Komedii romantycznych staram się unikać. Ten gatunek zbyt często zamiast śmieszyć wprowadza mnie w stan zażenowania. Fakt, że Bridget Jones jest mistrzynią żenady, ale w jej wykonaniu przyjmuję to z całym dobrodziejstwem inwentarza. Najnowsze losy bohaterki książki Helen Fielding są znakomitym przykładem, że choć rzadko, to odgrzany kotlet może być pyszny.

Oglądając trailer trzeciej części przygód królowej gaf wiedziałam, że ten film nie może być słaby. Nie ma takiej możliwości, by po dekadzie pozwolić sobie na miałkość i wyeksploatowane gagi. Znakomita obsada gwarantowała kino dobrej jakości. I oto mamy na ekranie świetnie wyglądającą Bridget, która już nie musi wkładać wielkich majciochów, by zwrócić uwagę płci przeciwnej. Dobrze sobie radzi jako singielka. Pracuje w telewizji, ma przytulne mieszkanie i grono stałych przyjaciół. Niestety kolejne, 43. już  urodziny spędza samotnie pijąc wino. Jednak wina w tej części jest stosunkowo mało. Za to stosunków znacznie więcej i są brzemienne w skutkach. Nasza stara Panna Jones ma twardy orzech do zgryzienia. Z samotnej singielki staje się geriatryczną przyszłą mamą, nie wiedzącą, kto jest ojcem. Kandydatów mamy dwóch. Pierwszym z nich jest przystojny Amerykanin Jack Qwant (w tej roli uroczy Patrick Dempsey) spotkany na  muzycznym, błotnistym i rozbuchanym seksualnie festiwalu. Zaś drugim nikt inny jak ukochany z przed lat – Pan Darcy (wspaniały Colin Firth). Panowie są wniebowzięci i nie posiadają się z radości na wieść o tym, że zostaną ojcami – póki o sobie nawzajem nie wiedzą. Wynika z tego faktu szereg komicznych sytuacji i gaf, w których oczywiście Bridget (znakomita Renee Zellweger) jest cudowna. Wśród błyskotliwie napisanych dialogów historia opowiada się płynnie i trzyma starej aktorskiej zasady: odpuścić, odpuścić, przy…łożyć.

bridget-jones-3-z-chlopakami

Jest śmiesznie, wzruszająco i tragicznie. Jak to w angielskiej komedii romantycznej. Panowie z sobą rywalizują, niczym dwa samce Alfa. Bridget się waha, a nam widzom serce podpowiada, jakie będzie zakończenie tej tragicznie śmiesznej i przecież wiele razy już opowiedzianej w kinie historii i chciałoby się krzyknąć „Wybierz Marca!!!”. Aktorsko cała trójka wypada bez zarzutu. Na uwagę zasługują także małe drugoplanowe role (wśród nich absolutnie genialna Emma Thompson, jako uszczypliwa pani ginekolog) dopełniając całości i ukazując, że aby osiągnąć sukces musi się grać do jednej bramki.

 

Twórcy Bridget Jones nie ulegli presji czasów i nie poddali się panującej obecnie zasadzie, że im bardziej żenująco tym śmieszniej. Nie. Dowcip jest wyważony i inteligentny, a nawet jeśli sprośny, to zachowuje odpowiednie granice. Trzeba przyznać, iż scenarzyści Helen Fielding, Emma Thompson i Dan Mazer oraz  reżyserka Sharon Maguire sprawili, że powrót Panny Jones jest strzałem w dziesiątkę i wbrew pozorom nie jest to film tylko dla kobiet.

Autor | Sabina Misakiewicz

  • Film obejrzałam dzięki uprzejmości Multikina