Asystentka gwiazd o kulisach swojej pracy

Niedoszła aktorka, Donna Coulling, opowiada Michałowi Hernesowi o tym, jak odnalazła szczęście i zawodowe spełnienie w byciu asystentem gwiazd pokroju Heleny Bonham Carter i Rachel Weisz.

rachel-weisz
Rachel Weisz
Donna Coulling
Donna Coulling

Może to pytanie zabrzmi banalnie, ale jestem ciekaw, kim chciała pani być w młodości.

DONNA COULLING: – Astronautą.

Nie aktorką?

DONNA COULLING: – Marzył mi się podbój kosmosu. Kiedy okazało się, że nie jest to możliwe, postanowiłam skupić się na innej dziedzinie życia, która zawsze sprawiała mi frajdę, czyli tańczeniu. Na zajęcia z tańca uczęszczałam od drugiego roku życia. Mając czternaście lat, doszłam do wniosku, że fajnie byłoby zostać aktorką. Podobnie jak mnóstwo ludzi, zapisałam się do szkoły dramatu w Londynie i przeszłam trzyletni kurs. Przekonałam się wtedy, jak ciężkim zawodem jest aktorsko. O pracę było trudno, a rachunki bardzo szybko rosły. Jeżeli już dostawałam role, to niewielkie. Na te wymarzone nie było szans. Musiałam przewartościować swoje życie. Bardzo zależało mi na tym, żeby wciąż być związaną z branżą filmową. Zwłaszcza, że zdążyłam poznać to środowisko.

Jak zaczęła pani pracować jako asystentka gwiazd kina?

DONNA COULLING: – Gdy skończyła się moja krótka przygoda z aktorstwem, postanowiłam wysłać maile do dwunastu agentów i szukać swojej szansy. Uznałam, że to świetny pomysł, skoro znam ten świat od podszewki i dobrze czuję się pośród ludzi. Dodatkowo miałam świadomość, że posiadam atuty takie jak świetna organizacja pracy i szybkość w rozwiązywaniu problemów. Przede wszystkim jednak powtarzałam sobie, że nie zamierzam pracować w biurze. W CV podkreśliłam, że chcę zostać asystentką, choć nie miałam na temat tej pracy zbyt wielkiego pojęcia. Doszłam do wniosku, że skoro moja obecna praca mi się nie podoba, to nie mam nic do stracenia. Gdyby mi nie wyszło, rzuciłabym papierkową robotę i zaczęłabym pracować w kawiarni. Jako była aktorka nie mogłam zaakceptować bycia przywiązaną do biurka. Na szczęście odezwała się do mnie asystentka Heleny Bonham Carter, która szukała dla siebie zastępczyni i zaproponowała, żebym spotkała się z Heleną. Helena zapytała przy herbacie, co chciałabym robić, a ja odpowiedziałam pytaniem, jakie są oczekiwania względem mnie. Odparła na to: „Spróbujmy”. Pracowałam dla niej przez trzy dni tygodniowo, więc musiałam dodatkowo zatrudnić się w teatrze. Wciąż potrzebowałam dodatkowych zleceń i znów napisałam do agentów. Tym razem dodałam, że teraz pracuję dla Heleny Bonham Carter. Od razu spojrzeli na mnie inaczej, co zaowocowało podjęciem długoletniej współpracy z wieloma wybitnymi aktorami, chociażby z Rachel Weisz i Derekiem Jacobi. Nie zmienia to faktu, że zdarza mi się pracować z muzykami bądź aktorkami tylko przez chwilę. Potrzebują mnie na przykład na jedno lato, w czasie którego mają trasę koncertową lub rolę w teatrze. Uwielbiam to, ponieważ taka drobna fucha jest kolejnym odstępstwem od reguły.

Za co jeszcze kocha pani swoją pracę?

DONNA COULLING: – Każdy dzień jest inny. Pracuję w domach moich klientów, przez telefon, w samochodzie, ale też na planach zdjęciowych i w innych miejscach, w których aktualnie przebywają. Nie robię codziennie tego samego i mam do czynienia ze wspaniałymi ludźmi. Odpowiadam za sprawy takie jak sprawdzanie poczty i upewnianie się, czy rachunki zostały zapłacone. Organizuję także rodzinne imprezy, a z myślą o różnych premierach i bankietach wypożyczam stroje, buty czy biżuterię, w których klientka pojawi się na gali. Kontaktuję się w tej sprawie z wieloma firmami i nie ukrywam, że dostarcza mi to frajdy. Zajęć jest sporo. Żeby nie oszaleć i się w tym wszystkim nie pogubić, należy odnaleźć równowagę i dbać o życie prywatne. Mam cudowną córeczkę, której mogę poświęcać sporo czasu. Jednocześnie naprawdę lubię mierzyć się z wyzwaniami i pod koniec dnia wiedzieć, że coś osiągnąłem; że wykonałam postawione przede mną zadanie. Nie mogłabym pracować przed biurkiem od dziewiątej do siedemnastej. Jak wspominałam, wolę różnorodność.

