Aktor od „Syna Szawła”: nie wierzę, że Hitler odmienił Niemców

– Czasem trzeba powiedzieć: Dość! – z Gézą Röhrigiem, węgierskim aktorem i poetą, który zagrał główną rolę w „Synu Szawła” rozmawia Michał Hernes.

Rok 1944, niemiecki nazistowski obóz zagłady Auschwitz-Birkenau. 48 godzin z życia Szawła Ausländera, członka Sonderkommando – oddziału żydowskich więźniów zmuszonych asystować nazistom w wielkiej machinie Zagłady – na krótko przed wybuchem buntu. W rzeczywistości, której nie sposób pojąć, w sytuacji bez szans na przetrwanie, Szaweł próbuje ocalić w sobie to, co zostało z człowieka, którym kiedyś był.

Film nagrodzono Złotym Globem, jest też nominowany do Oscara.

*

Michał Hernes: Czy kochasz świat?

GÉZA RÖHRIG: – Tak, został stworzony przez Boga, który dał ludziom wolną wolę. Co prawda niektórzy z nich podejmują bardzo złe decyzje, ale mimo wszystko jestem zakochany w tym świecie.

Hannah Arendt potrzebowała bardzo dużo czasu, by pokochać świat, w którym miał miejsce Holokaust.

– Nie jestem jej wielkim fanem.

Ze względu na to, co pisała o Izraelu?

– Nie, przez jej poglądy na temat Eichmanna, choć była bystra.

Napisała, że wykonywał swoją pracę, w której chciał być perfekcjonistą.

– Rozumiem koncept banalności zła. Jej zdaniem Eichmann powinien spędzić dzieciństwo w Niemczech, a nie w Izraelu. Nie potrafię tego pojąć. Nigdy nie darzyłem też miłością Martina Heideggera. Jeśli byłbym Żydówką, a mój kochanek przynależałby do nazistowskiej partii, stworzyłoby to dla mnie szereg problemów.

Arendt miała przez to problemy. Heidegger długo się do niej nie przyznawał.

– Wiem o tym. Mimo wszystko lubię jej książkę o totalitaryzmie i jej polityczne poglądy. Była naprawdę mądrą osobą, ale nie uważała Eichmanna za wystarczająco niemieckiego, tymczasem był on zasymilowanym Żydem. Wyobraź sobie Polaka, który nie znałby twórczości Sienkiewicza i Mickiewicza. Eichmann był bardzo niewykształconym Żydem, jeśli chodzi o tradycję; czuł się bardziej Niemcem. Osobiście nie zaliczam się do takich ludzi. Jestem bardzo dumny ze swoich korzeni. Jak wspomniałem, wierzę w Biblię i Boga. Hannah Arendt nie należy natomiast do moich ikon.

To kto jest dla ciebie ikoną?

– Mojżesz. Nikt, poza Mesjaszem, nie może zajść wyżej niż on. Spędził na szczycie góry czterdzieści dni i nocy bez jedzenia i picia. Ofiarował nam tradycję i przykazania, którymi kierujemy się w naszym życiu. To budowniczy naszej wiary.

Czekasz na nowego Mojżesza?

– Tak, na Mesjasza. Droga, na której się znajdujemy, musi zostać odkupiona.

Czy łatwo jest wierzyć w Boga w świecie, w którym miał miejsce Holokaust?

– Niewinni ludzie, w tym Jezus, cierpieli na długo przed Holokaustem. Często umierali w okrutny sposób, nie popełniwszy żadnych zbrodni. Niewinne są także zwierzęta. Pomyśl o trzęsieniach ziemi i tsunami. Tysiące ludzi tak po prostu jest wówczas mordowanych. I nie ma w tym winy żadnego człowieka. Myślisz, że Bóg o tym nie wiedział?

Co o tym decyduje? Przypadek?

– Nie, nic nie dzieje się przypadkowo. Powtórzę: Bóg wie o wszystkim i ma swoje powody. Jego umysł jest nieskończony, w przeciwieństwie do naszego. Nie ma możliwości, żebyśmy Go zrozumieli. Nigdy nam się to nie uda i tak prawdopodobnie być powinno. Kto wie, może po zakończeniu naszego życia spojrzymy wstecz i odnajdziemy w tym wszystkim więcej sensu?

Trudno zrozumieć drugiego człowieka, a co dopiero Boga.

– Ludzie są irracjonalni. Opowiem o tym na przykładzie miłości. Mężczyzna kocha kobietę, choć wszyscy wokół powtarzają mu, że nie powinien tego robić. Ale uczuć nie da się zrozumieć.

O wielu tych zagadkach życia i świata powstają filmy, chociażby „Syn Szawła”. Czy potrzebujemy takich produkcji?

