„Burza” [RECENZJA]

Burza Marka Zakosteleckiego i Elżbiety Chowaniec to iście kosmiczny lot. Co i rusz zachwycają efekty specjalne, a aktorzy dwoją się w oczach. Jednak, jak to podobno w kosmosie bywa, po jakimś czasie ma się wrażenie, że nic nowego się już nie wydarzy.

Wrocławski Teatr Lalek na rozpoczęcie sezonu wystawił „Burzę” w reżyserii Marka Zakosteleckiego do adaptacji Elżbiety Chowaniec. Projekt tej dwójki to drugie, po znakomitym „Czarodziejskim flecie” przedstawienie na deskach WTL mające na celu przybliżenie dzieciom klasycznych dzieł operowych czy też dramatycznych. Wrocławska „Burza” dzieje się w przestworzach kosmosu na planecie The Globe, którą z rąk jej prawowitego władcy Kalibana wyrwał Prospero swoją wiedzą tajemną. Odesłany z Mediolanu w nieznane (wraz córką) przez zazdrosnego brata, próbuje odzyskać, co stracił. Świetnie mu idzie dzięki magicznym sztuczkom i księgom, które zawsze były dla niego ważniejsze niż władanie. W fabułę wpleciono znakomite efekty specjalne i teatralne tricki, również dzięki nim wciągamy się w historię tej garstki nieszczęśników zamieszkujących dziwną planetę. Oglądając spektakl chwilami można było się poczuć jakby oglądało się program z cyklu „W starym kinie”. Brakowało tylko Stanisława Janickiego. Godnie go jednak zastępował Igor Kujawski, gościnnie w roli Prospera.

Wspaniały pomysł by opowiedzieć Szekspirowski świat w wersji dla młodych widzów stracił niestety dużo z potencjału w momencie, gdy autorzy postanowili skupić się na dwóch, nieco płasko tu zarysowanych, wątkach dramatu. Zakostelecky wybrał do swojej opowieści losy skłóconych braci Prospera i Antonia oraz miłość Mirandy i Ferdynanda. Oczywiście wszyscy są wspaniali w swoich rolach. Niestety mimo to, napięcie momentami słabnie. W tych właśnie chwilach zwykle pojawia się boski Ariel (Grzegorz Mazoń) wywołując salwy śmiechu. Duszek  wyjęty z drzewa, tu wygląda jakby raczej żywcem wyjęto go z komiksu o superbohaterach. Czerwony kostium, peleryna i literka „A” na piersi uwspółcześniają szekspirowską wersję genius loci planety. Miłość Mirandy i Ferdynanda wybucha w sekundę za sprawą podstępu Prospera. Spektakl jest krótki i nie ma czasu na budowanie relacji, one wskakują w postaci na pstryknięcie palcami. Zaś para aktorów grająca zakochanych w sobie bez pamięci bohaterów (Anna Makowska-Kowalczyk i Radek Kasiukiewicz) dają niezwykły popis swoich talentów.

Spektakl przed premierą był zapowiadany jako opowieść o przebaczeniu i można się w nim tego przebaczenia doszukać. Jakby nie było wszyscy zadowoleni wsiadają do rakiety by powrócić do Mediolanu. Unosi się jednak nad nimi mgiełka czarodziejskich sztuczek Prospera. A zatem czy wybaczenie było prawdziwe, czy tylko wyczarowane? Czy miłość przetrwa, czy czar jednak pryśnie?

 


Autor: Sabina Misakiewicz