Przyjaźni się pani ze swoimi klientami?

DONNA COULLING: – Kiedy przebywa się pośród nich i ich dzieci, to naturalne, że relacje między nami ulegają ociepleniu. Zawsze trzeba jednak pamiętać o tym, że istnieją pewne granice i nie wolno ich przekroczyć. Należy podchodzić do tego z ostrożnością i szacunkiem.

Jak powiedzieć im „nie”?

DONNA COULLING: – Czasami muszę. Szczególnie, że w ich szalonym zawodzie wiele rzeczy jest do zrobienia na wczoraj i trudno za wszystkim nadążyć. Klucz tkwi w umiejętności odnalezienia się w danej sytuacji i uświadomienia sobie, co jest aktualnie priorytetem, a co nie. Zamiast mówić „nie”, wolę poszukać innego rozwiązania. Nie wolno jednak uciekać od pewnych tematów. Najlepiej na spokojnie to przedyskutować i poszukać właściwego wyjścia z sytuacji. Nie należy się bać, lepiej grać w otwarte karty. Jeżeli przykładowo boisz się psów, a masz spotkanie w domu klienta, to przydałoby się zapytać go wcześniej, czy ma psy i wówczas powiedzieć mu o swoich lękach. Osobiście jestem bardzo pozytywną osobą i nie mam problemów z innymi ludźmi.

Jakie są największe wyzwania, z jakimi się pani spotyka?

DONNA COULLING: – Musisz działać bardzo szybko i budować szeroką bazę zróżnicowanych kontaktów. Aktorzy bywają wymagający. Jeżeli chcą się wybrać na kolacje do nowo otwartej albo modnej restauracji, to musisz umieć załatwić im stolik, nawet na ostatnią chwilę. Czasem, by to zorganizować, trzeba użyć swojego uroku osobistego. W notatniku zapisuję sobie ważne daty i informacje dotyczące lotów, urodzin, adresów i spotkań. Harmonogram bywa tak napięty, że wyczarowanie dodatkowych pięciu minut często sprawia wielkie problemy. W mojej pracy ważne są takie cechy jak kreatywność, lojalność, dyskrecja i poczucie humoru. Poza tym nigdy nie wolno się wstydzić poprosić o pomoc albo o coś zapytać. W końcu wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Nie widzę niczego złego w uczeniu się na własnych błędach. Grunt, żeby w relacjach z klientami zbudować obustronne zaufanie.

Musi pani też umieć odmawiać ludziom, którzy chcieliby się z nimi skontaktować.

DONNA COULLING: – Chronię moich klientów przed dziennikarzami i różnymi paparazzi. Staram się to robić możliwie jak najlepiej. Trzeba być asertywnym, nie odpowiadać na pytania i nie czytać plotkarskich czasopism. Aktorzy zresztą doskonale wiedzą, że plotek nie należy traktować poważnie. W końcu siedzą w tym biznesie od bardzo dawna.

Jak wspomniałam, musimy odrzucać propozycje od dziennikarzy i różnych instytucji kulturalnych bądź charytatywnych. Nawet jeżeli aktor nie gra aktualnie w żadnym filmie i siedzi w domu, częstokroć przygotowuje się w tym czasie do kolejnej roli, która potrafi być bardzo wymagająca. Przygotowania potrafią trwać sześć tygodni. Wiele osób jest rozczarowanych tym, że im odmawiamy. Myślą, że aktorzy są publiczną własnością, z której można korzystać do woli i przez cały czas.

Proszę opowiedzieć o Helenie Bonham Carter.

DONNA COULLING: – To wspaniała osoba i przyjaciółka, którą kocham i szanuję. Jest bardzo zdolna. To samo mogę powiedzieć o wszystkich moich klientach. Są bardzo zapracowanymi profesjonalistami i nie sprawiają żadnych problemów na planie. To kochani ludzie i właśnie dlatego tak kocham moją pracę. Dla nich chce się do niej przychodzić. Jestem wielką szczęściarą, że mogę pracować z ludźmi, których podziwiam i którzy podziwiają mnie. Pracujemy ze sobą od dawna, dzięki temu wytworzył się między nami rodzaj magii. Mamy dzieci i i czasem urządzamy sobie rodzinne spotkania, co potęguję tę szczególną więź. Pamiętajmy, że to ludzie tacy jak my i nie mają w sobie nic z zepsutych gwiazd. Wykonują trudną prace i starają się to robić możliwie jak najlepiej.

Rozmawiał | Michał Hernes