„Alicja po drugiej stronie lustra” [RECENZJA]

Alicja i jej przyjaciele ponownie na ekranach kin: uśmiechnięci, radośni, pląsają sobie wokoło, jednak czy tego oczekiwaliśmy?

Twórcy z zimną krwią postanowili zabić swoje własne dziecko, wstyd panie i panowie, tak się nie robi. Najzwyczajniej w świecie tak nie można. Nie ukręca się głowy starej Alicji, tylko dlatego, że nowa w filmie familijnym ma większe szanse na sprzedaż i większy zysk.

Na zysk jednak trzeba sobie zasłużyć, a błędy, które popełnia Alicja po drugiej stronie lustra, mogą ją wiele kosztować.  

Wiernych fanów mroczniejszej wizji Krainy Czarów podróż na drugą stronę lustra może bardzo rozczarować. Magiczna kraina, tym razem wyreżyserowana przez Jamesa Bobina, nabrała pełni kolorów, a jej ton nieco zelżał. Całość, począwszy od  gry świateł a kończąc na żartach i dialogach, przeszła poważne zmiany. Nowa Alicja to rodzinny film dla każdego, w którym dobro i miłość zawsze zwyciężają. I pomimo że powyższy zwiastun choć odrobinę stara się nawiązać do stylu Burtona, są to niestety tylko ostatnie pośmiertne podrygi, to już nie podróż przez starą dobrą króliczą norę…

Historia opowiedziana w filmie, nie licząc postaci i świata, nie ma nic wspólnego z powieścią Lewisa Carrolla. Alicja za sprawą lustra ponownie wraca do Krainy Czarów, by tam odkryć, że została wezwana po to, by pomóc Szalonemu Kapelusznikowi, który wpadł w depresję i z tego powodu umiera. Nie może się on bowiem pogodzić ze śmiercią swojej  rodziny. I tak oto Alicja, kradnąc Czasowi jego chronosferę, wyrusza w podróż, by ocalić rodzinę Kapelusznika.

Pomimo naprawdę dobrego pomysłu fabuła nie uchroniła się od kilku mniej i bardziej poważnych uchybień. Momentami jest po prostu nielogiczna, a zachowanie głównej bohaterki głupie i nazbyt przewidywalne. Na zakończenie twórcy raczą nas morałem, którego możemy domyślić się już na samym początku filmu, i byłoby niezwykle zaskakującym, gdyby całość skończyła się inaczej.

Alicja po drugiej stronie lustra, to także doborowa obsada za grube miliony. Johnny Depp w trudnej roli smutnego Szalonego Kapelusznika wręcz popisuje się swoją grą aktorską, dwojąc się i trojąc, jednak grać smutnego szaleńca w wesołym filmie familijnym nie jest wcale tak łatwo. Za to jak ryba w wodzie czuje się Sacha Baron Cohen, który pod postacią Czasu po prostu przyćmiewa resztę obsady, choć kostium, który został dla niego przewidziany, to jakiś nieśmieszny żart. W główną bohaterkę ponownie wcieliła się Mia Wasikowska. Jej Alicja, pomimo że już dorosła i potrafi sobie poradzić w życiu, wciąż pozostaje radosną i czarującą dziewczynką.

Animacja zaskakuje, już od pierwszych minut widać pieniądze, które zostały w film zainwestowane. Jednak jest to broń obusieczna. Efekty komputerowe ogląda się bardzo przyjemnie, często wbijają one wręcz w fotel, jednak całość w połączeniu z cukierkowym światem momentami może odrzucić. Otóż nic nie jest dobre w nadmiarze, a w przypadku Alicji twórcy poszli chyba nieco za daleko. Podróż tunelem czasu na pierwszy rzut oka wygląda imponująco, jednak po dłuższej chwili dostrzegamy nienaturalność, sztuczność.

Alicja wydoroślała, jednak świat który ją otacza jakby cofnął się i zdziecinniał, stał się bajkowy miły i rodzinny. W filmie Jamesa Bobina próżno szukać ironicznego, wyszukanego humoru znanego z Krainy Czarów Burtona. Mi osobiście nowa wizja nie przypadła do gustu. Na film czekałem ze zniecierpliwieniem i pomimo że jestem wielkim fanem pierwszej części, na drugiej się nudziłem, a momentami nawet czułem zirytowanie. Oczywiście wierzę, że znajdą się odbiorcy, którym ta druga strona lustra się spodoba, jednak jeśli nie jesteście wielkimi fanami Deppa lub Cohena, lepiej nie ryzykować. Może się zdarzyć, że zbyt szybko zapragniecie wrócić do swojego świata.

Autor | Patryk Wolny

Film obejrzałem dzięki uprzejmości kina Nowe Horyzonty