Bartłomiej Konieckiewicz: Palące się bieżnie

Jak co roku, z rozpoczęciem się okresu wiosennego, kiedy niebo rozświetla słońce, a  temperatura na zewnątrz zaczyna być wysoka, możemy pozwolić sobie na zrzucenie ciepłych szalików i grubych kurtek. Siłownie w całej Polsce w tym okresie przeżywają oblężenie. Widmo zbliżającego się lata działa na ludzi gwałtownie, lecz jak zazwyczaj pokazuje czas i przeszłość, nie długotrwale. Zimowy sezon to czas, kiedy większość ludzi pozwala sobie na nieco więcej, zapominając o przestrzeganiu diety czy regularnym wykonywaniu ćwiczeń.

Jak wynika z ankiet przeprowadzonych z właścicielami siłowni oraz różnego rodzaju klubów fitness, najwięcej wykupionych karnetów odnotowuję się w miesiącach od marca do czerwca. Wynika to z tego, że w tym okresie większość ludzi zdaje sobie sprawę, że mają w planie wyjazd nad morze, gdzie przesiadywanie w grubym swetrze zakrywającym niedoskonałości nie będzie raczej przyjemne. Dlatego przygotowanie pięknego ciała czas zacząć…

Jak się to zazwyczaj zaczyna? Najpierw oczywiście trzeba kupić odpowiednią odzież, aby móc z klasą pokazać się na siłowni. Specjalne buty do biegania, piękny dres oraz koszulka do ćwiczeń (na początek rozmiar większa, aby ukryć niedoskonałości). Następnie droga do  sklepu z odżywkami, żeby sprzedawca doradził nam „magiczne proszki”, które przyśpieszą nasz proces odchudzania. Oczywiście pan ze sklepu z odżywkami doradził kupno wielu suplementów wmawiając, że wszystkie są niezbędne. Warto kupić, przecież wszyscy tak robią. Szkoda tylko, że zapominamy o tym, że pan ze sklepu ma płacony procent od sprzedanych produktów. Ale to nie ważne, na pewno nas nie naciągnął. Teraz tylko dieta i można iść ćwiczyć Na początku odrzucimy tzw. śmieciowe żarcie oraz alkohol i powinno być dobrze. Ruszamy na siłownie. Karnet na razie na miesiąc, bo nie wiadomo czy nam się tam spodoba. Wchodzimy i zdajemy sobie sprawę, że nie wiemy, co robić. Choć Internet pokazał nam wiele planów treningowych to przydałby się pomoc. Podchodzimy do instruktora pełniącego wartę na siłownią z  prośbą o pomoc. To jego obowiązek na pewno nam pomoże. Oczywiście pomoc nie nadchodzi, bo jak to na tym świecie bywa nic nie ma za darmo. Za 200 zł za godzinę pan poświęci nam swój cenny czas, a nawet zrobi kawę. Płacimy. Trener personalny, który zrobił swój kurs w dwa weekendy, przedstawia nam lekko zmieniony plan treningowy, który również zaleźliśmy w Internecie. Trenujemy. Mija miesiąc, waga spadła o 2kg, trochę mało jak na tak ciężki miesiąc i tyle wyrzeczeń. Spróbujemy jeszcze jeden miesiąc, na pewno waga będzie o  wiele niższa. Mija kolejny miesiąc, a waga spadła tylko o 1,5 kg. Mamy już prawie czerwiec, a różnica jest niewielka, więc odchudzanie nie ma już sensu w tym roku. W następnym zaczniemy nieco wcześniej i na pewno się uda. Niektórzy się jednak nie poddają i walczą do końca. Udaję im się schudnąć, lecz oczekiwali czegoś więcej. Bez warstwy tłuszczu oraz nadmiaru wody odsłonili swe mięśnie, lecz piękny brzuch, który miał być tzw. kaloryferem okazał się być sześciopakiem, który wygląda jakby został złożony z klocków Lego. I tak sezonowy kulturysta zastanawia się, w czym jest problem. Dochodzi do wniosku, że jednak warto spróbować przez okres zimowy zbudować mięśnie, które będziemy mógł odsłonić po redukcji tkanki tłuszczowej następnej wiosny.

W większości przypadków można zauważyć, że cuda się nie zdarzają, a bieżnia nie jest szamanem, który za pomocą zaklęć spowoduje, że cyfry na wadze zmniejszą się tak szybko, jakbyśmy tego chcieli. Okres przygotowań mija szybko, większość osób starających się o  wystąpienie w skąpym plażowym stroju rezygnuje z wakacji na plaży i  wybiera podróż w góry lub przyjmuje z pokorą swój błąd, jakim było lenistwo. Akceptuje swoje ciało takie, jakim jest, aby po wakacjach znów móc zacząć swoją ucztę kaloryczną i jak co roku wrócić na siłownię w pierwszy dzień wiosny wmawiając sobie, że tym razem się uda.

Autor | Bartłomiej Konieckiewicz