– Zostałam zaproszona na casting. Bardzo mi się spodobał scenariusz, wiedziałam, że Mitja będzie reżyserem, to była moja jedyna bolączka. Słyszałem, że nie, z Mitją to nie pracuj, on Cię wykończy psychicznie – mówi Agnieszka Więdłocha w rozmowie z Patrykiem Wolnym.


Za panią znakomity debiut w roli pierwszoplanowej na dużym ekranie, w „Planecie Singli”, filmie bardzo dobrze przyjętym zarówno przez widzów, jak i krytyków. Świetny początek, jakie plany na przyszłość?

AGNIESZKA WIĘDŁOCHA: – Na spokojnie. Teraz, wreszcie nie mam problemów z odmawianiem różnych rzeczy. Chcę, żeby to były dobre filmy, dobre seriale, sztuki teatralne, no może w teatrze jest mi trochę ciężej, bo będąc na etacie nie mogę odmawiać, więc gram to, co dyrektor zaplanuje. Natomiast staram się wybierać mądrze, tylko zdaje sobie sprawę że ten rynek u nas w Polsce nie jest duży, tych ról nie ma tak wiele, a pierwszoplanowych ról kobiecych jest w ogóle bardzo niewiele. Przez to, że ten rynek nie jest szeroki mam, jako młoda aktorka, dylemat, czy pracować i cały czas być na planie ryzykując, że dany projekt może być zły, czy robić tylko projekty, gdzie ta szansa, że to będzie świetny projekt będzie ogromna. Nie wiem, stoję przed tym dylematem. Nie jest to na pewno łatwe w naszym kraju. Mam natomiast nadzieję, że moja wrodzona kobieca intuicja będzie podpowiadać.

Może w takim razie kino zagraniczne, Stany? Próbowała już pani swoich sił w castingu do Gwiezdnych Wojen.

AGNIESZKA WIĘDŁOCHA: – Tak, ale to była raczej tylko przygoda. Na razie chcę robić kino tutaj. Bardziej interesuje mnie duża rola do zagrania w polskim filmie, niż mały epizod gdzieś w zagranicznym. Po prostu interesuje mnie sama praca, więc jeśli zaproponują mi dużą ciekawą rolę to jasne, że tak, ale małe epizody, czy coś, naprawdę nie są dla mnie tak ważne, jak zrobienie dobrej roli w naszym polskim kinie.

Odnośnie do polskiego kina, czy jest w nim miejsce dla dobrych filmów, jak „Planeta Singli”?

AGNIESZKA WIĘDŁOCHA: – Myślę, że to jest właśnie rynek, gatunek, który nie jest zupełnie wykorzystany. Również takim gatunkiem niewykorzystanym są horrory na przykład, czy porządne thrillery. My dużo robimy takiego ciężkiego kina, które nawet jak trochę nie wyjdzie to zawsze ma się to poczucie, że tam są emocje, że tak trochę nie wyszło, ale jednak, bo to było takie trudne i ciężkie, ci aktorzy tak się umęczyli. Natomiast kino gatunkowe u nas w Polsce po prostu nie istnieje. Liczę na to, że horrory też za jakiś czas będą kręcone. Nie żebym była wielką fanką horrorów, właściwie to ich nie lubię, natomiast bardzo chciałbym zagrać w takim filmie, w dobrym thrillerze.

Podobno kocha pani komedie romantyczne, czy w takim razie jest szansa na kolejną?

AGNIESZKA WIĘDŁOCHA: – Oczywiście kocham komedie romantyczne i dużo o tym mówiłam w wywiadach i to sobie wymówiłam. Mam nadzieje, że teraz będę dużo mówiła o horrorach i thrillerach, i że w takich filmach będę grała. Natomiast ja kocham komedie romantyczne i uważam, że mężczyźni zbyt mało oglądają takich filmów. Powinni oglądać tego więcej, by wiedzieć czego kobiecie tak naprawdę potrzeba i gdzie tą jej wrażliwość jakby dokarmić. Oczywiście spotkałam się też z takim głosem, że kobiety nie powinny oglądać komedii romantycznych, bo wariują i faceci są po prostu wtedy umęczeni i muszą rozsypywać te płatki róż, robić głupie rzeczy, a te baby i tak zostawiają tych facetów. No tak się zdarza. Natomiast faceci powinni być troszkę bardziej uwrażliwieni takie jest moje zdanie. Natomiast oczywiście kobiety również powinny chodzić na kino akcji z tymi mężczyznami, czy na science-fiction, którego ja na przykład nie lubię. Więc coś za coś. To powinien być taki handel wymienny i tych dobrych komedii romantycznych u nas w Polsce powinno się kręcić więcej. Ja mam ochotę na więcej i chce grać również w takich filmach, bo jest to bardzo trudna robota: stworzyć wiarygodną postać w komedii romantycznej, która musi być i trochę komediowa, ale i romantyczna, urocza – to jest bardzo trudne i wymaga bardzo dużo wysiłku, przygotowań. Mam ochotę na takie kino cały czas.

Ale wysiłek się opłaca?

AGNIESZKA WIĘDŁOCHA: – No tak.

Na filmie widać, że nawiązała się chemia pomiędzy panią, a Anią, panią od muzyki.

AGNIESZKA WIĘDŁOCHA: – Tak, my się bardzo polubiłyśmy z Anią. Dałam jej dużo z siebie. Ona była zupełnie inaczej napisana w scenariuszu. Wchodząc w postać troszkę ją pozmieniałam. Była dużo delikatniejsza, jednak doszłam do wniosku, że to nie może być taka szara myszka, tylko że to musi być twarda dziewczyna, taka z przekonaniami, która ma zasady i nie idzie na kompromisy. Nie rzuca się na wszystko, bo czuje się sfrustrowana, tylko ma zasady, według których żyje, co zresztą bardzo podoba mi się w ludziach.

Mitja Okorn wspominał, że na planie panował rygor, że wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik. Jak w takich warunkach układała się pani praca, jako debiutantki, z bardziej doświadczonym aktorem, jakim jest Maciej Stuhr?

AGNIESZKA WIĘDŁOCHA: – Maciek jest bardzo doświadczonym aktorem, był on dobrze przygotowany, ale miał też dużo luzu, który mi dawał. Mówił „nie przejmuj się, mój ojciec powtarza: aktorzy to zawsze tylko materiał do montażu”. Może coś w tym jest. Świetnie mi się z nim pracowało, tak jak z Danusią Stenką czy innymi aktorami. To profesjonaliści, można się od nich bardzo dużo nauczyć.

Rozmawiał | Patryk Wolny

Wywiad został przeprowadzony dzięki Multikinu, w którym odbyło się spotkanie z realizatorami i aktorami filmu „Planeta Singli”.

  • Zdjęcie: kadr z filmu „Planeta Singli”