Świst kul, ktoś z oddali krzyczy, że potrzebny mu jest medyk, gdzieś indziej dobiega cię wyraźny odgłos kogoś innego, dławiącego się gazem. W oddali widzisz spadającego zeppelina, sypiącego miliardem płomieni i iskier. Błoto pod twoimi butami chlupocze, nierówno oddychasz, biegniesz, kule świszczą, krzyki, warkot silników, gdzieś obok przejeżdża czołg, nad głową z furkotem pikuje samolot. Dostajesz kulkę prosto między oczy, nawet nie wiesz od kogo, wiesz jedynie, że czekał w swoim okopie.

Na drodze wstępu. Nie zagrywam się w jakiekolwiek shootery. Jeśli już w cokolwiek grywałem, to kończyłem na przejściu kampanii i to pod warunkiem, że była co najmniej dobra. Inaczej ma się sprawa z najnowszym Battlefieldem.

Atakują oni,…

Szwedzkie studio DICE w tym roku postanowiło wyłamać się z obowiązującego trendu. W ich najnowszym tytule nie będziemy strzelać w nieodległej przyszłości, walcząc na przemian z terrorystami, Rosjanami czy Chińczykami, którzy za cel obrali sobie światową dominację. Tym razem Szwedzi dali graczom możliwość cofnięcia się w czasie. Jak za starych dobrych lat, kiedy zagrywało się w pierwsze Medal of Honor czy Call of Duty. Jednak o ile wspomniane przeze mnie tytuły traktowały o drugiej wojnie światowej, o tyle Battlefield 1 sięga w historię ogólną dalej i przenosi gracza na fronty pierwszego konfliktu, który poprzez skalę zyskał miano globalnego.

… atakujemy my.

Po odpaleniu gry i wsłuchaniu się w naprawdę świetnie skomponowane motywy przygrywające w menu głównym gracz wybrać może pomiędzy kampanią lub trybem multi. Najpierw, dla poznania mechaniki gry i wchłonięcia historii jaką scenarzyści przygotowali wybrałem to pierwsze. Kampania, a raczej kampanie to sześć historii opowiedzianych w różny sposób, w różnych miejscach. Pierwsza z nich, najbardziej zapadająca chyba w pamięć, to przełożenie filmowej Furii na realia pierwszowojenne. Mamy młodego żołnierza, który zostaje nowym kierowcą czołgu. Reszta załogi to stare wygi, więc młody musi szybko się uczyć nie tylko prowadzenia ogromnej machiny, ale również obyczajów obowiązujących w puszce. Wkrótce okazuje się, że zostajemy asem wśród czołgistów, przebijamy się przez o wiele liczniejsze zastępy wroga, wykradamy części aby naprawić nasz pojazd, przecieramy drogę przez mglisty las, jednak najbardziej zapadającym w pamięć fragmentem jest moment, w którym kierujemy gołębiem pocztowym z koordynatami do ostrzału dla artylerii. Wszystko wtedy zwalnia, muzyka, tętno gracza. Pozostaje tylko widok z lotu ptaka na dramat, jaki dzieje się poniżej. Pozostałe kampanie to również opowieści dotyczące jednostek w ogromie ludzi, jaki przewinął się na frontach. Mamy więc oszusta i złodzieja, który podszywając się za lotnika Jej Królewskiej Mości staje się asem lotnictwa, najlepszym towarzyszem i bohaterem. Choć, czy aby na pewno? Wszak jak wierzyć w opowieść człowieka, który całe życie trudnił się oszukiwaniem? Później przenosimy się w Alpy i jako jeden z włoskich żołnierzy poszukujemy na pobojowisku swojego brata. Tu historia opowiedziana jest z perspektywy bohatera, który przy córce wspomina tamte wydarzenia. Następnie przenosimy się pod Gallipoli, gdzie jako doświadczony żołnierz i goniec bierzemy udział w brytyjskiej ofensywie, jednocześnie starając się nie dopuścić do śmierci pewnego młodego chłopaka, który z patriotycznych pobudek zawyżał nawet swój wiek przed komisją rekrutacyjną. Na koniec z kolei przenosimy się do Arabii, by u boku słynnego T. E. Lawrence’a wyzwolić ją z rąk Imperium Osmańskiego. Wszystkie te historie poprzedza prolog, którego osią napędową są kolejne zgony gracza, który z kolei przejmuje kontrolę nad kolejnymi żołnierzami. Taki sposób poprowadzenia fabuły daje możliwość spojrzenia na cały konflikt oraz poznania wielu aspektów związanych z pierwszą wojną światową. Przede wszystkim był to konflikt pełen eksperymentów, wielu broni używanych podczas niego zostało później zakazanych (jak chociażby gaz musztardowy, przed którym nie chroniły maski przeciwgazowe, bo wchłaniał się przez skórę). Podczas tej wojny tworzyły się podwaliny wielu państw i narodów, nie tylko Polski.

