Pierwsza część finałowego sezonu BoJack Horsemana niczym prawdziwa bajka zabiera widzów w podróż po świecie, który po raz pierwszy w tej historii, nie tylko może, ale wręcz musi zmienić się na lepsze.

Nic nie trwa jednak wiecznie, a po seansie w głowie majaczy pytanie: jak długo jeszcze – czyż życie nie uczy, że wszystko co piękne kiedyś się kończy? Przystanek w połowie ostatniej podróży BoJacka daje czas na zastanowienie się: jaki będzie finał. Bo zastanawiać się nad samym sensem oglądania nie wypada, można napisać krótko: pierwsza część grande finale jest bezbłędna. Na pytanie czy warto – warto i to jeszcze jak.  

Ależ piękne samobójstwo 

Twórcy „Trzynastu powodów”, innej produkcja Netflixa, dokładają wszelkich starań, żeby uchronić widzów od destrukcyjnych myśli dotyczących samobójstwa. Swego czasu grupa nawiedzonych (mniej lub bardziej), nazwijmy ich, odbiorców wywołała niemałe zamieszanie, wskazując, że serial deprawuje młodzież oraz propaguje złe wzorce. Te miałyby zmotywować nastolatków do odebrania sobie życia  (serio, serio?). Nie będę dyskutował, w końcu w Stanach Zjednoczonych drabiny mają oznaczenia informujące, że można z nich spaść, a suszarki do włosów ostrzegają, by nie wkładać ich do wanien, zwłaszcza (!), gdy znajdujemy się w środku. 

Nikt jednak nie zwrócił uwagi na poczciwego BoJacka, który może i nie popełnił samobójstwa (jeszcze), ale niesie ze sobą znacznie większy ładunek egzystencjalnych problemów, niż nieco niezrównoważona Hannah Baker byłaby w stanie kiedykolwiek udźwignąć. Nie zebrały się tłumy z widłami, domagając się moralnego wyprostowania głównego bohatera, może dlatego że to niemożliwe, a może zwyczajnie świat jest na tyle zdegenerowany, że nie potrafi dostrzec tego w animowano-zwierzęcym odbiciu. Przypomina to fenomen „Świata według Kiepskich” – założenia, że popularność wynika z tego, że widzowie cenią sobie psychiczny komfort płynący ze świadomości, że gdzieś tam, ktoś ma gorzej niż oni. I może z BoJackiem jest podobnie, lubujemy się w tym jego popapranym życiu, ponieważ boimy się, że my sami jesteśmy wyalienowanymi jednostkami z problemami egzystencjonalnymi, które zakładają znoszone maski, by móc godnie zaprezentować się przed otaczającym nas światem.  A więc, co w takim razie stało się z maską BoJacka?

Nawet najmniejszy sukces, obraca się w perzynę 

Najzwyczajniej w świecie nigdy nie była potrzebna. Wystarczyła odpowiednia doza czasoumilaczy skrytych pod postacią wszelkiego rodzaju środków odurzających z alkoholem na zaszczytnym czele. A wszystko skąpane w odpowiedniej dawce cynizmu, który nie tylko pozwala uciec od ponurej rzeczywistości, ale i uśmierzyć ból, którego u BoJacka nie brakuje.

Uraczeni pozornym szczęściem i komediowym wydźwiękiem z łatwością dajemy się porwać iluzorycznej przygodzie, która nieuchronnie prowadzi nas w stronę dramatu. I, wreszcie, w momencie, w którym oczekujemy spektakularnego finału, BoJack… trzeźwieje. Życie nagle nie staje się piękniejsze, choć jest inne. Ekranowi przyjaciele nadal borykają się z typowymi dla produkcji problemami, jednak teraz robi się jakby nieco poważniej, by nie napisać sympatyczniej. Dostrzegamy (niemal idylliczny) cel podróży, który zdaje się na wyciągnięcie ręki i wszystko jakby się układa.  

Pojednanie

I mimo że nie wiemy jeszcze, jak to wszystko się skończy, to pierwsza część szóstego sezonu stanowi wprowadzenie do pożegnania. Demony wreszcie wypełzły z szafy i czas stawić im czoła – nie ma znaczenia, czy mowa tutaj o pojednaniu z rodziną, przyjaciółmi czy ogólnym poukładaniu sobie życia, wszystko zdaje się zmierzać w stronę, zdawałoby się, jedynego właściwego happy endu.  

Pozostaje jednak jedno małe ale, twórcy nie powiedzieli jeszcze wszystkiego, a my musimy uzbroić się w cierpliwość w oczekiwaniu na drugą część wieńczącą historię. Ponieważ może się okazać, że cała zmiana na lepsze to zaledwie wstęp do typowo BoJackowego dramatu i (może) główny bohater podzieli los wspomnianej Hannah Baker lub Sarah Lynn. A my odetchniemy z ulgą, bo oto finał, którego oczekiwaliśmy. 

Bo czy BoJack może się tak naprawdę zmienić, zamieszkać z przyjaciółmi, ułożyć sobie spokojne życie? Wątpliwe, lepiej (dla nas widzów, dla niego), jeśli podzieli losy postaci dramatycznych, tak by już nikt nie mógł wyciągać go zza grobu i wypełnić mu życia kolejnymi rozterkami. 

W ostatnią podróż z BoJackiem wyruszymy z końcem stycznia 2020 roku. 


Autor: Patryk Wolny
Grafika: Netflix