Koszykarze Asseco Pokom Gdynia wygrali pierwsze spotkanie finałowe Tauron Basket Ligi z Turowem Zgorzelec 88:79. Drugi mecz w poniedziałek.

Inauguracyjny mecz finału Tauron Basket Ligi pomiędzy Asseco Prokom Gdynia a PGE Turowem Zgorzelec nie mógł rozczarować sympatyków koszykówki w Polsce, gdyż było to znakomite widowisko. Losy meczu rozstrzygnęły się na początku czwartej kwarty, kiedy gospodarze byli o klasę lepsi od rywali z południa. Gracze Tomasa Pacesasa zwyciężyli 88:79.

Początek sobotniego meczu można było potraktować jako znakomitą zapowiedź finałowej rywalizacji (drużyny grają do czterech wygranych), jaka czeka kibiców w najbliższym czasie – na parkiecie od pierwszych sekund obserwowaliśmy twardą i nieustępliwą postawę całej dziesiątki koszykarzy, bez wyjątku. Początkowo inicjatywa należała do graczy Tomasa Pacesasa, wyprowadzających groźne kontrataki dzięki naciskowi kładzionemu na jedynym nominalnym rozgrywającym w drużynie Turowa, Torey’u Thomas’ie. Amerykaninowi rodem z White Plains w stanie Nowy Jork piłkę „ukradł” kapitan gdynian, Daniel Ewing i uzyskał dwa oczka po dwutakcie. W czwartej minucie spotkania na parkiet wybiegł Qyntel Woods, który najwyraźniej nie próżnował w okresie między półfinałem a finałem – MVP finałów 2008/2009 powrócił przynajmniej do dobrej formy. Były gracz czterech klubów NBA przy pierwszym kontakcie z piłką trafił prawie z ósmego metra, a niedługo potem umieścił ją w koszu (będąc przy tym faulowanym) po firmowym slalomie, gdzie tyczkami byli oczywiście jego rywale. Zespół APG prowadził minimalnie do ósmej minuty meczu. U schyłku inauguracyjnej kwarty rzuty osobiste (4/4) Konrada Wysockiego, akcja 2+1 Michała Gabińskiego i przede wszystkim zagrania wysokiego strzelca (208 cm wzrostu), Daniela Kickerta, przechyliły szalę wygranej na korzyść zgorzelczan – 16:20.

Druga część meczu przebiegała pod znakiem bardzo skutecznych ataków gospodarzy i gości – w tej partii padło w sumie aż 49 punktów (27:22). Wymiana cios za cios nie pozwalała ani graczom znad Nysy odskoczyć na więcej niż kilka punktów, ani Prokomowi dogonić rywala. Gdynianie dopięli swego dopiero z końcem drugiej kwarty – Woods zebrał piłkę w obronie, spojrzał na zegar, który wskazywał trzy sekundy do końca, kozłując popędził na stronę Turowa i odegrał szybko do Ewinga. Ten przestrzelił, bo faulował do Michael Kuebler. Dwa celne „wolne” popularnego Danny’ego wyprowadziły żółto-niebieskich na 43:42. Na półmetku jedyną bolączką gospodarzy zdawały się być jednak rzuty osobiste – tylko 12/21 (57%) w tym elemencie. Po 10 punktów zdobyli Ewing (Prokom) i Wysocki (Turów), a po 9 Woods (Prokom) i Kickert (Turów).

