Każdy inwestor zinterpretował piątkowe słowa szefa Fed po swojemu. Ten tydzień pokaże, kto jest w większości. Wyniki spółek sprzyjają optymistom, technika – pesymistom – piszą Artur Nawrocki i Łukasz Pałka, analitycy portalu Money.pl.

Jean Claude Trichet, szef Europejskiego Banku Centralnego ma odnieść się do kryzysu zadłużeniowego w Eurolandzie / fot. wikipedia

Wystąpienie Bena Bernanke miało miejsce w piątek po południu polskiego czasu, wrocławscy inwestorzy tak naprawdę dopiero dzisiaj będą mieli szansę w pełni zareagować na to, co powiedział. A powiedział niewiele nowego, ale jednocześnie na tyle enigmatycznie, że pozostawił inwestorom pole do własnej interpretacji. Najważniejszy wydaje się fakt, że wrześniowe posiedzenie Fed zostanie wydłużone o jeden dzień, ze względu na konieczność dyskusji o sposobach przyspieszenia tempa wzrostu gospodarki.

Dla optymistów to sygnał, że do trzeciej rundy skupu obligacji jednak dojdzie. Pesymiści powiedzą za to, że nie ma na to szans, bo Fed jest w tej kwestii mocno podzielony. Jak będzie, wie tylko Ben Bernanke, który takim krokiem z pewnością chciał tylko zyskać na czasie. Po to, by zobaczyć więcej danych makroekonomicznych, które pokażą skalę spowolnienia gospodarczego w USA i jednoczesny wzrost inflacji.Co z tego wszystkiego mają inwestorzy? Przede wszystkim dalszą sporą niepewność, która nigdy nie jest korzystna dla rynku. Handel do 20 września, kiedy rozpoczyna się posiedzenie Fed, upłynie więc pod znakiem wsłuchiwania się w kolejne dane makro z USA i ze strefy euro. A te nie raczej nie będą dobre, co będzie sprzyjać nerwowym ruchom i w efekcie spadkom.

W tym tygodniu znów najważniejsze informacje będą czekały na inwestorów dopiero w piątek. Poznają dane o stopie bezrobocia w USA. Z kolei w czwartek obok informacji o tzw. nowych bezrobotnych pojawi się odczyt nowych wskaźników PMI dla sektora przemysłu i usług w USA. One wszystkie będą miały niebagatelne znaczenie dla rynków, bo mogą po raz kolejny dowieść o spowolnieniu gospodarczym w największej gospodarcze świata.

W pierwszej połowie tygodnia z kolei warto będzie spoglądać na strefę euro. Pojawią się m.in. informacje o sprzedaży detalicznej i nastrojach konsumenckich w kilku europejskich państwach. A już dzisiaj inwestorzy będą po południu śledzić wystąpienie szefa Europejskiego Banku Centralnego. Jean Claude Trichet ma odnieść się w nim m.in. do kryzysu zadłużeniowego w Eurolandzie.

Technika wróży spadki. WIG20 na 2000 punktów?

Przyglądając się wykresowi WIG20, już tydzień temu można było stwierdzić, że tworzy się techniczna formacja trójkąta symetrycznego (bez wyraźnej linii wsparcia bądź oporu). Mijający tydzień przyniósł jedynie potwierdzenie tej tezy. Wygląda to klasyczną formację kontynuacji trendu.

Zobacz kurs WIG20 z ostatniego miesiąca
Dodaj wykresy do Twojej strony internetowej

Potwierdza to wolumen, który jest wyraźnie niższy niż podczas spadku z początku sierpnia. Dodatkowo wolumen zwiększa się przy spadkach, a mniejszy przy wzrostach. Gdyby scenariusz trójkąta jako formacji kontynuacji trendu się sprawdził, to zasięg następnej fali sprzedaży może dotrzeć do psychologicznej bariery 2000 punktów.

Jednak w przypadku takiej formacji nie można wykluczyć wybicia górą. Wtedy prawdopodobnie czekałby nas duży ruch w górę. Scenariusz spadkowy potwierdzają wskaźniki zwane oscylatorami, które pokazują brak rozbieżności między odczytem wskaźnika, a zachowaniem kursu na wykresie.

Wykres pokazuje jedno. Ale z drugiej strony mamy spółki, które pokazują coraz to lepsze wyniki finansowe. W mijającym tygodniu 3 na 4 spółki z WIG20 pochwaliły się zdecydowanie lepszymi zyskami niż w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Wpływa to oczywiście na popularną wycenę wskaźnikową, w tym najbardziej popularny wskaźnik ceny do zysku, który już teraz jest na bardzo atrakcyjnych poziomach. Na kuszące współczynniki złożyły się w jednym czasie – spadek ceny, czyli pierwszego elementu wraz ze wzrostem zysku (drugiego elementu). Wskaźnik ten dla WIG20 wynosi 11, a to oznacza średnio wzrost wartości akcji o 9 procent w ciągu roku. Pamiętajmy, że okres sprawozdań się jeszcze nie skończył, a jak pokazuje analiza techniczna będziemy mieć do czynienia z kolejną fala spadkową.

Dlatego, można uważać, że jeśli WIG20 spadnie poniżej 2000 punktów to wejście w rynek będzie raczej rozsądnym posunięciem. Rynek nie zwykł dawać takich okazji zbyt często. A sam krach przebiegiem przypomina bardziej to co się działo w 2006 lub 1998 roku, czyli gwałtowny spadek, ale raczej krótki.

(Artur Nawrocki, Łukasz Pałka / money.pl)