy się każdego dnia: pustka w życiu, niechęć do wstawania rano, tęsknota za czymś czego nie potrafimy nazwać…

To będzie życie Mariana? On jest głównym bohaterem, czy on będzie tylko kimś wokół kogo będzie się to wszystko rozgrywało?

– Nie da się opowiedzieć o życiu człowieka bez udziału innych ludzi. On jest takim bohaterem, który nam odmawia udziału w presji pokazywania siebie. Berg napisała takiego bohatera, który…  Bartek Picher pięknie śpiewa o nim song, że to jest taki bohater, który ma fajne ciuchy, ma pracę, której nie lubi,  który nie potrafi wstrzelić się w swoje życie, który naprawdę to chciałbym po prostu zapeklować się w pościeli i wyłączyć z tego wszystkiego. Marian jest młodym człowiekiem, który nie dostał energii od rodziców, więc  szuka jej w kobiecie, ale nie umie tej energii utrzymać, jest chłopakiem…

…zmęczonym życiem?

– Nie wiem, czy zmęczonym. Jest człowiekiem, który  jeszcze swojego życia nie zaczął żyć, musi sprostać jakiejś presji… i być może nie do końca ma na to ochotę.

Pomyślałem teraz o sobie. Czasami też mam taką potrzebę…

– …wyłączenia…

…tak wyłączenia, odcięcia. Wyłączenia komórki, fejsbuka… żeby móc po prostu leżeć i na przykład czytać, ale tak, żeby w tym czasie nikt mi głowy nie zawracał.

– To właśnie taki aspekt w nas, który byśmy nazwali Marianem…

…marianizmem?…

-… może być, że marianizmem.  Berg jest pesymistyczną autorką, wyśmiewa nadzieje, ponieważ nadzieja nie jest racjonalna i nie można przewidzieć jej skutków, a najczęściej przynosi rozczarowanie i frustrację. On chce poczuć coś wyjątkowo, spotkać dziewczynę, w której się zakocha, a Berg to ucina, ponieważ nie wierzy, że ktokolwiek może zmienić twój świat i twoje życie. Właściwie, że cokolwiek może się zmienić. W jej dramatach zostajesz sam z tym swoim przypadkowym życiem, umysłem i żadna nowa laska na dłuższą metę nie przyniesie ci szczęścia.

Czyli najpierw zmiana w sobie, a potem dopiero ktoś dopasowany do tego, czy po prostu taki fatalizm, że masz to życie takie i innego nie będziesz miał, co by się nie wydarzyło?

– Berg ma taką nutę nihilizmu, jako autorka, ale ja jej nie mam jako reżyserka, więc myślę, że w spektaklu to się równoważy. No i ten nihilizm Berg rozprasza się absolutnie, kiedy Ewelina  Przybyła wchodzi na scenę.

Znana we Wrocławiu jako finalistka PPA z tego roku.

– To będzie mocny  debiut we Wrocławiu, bo to dziewczyna z przepięknym głosem, wielkim talentem, ale też z taką właśnie radosną święcącą energią. Mamy też drugi debiut we Wrocławiu: Ola Adamska – siostra Eweliny Adamskiej-Porczyk, która dołącza do utalentowanej rodziny artystycznej.

W kuluarach zdradziłaś, że praca w Capitolu to dla Ciebie zupełnie nowe doświadczenie. Do tej pory poruszałaś inne tematy. Co to znaczy? Ten temat jest lżejszy od poprzednich czy chodzi o to, że dla jego realizacji potrzebowałaś innych środków wyrazu?

– To jest ciekawe, bo ja jednak wyrastam z takiego teatru dramatycznego, który ciągnie w odmęty głębi interpretacyjnych. I ja bym nie powiedziała, że teatr muzyczny ich nie ma. Natomiast muzyka rozświetla te emocje. Koledzy mnie pytają: jak to jest w tym teatrze muzycznym?  A ja pracuję tak samo. Z perspektywy warsztatowej ta praca się niczym nie różni. Piosenka jest taką formą wyrazu artystycznego, która pozwala podać skomplikowane emocje w atrakcyjnym entourage`u.

Na koniec tradycyjnie muszę zadać nasze klasyczne pytanie: dlaczego warto przyjść na ten spektakl?

– Warto przyjść na dobra rozrywkę oraz chwilę refleksji nad własnym życiem. Warto zadać sobie kilka pytań, a być może znaleźć jakąś odpowiedź. Warto przyjść na bluesa Eweliny Przybyły. Na piękne songi w wykonaniu Justyny Antoniak, Bartka Pichera, Adriana Kący, Katarzyny Strączek, na pełną piękna i dynamiki rolę Oli Adamskiej. Warto przyjść na muzykę na żywo.

Rozmawiał | Daniel E. Groszewski
Zdjęcie | Szymon Kurzawa