Po piętnastominutowej przerwie Mistrzowie Polski długo uniemożliwiali gościom wykonanie skutecznej akcji w ofensywie. Sami natomiast konsekwentnie dogrywali piłki pod kosz do Piotra Szczotki i Ratko Vardy. Pierwsze pięć minut to seria 6:0 nadmorskiej ekipy, a wynik brzmiał 49:43. Impas zgorzelczan przerwał Kuebler, nieomylny w rzutach z dystansu. Wkrótce udało się zbudować ośmiopunktową przewagę (55:47, 57:49), lecz trzeci raz (przy trzeciej próbie) za trzy trafił Kuebler. Dystans do Turowa powiększył Szczotka (mający w tamtym momencie już 12 punktów (6/9 za 2), 4 zbiórki w ataku i 4 asysty w 17 minut!), ale sprytny Thomas wymusił faul Courtney’a Eldridge’a, stanął na linii rzutów osobistych i zmniejszył prowadzenie APG do pięciu oczek – 59:54.

Mistrzowie Polski zachowali największe pokłady sił na finalne dziesięć minut, gdyż ostatnia kwarta była w ich wykonaniu iście… mistrzowska. Pierwsze 4 minuty wygrane w stosunku 15:5 sprawiły, że podopieczni Jacka Winnickiego powoli tracili wiarę w końcowy sukces. Przecież Prokom wygrywał już 74:59(+15). Turów stanął więc przed arcytrudną misją odrobienia sporych strat w zaledwie sześć minut. Gdynianie nie ułatwiali zawodnikom z południa Polski zadania, nie rezygnując z finezyjnych zagrań i akcji dla publiczności. Mały przełom ze strony zgorzelczan nastąpił dokładnie 2:59 minuty przed końcem meczu. Po czterech punktach z rzędu Davida Jacksona Turów zmniejszył straty do 79:69, a trener Pacesas zażądał przerwy na naradę. Po czasie Ewing bezlitośnie przymierzył z dystansu (83:69), jednak to samo uczynił Gabiński (82:72). Następnie: Szczotka wykorzystał jeden z dwóch osobistych, a Jackson na drugim biegunie boiska trafił dwukrotnie – 83:74(+9). Na dwie minuty przed końcem Turów od razu faulował Krzysztofa Szubargę. Ten wstrzelił się z linii. Wjazdem pod kosz odpowiedział najbardziej aktywny wśród gości Jackson – 85:76. Tym razem Turów pozwolił Prokomowi rozegrać akcję i skorzystał na tym – Ewing stracił piłkę. W kontrze faulowany był Thomas – 2/2 z linii. Prokom miał już tylko siedem punktów przewagi, ale za to 60 sekund do końca gry. Trener Winnicki wziął czas. Kuebler zdecydował się na rzut z dystansu, ale tym razem kompletnie przestrzelił pod naciskiem Burrella. Na posterunku był jednak jego kolega – Jackson został zatrzymany przewinieniem. 1/2 z osobistych Amerykanina. Faul przyjezdnych na Hrycaniuku na 47 sekund przed ostatnią syreną. 1/2 z wolnych reprezentanta Polski. 86:79(+7). Ostatnie nadzieje na dogonienie miejscowych roztrwonił jednak rozgrywający Thomas, który nie opanował piłki w polu trzech sekund. Ewing przypieczętował pierwszą wygraną APG w drodze do ósmego tytułu z rzędu dwoma celnymi rzutami z linii!

Następny mecz już w poniedziałek o godz. 18:00 w HSW „Gdynia”.

 

Asseco Prokom Gdynia – PGE Turów Zgorzelec 88:79 (16:20, 27:22, 16:12, 29:25)

Asseco Prokom: Daniel Ewing 23, Piotr Szczotka 14, Qyntel Woods 13, Ratko Varda 8, Robert Witka 6, Krzysztof Szubarga 6, Adam Hrycaniuk 6, Ronnie Burrell 4, Tommy Adams 4, Courtney Eldridge 3, Filip Videnov 1.

PGE Turów: David Jackson 16, Konrad Wysocki 13, Torey Thomas 11, Michael Kuebler 9, Daniel Kickert 9, Robert Tomaszek 8, Michał Gabiński 8, Ivan Zigeranović 5, Bartosz Bochno 0.

Stan rywalizacji: 1:0 dla Asseco Prokomu.

(asseco.prokom.pl)