Historia Stephena Frearsa jest oparta na prawdziwych wydarzenia z życia filantropki obracającej się wśród nowojorskiej socjety lat 40. ubiegłego wieku. Florence Foster Jenkins uwielbiała muzykę i marzyła by zawładnąć sercami publiczności Carnegie Hall, jak to robią zawodowe śpiewaczki. Spełniła swoje marzenia, jednak uznana zostało za „najgorszą śpiewaczkę świata”.

Frears w swoim dorobku przyzwyczaił nas, widzów do pewnego rodzaju gry. Pod dotykającymi, dramatycznymi historiami zawsze jest cień nadziei.  Słynne zdanie wypowiedziane przez Jenkins brzmiało „Ludzie mogą mówić, że nie potrafię śpiewać. Ale nikt nie może nigdy powiedzieć, że nie śpiewałam”. Pełna miłości do muzyki, szła do przodu nie zważając na krytykę. Choć przed jej gradem przez pół wieku szczelnie osłaniał ją St. Clair Boyfield, jej drugi mąż. Meryl Streep i Hugh Grant są w szczytowej formie. Streep bosko skrzeczy, choć wiadomo, że potrafi znakomicie śpiewać. Rola jest dopieszczona w każdym szczególe, a sama Meryl daje popis aktorstwa najwyższej klasy. Grant w całym swoim  filmowym kobotyństwie, jako St. Clair jest prawdziwie oddany znacznie starszej żonie. Jest gotów dać w mordę całemu światu, by bronić ją przed prawdą, która jest bolesna. Grant wraca na srebrny ekranu w wielkim stylu. Nie sposób pominąć drugoplanowej lecz genialnej roli Simona Helberga, znanego przede wszystkim z serialu „Teoria wielkiego podrywu”. Helberg wciela się w postać akompaniatora, nieco neurotycznego, ale oddanego, jak się okazuje przyjaciela, Cosme McMoona. Sceny z nim są znakomite i pewne jest, że nie obejdzie się tu bez nominacji do najważniejszych nagród kina.

Film Frearsa jest komedio-dramatem, który zapewne trafi do każdego wymagającego widza. Kręcony w trochę starym stylu, bez pośpiechu i zawrotnych zwrotów akcji. Reżyser skupia się na swoich bohaterach chcąc pokazać pobudki ich działania. Ukazuje „Boską” wprawdzie otoczoną licznym gronem znajomych, ale w głębi serca bardzo samotną kobietę. Kobietę, która spełniła swoje marzenia.

Autor | Sabina Misakiewicz

Film obejrzałem dzięki uprzejmości Multikina