– Filmów nie powinno się oceniać na podstawie historii, o których opowiadają. Często podejmują te same tematy, ale jeden film jest dobry, a drugi zły. Równie dobrze można by zapytać, po co robić więcej obrazów przedstawiających kobiety? Ale jakie konkretnie obrazy? Ten portret to śmieć, który mnie nie obchodzi, ale tamten obraz to „Mona Liza”. W filmowej historii ważniejszy jest sposób, w jaki została opowiedziana. To istota sprawy.

Nie obawiałeś się, że film realizowany przez debiutanta okaże się słaby?

– Nie. Dużo rozmawiałem z reżyserem, a scenariusz był bardzo dobry. Zapewnił mnie, że nie zrobimy kolejnego sentymentalnego filmu, który sprawi, że będziesz płakał. To nie miała być hollywoodzka produkcja. Zaufaliśmy sobie nawzajem i jestem bardzo szczęśliwy, że „Syn Szawła” spotyka się z zainteresowaniem widowni. To niskobudżetowy film, kosztował raptem milion euro. Dla porównania, budżet większości węgierskich filmów wynosi dziesięć milionów, ale nikogo nie obchodzą.

Co zachwyciło cię w tej opowieści w trakcie czytania scenariusza?

– To odważny film, pokazujący komory gazowe i to, w jaki sposób w nich umierano. Można się z „Synem Szawła” nie zgadzać, ale skłania do refleksji i dyskusji. Niestety, świat znów zmierza w stronę wielkiego chaosu. Nadchodzą okropne czasy i być może wojny światowe. Wydaje mi się, że ludzie dostrzegają to zagrożenie. Większość krajów jest rządzonych przez bardzo głupich przywódców. Holokaust na pewno się nie powtórzy, ale poleje się dużo krwi. Nie wiemy dokładnie, czyjej i gdzie. Musimy się przygotować na coś gorszego od gazu. Nowa broń masowej zagłady będzie szybsza i większa. Za sprawą technologii kolejne wojny są coraz straszniejsze.

Wiele osób pyta, gdzie w takim razie jest Bóg?

– Nie jest odpowiedzialny za czyny ludzi. Czy chcesz żyć w przedszkolu, w którym Bóg wyrwie ci z rąk broń jak czterolatkowi? Ja wolę być dorosły, biorąc na siebie odpowiedzialność za swoje zachowania. Jeśli zrobię coś złego, przepraszam za to. Nie chcę być robotem, albo zwierzęciem. Niestety, ceną za czerpanie radości z życia są zarówno dobre, jak i złe czyny.

Jak zmienić ludzi?

– Zastanawiam się nad tym, ale zmienić mogę tylko siebie. Niestety, nie wierzę w to, że filmy są w stanie odmienić ludzi. Chciałbym mieć inne nastawienie. Nie wierzę też, że Hitler zmienił Niemców. Wydaje mi się, że zadziałały u nich automatyczne odruchy. Sami decydujemy, kogo popieramy, a kogo nie; czy martwimy się o innych, czy zamykamy okna w domu.

Jak zmieniasz siebie? Modlisz się?

– Modlitwa jest ważna, ale to nie wszystko. Ważne są dla mnie poranki, będące początkiem dnia. Najważniejsza modlitwa ma miejsce właśnie wtedy, a nie w nocy, kiedy dzień chyli się ku końcowi. Przez pół godziny rankiem, w całkowitej ciszy, wracasz ze świata umarłych. Każdej nocy, za sprawą snu, tracisz kontakt z realnym światem. Powracasz do niego wraz z przebudzeniem. Oznacza to, że Bóg cie potrzebuje. Ale po co? Co mogę zrobić? Jak mogę odmienić mój mały świat? Skąd mam mieć pewność, że go nie psuję, tylko czynię świat nieco lepszym i inni mogą na mnie liczyć?

Co robisz, jeśli na twojej drodze pojawia się ktoś, kto chce cię okraść?

– To zależy, każda sytuacja jest inna. Pewnego razu spałem i ktoś ukradł pieniądze spod mojej poduszki. Poczułem, że mogę złapać go za rękę i wyjaśnić mu, że ciężko pracowałem, żeby zarobić te pieniądze. Nie zrobiłem tego, bo nie chciałem go zawstydzić.

Może jesteś zbyt dobry?

– Nie ma łatwych odpowiedzi i rozwiązań. W naszej historii zdarzają się czasy, gdy musisz wstać i powiedzieć: „Dość! Nie możesz tego robić i nazywać siebie Żydem, albo Chrześcijaninem, bo nie postępujesz właściwie”. Czasem wypada jednak potraktować kogoś bardziej ulgowo. Jeśli złapiesz go za rękę, musisz liczyć się z tym, że oznacza to koniec waszej przyjaźni.

Mimo wszystko wierzę w lepsze dobro.

– To dobrze i mam nadzieje, że masz racje.

Rozmawiał: Michał Hernes