Co jakiś czas spychamy ich tak,…

Po zapoznaniu się z kampanią, przyszedł czas na to, czym Battlefield stoi, czyli multi. W sumie gra oferuje nam 6 różnych trybów. Najbardziej spodobały mi się trzy z nich i to je przybliżę. Pierwsze kręci się wokół gołębi pocztowych, które musimy zdobywać, następnie na karteczce zapisać musimy współrzędne dla artylerii, później wypuszczamy ptaka i modlimy się by wróg go nie zestrzelił. Tak w skrócie można ten sposób rozgrywki zaprezentować. Jednak z perspektywy gracza jest to dynamiczne i pełne niepewności starcie, które daje masę frajdy. Drugi tryb to znany wszystkim fanom serii Podbój. Dwie drużyny po 32 graczy każda, sporych rozmiarów mapa z punktami strategicznymi. Sposób na wygraną? Zebrać 1000 punktów, które generowane są przez flagi oraz zabijanie przeciwników. Znowuż brzmi prosto, jednak kluczem do zwycięstwa nie jest tylko bezmyślne zdobywanie kolejnych przyczółków i wystrzeliwanie wrogów. Równie ważne jest też ich utrzymanie. Przy podboju warto zatrzymać się również ze względu na jeden ważny aspekt rozgrywki. Otóż dwie drużyny podzielone są na pomniejsze składy, liczące do pięciu graczy naraz. Każdy z nich ma przypisanego dowódcę, który może reszcie oznaczyć co mają w danym momencie robić: bronić zdobytej flagi, atakować kolejną, cofnąć się jeszcze głębiej i zabezpieczyć inny przyczółek narażony na atak ze strony wroga. Opcji jest multum, a za wykonywanie poszczególnych zadań jako skład gracze są dodatkowo nagradzani, ponadto funkcja ta świetnie sprawdza się w grze ze znajomymi. Ostatni tryb to Operacje. Są to fabularyzowane, minikampanie dla wielu graczy, rozgrywane na kilku mapach pod rząd, gdzie jedna drużyna pełni rolę obrońcy, natomiast druga ma atakować poszczególne punkty. Niektóre rozgrywki w ramach Operacji potrafią trwać nawet ponad godzinę i przynoszą mega doznania.

… że spoza czarnej rozpaczy przebłyskuje normalny świat.

Battlefield ujmuje formą i przekazywaną treścią. Jednak nie tylko fabułą i przemyślanym multi gracz żyje, bo grą żądzą jeszcze dodatkowe mechanizmy oraz oprawa. Co do mechaniki rozgrywki najciekawszym jej aspektem jest gaz bojowy. Otóż jeśli znajdziemy się w chmurze trucizny musimy, jeśli cenimy sobie życie, założyć maskę przeciwgazową. Ta z kolei nie pozwala nam na przymierzenie przed oddaniem strzału i wymusza ostrzeliwanie wroga z biodra. Ponadto mechaniką gra nie wyróżnia się na tle innych Battlefieldów. Nadal w multi mamy tu 4 klasy postaci, każdy znajdzie tu coś dla siebie wybierając szturmowca, który walczy na krótki dystans, przez medyka, żołnierza wsparcia, aż po dalekosiężnego zwiadowcę uzbrojonego w karabiny snajperskie. Grając coraz więcej zdobywamy oczywiście punkty doświadczenia, które wraz z kolejnymi poziomami dostarczają nam wirtualnej gotówki, za którą kupujemy nowe uzbrojenie. Tutaj DICE raczej się nie popisało, każda z klas dysponuje kilkoma różnymi modelami broni i ich wariacjami, które spisują się lepiej w określonych sytuacjach. Tak chociażby karabin określony jako okopowy zapewni nam większą celność przy strzelaniu z biodra. Przechodząc do grafiki, mógłbym ją określić jednym słowem: cudowna. Nawet na niskich ustawieniach prezentuje się ona świetnie i idealnie oddaje brud wielkiej wojny. Na pochwałę jednocześnie zasługuje tu optymalizacja, gdyż nie uraczyłem żadnych znaczących spadków płynności podczas gry. Dźwiękowo Battlefield również nie rozczarowuje, kompozycje przeplatające się w głównym menu pełne są patosu i bojowego nastroju, natomiast podczas samej rozgrywki za podkład służy nam orkiestra wojny, czyli wszystkie wybuchy, świsty, warkoty, oddechy żołnierzy i krzyki.

Jeśli historia nas zapamięta, choć jednego na tysiąc, to nasze czyny nie przepadną w otchłani niepamięci.

Podsumowując i odrobinę tłumacząc się tak dużą odległością czasową pomiędzy premierą tytułu, a recenzją. Battlefield to gra nietuzinkowa, imponująca rozmachem i tym co twórcy chcieli za jej pośrednictwem przekazać. Rzetelne jej ocenienie wymagało głębszego zapoznania się z tytułem, tym bardziej, że nie gram codziennie w FPSy. Otóż Wielka Wojna miała być wojną, która położy kres kolejnym. Miała być, ponieważ długo nie trzeba było czekać na kolejną, aczkolwiek w jaźni jej uczestników była horrorem, była zapewne tym, co gnało późniejsze mocarstwa, do tego, co rozpoczęło się w 1939 roku. Być może, gdyby nie trauma spoczywająca na społeczeństwie francuskim i brytyjskim, agresja niemiecka skończyła by się szybciej i nie rozpętałaby kolejnego konfliktu na skalę światową. Być może. Nie zmienia to też faktu, że w świadomości wielu pierwsza wojna światowa była wojną straszniejszą i gorszą od drugiej. Tutaj pojawiają się jednak pewne zgryźliwości ze strony graczy, którzy uważają, że rozgrywka jest nadto uproszczona względem realiów. DICE nie odniosło się do takich zażaleń, aczkolwiek odpowiedź jest prosta: czekanie przez 24 godziny w okopie, po to, by po gwizdku oznaczającym szturm zginąć po pięciu sekundach od serii karabinu nikogo by nie zainteresowało. Byłoby to wręcz frustrujące. Jeśli chodzi o ocenę tego tytułu, niech za nią służy fakt, że jako absolutny sceptyk, jeśli chodzi o shootery, zagrywam się szalenie w multi. Równie szalenie podobała mi się kampania dla pojedynczego gracza. Niech to świadczy o tym, że Battlefield 1 to tytuł świetny, dopracowany i godny uwagi.

 

Autor | Patryk Rudnicki