Berlinale 2016: Cicha pasja Emily Dickinson

Mistrz kina Terence Davies z klasą, humorem i gorzką melancholią opowiedział o wybitnej i skromnej kobiecie o wielkim talencie i niskim poczuciu własnej wartości, a przede wszystkim o cenie, jaką płaci się za bycie artystką, która zupełnie inaczej patrzy na świat i potrafi dostrzec to, czego inni nie widzą.

Perełką tegorocznej edycji festiwalu filmowego w Berlinie jest film „A Quiet Passion”, portretujący bardzo wrażliwą poetkę Emily Dickinson, urodzoną w grudniu 1830 roku. Rewelacyjnie wcieliła się w nią Cynthia Nixon, znana z ról w „Seksie w wielkim mieście” czy „Amadeuszu”. Aktorka z wielką klasą zagrała pełną sprzeczności poetkę, która twierdziła, że jest nikim i odizolowała się od świata, skupiając się na życiu rodzinnym. Uważała, że być kimś to bardzo żałosne. Nie pragnęła głosić swojego imienia niczym żaba w czerwcu życia przed zachwyconym bagnem. Nic więc dziwnego, że odmówiła publikacji swoich wierszy, które w pełni doceniono dopiero po jej śmierci.

Film „A Quiet Passion” to zarazem wnikliwy portret Ameryki tamtych czasów, pełnej hipokryzji i niebanalnych kobiet na trudnej drodze do emancypacji. W produkcji Daviesa pojawiają się odważne bohaterki, które wyprzedzają swoją epokę i mają niewyparzone języki. Znakomicie wcieliły się w nie Jodhi May i Catherine Bailey

To bardzo feministyczna opowieść o nadwrażliwej artystce i uważnej obserwatorce, u której brak pewności siebie spotykał się z bezczelnością. Dickinson doskonale wiedziała, że aby docenić nektar, trzeba się karmić goryczą. Najsłodsze dźwięki jej poezji słychać było w czasie wichur życia. Czy w jej duszy zamieszkała nadzieja? Czy odnalazła miłość, którą utożsamiała z nieśmiertelnością?

Warto obejrzeć nowy film Terence’a Daviesa, mistrza kina, który jak mało kto umie opowiadać o melancholii (chociażby w „Końcu długiego dnia” albo „Głębokim błękitnym morzu).

„A Quiet Passion” to kolejny dowód na to, że często na festiwalach filmowych na wspaniałe filmy można trafić poza konkursem, w którym nie brakuje kuriozalnych propozycji na miarę „Mordu w Sarajewie”, publicystycznej pomyłki od zdobywcy Oscara, Danisa Tanovica. Więcej życiowej mądrości odnalazłem w ponadczasowej poezji skromnej Emily Dickinson. Warto się z nią zapoznać, choć nie we wszystkim się z nią zgadzam. To dziwne, że napisała o miłosiernej śmierci. Nie widzę w umieraniu niczego miłosiernego. Nawet jeśli wspaniała poetka myślała inaczej.

Autor | Michał Hernes