Andrzej Żuławski – jego noce były piękniejsze niż wasze dni

Zmarł Andrzej Żuławski, kontrowersyjny polski pisarz i reżyser, bardziej doceniany za granicą, niż w Polsce. Miał 75 lat. Jeden z jego przyjaciół żartował, że cyfrowo odrestaurowany film „Na srebrnym globie” Żuławskiego to pierwsza Polska superprodukcja za kadencji ministra Piotra Glińskiego, choć niekoniecznie ta wymarzona przez ministra kultury.


Za komuny władze nakazały przerwanie zdjęć do tego filmu ze względu na kontrowersyjne przesłanie i kilkukrotne przekroczenie dużego budżetu. Okaleczone „Na srebrnym globie” po latach zyskało status dzieła kultowego i niepokornego. Podobnie jak „Opętanie”, o którym reżyser „Labiryntu Fauna” Guillermo del Toro powiedział, że to jeden z najdziwniejszych filmów, jakie widział. Z kolei wyśmiewana w Polsce „Szamanka” cieszy się sporym uznaniem chociażby w krajach azjatyckich.

Żuławski zadebiutował niepokojącym i onirycznym filmem „Trzecia część nocy”, który był wielkim powiewem świeżości w skostniałej polskiej kinematografii. Problem polega na tym, że kolejne produkcje Polaka często ocierały się o karykaturę tego nietuzinkowego stylu. Mieszane uczucia wywołała chociażby jego „Narwana miłość”, czyli szalona neobarokowa opowieść luźno zainspirowana „Idiotą” Dostojewskiego. Na planie tej produkcji Żuławski poznał swoją muzę i wieloletnią towarzyszkę życia Sophie Marceau. Francuzka zagrała także w „Moje noce są piękniejsze niż wasze dni”- lirycznym i kameralnym filmie, przywodzącym na myśl francuską nową falę.

Wciąż czekam, aż znajdzie się dystrybutor, który zainteresuje się jego najnowszym filmem, francuskim „Kosmosem” zainspirowanym książką Gombrowicza. Literatura była Żuławskiemu bliska, sam napisał sporo książek. Są one nie tylko tak szalone, jak jego filmy, ale przede wszystkim równie muzykalne. W tych zdaniach czuć rytm.

Choć najbardziej znana książka Żuławskiego to „Nocnik” (zakazany przez sąd za sposób, w jaki rzekomo opisano w niej jego byłą partnerkę Weronikę Rosati), ciekawsza jest bardzo erudycyjna i intrygująca „Moliwda”. Z kolei w „Cnocie” w uroczy i miły sposób opisał swoje pierwsze spotkanie z Weroniką Rosati. Warto sięgnąć również po „Piekielników” opowiadających o Joannie d’Arc, jej procesie i o ludzkiej hipokryzji.

W jego literackich dziełach są wielcy bohaterowie i wielkie tematy, ale jest też w nich zbyt dużo samego autora, tak jakby kierował się w życiu słynnym powiedzeniem Gombrowicza: „poniedziałek: ja, wtorek: ja, środa: ja…”. Był to artysta o wielkim talencie i potencjale, ale o jeszcze większym ego. Z drugiej strony twórczość niepokornego artysty cieszy się na świecie uznaniem. Z przyczyn zdrowotnych nie mógł pojawić się w tym roku na nowojorskim przeglądzie swoich filmów, ale na widowni znajdował się chociażby reżyser „Requiem dla snu” Darren Aronofsky.

Jednocześnie Żuławski miał kapitalne wyczucie do aktorek. W jego filmach niezapomniane kreacje stworzyły chociażby Małgorzata Braunek, Sophie Marceau, Isabel Adjani czy Romy Schneider. Między innymi tej ostatniej Pedro Almodovar zadedykował „Wszystko o mojej matce” ze względu na jej rolę w „Najważniejsze to kochać” Żuławskiego. Trudno się dziwić- polski reżyser potrafił dostrzec potencjał nawet w naturszczykach, nie tylko w, znanej z „Szamanki”, Iwonie Petry.

Przed laty, przeglądając jedno z francuskich czasopism o modzie, Żuławski zwrócił uwagę na modelkę Marinę Vacth. Marzyło mu się, żeby zagrała w filmie, nad którym pracował od lat. Chciał jako pierwszy odkryć jej filmowy talent, ale uprzedził go Francois Ozon, obsadzając ją w znakomitej głównej roli w „Młodej i pięknej”.

Żuławskiego poznałem pięć lat temu. Będąc młodym dziennikarzem, umówiłem się z nim na wywiad, zbierając materiały do pracy magisterskiej poświęconej zagranicznemu odbiorowi jego twórczości. Na początku naszego spotkania powiedziałem nieopacznie, że przygotowałem kilka ciekawych rzeczy. Odparł na to: „czy ciekawych, to się okaże”.

Zgodnie z jego prośbą przed spotkaniem przeczytałem wszystkie jego książki, co nie było łatwe (często trudno było do nich dotrzeć ze względu na ich niskie nakłady). Kiedy zacząłem cytować mu ich fragmenty, ten twardziel wzruszył się, choć starał się to ukryć. Przygotował mi herbatę, a której zapomniałem w czasie tej fascynującej rozmowy, a na końcu okrzyczał mnie, że ostygła.

Taki był Andrzej Żuławski. Chcę wierzyć, że jego noce były piękniejsze niż nasze dni.

 

Autor | Michał Hernes