- REKLAMA -

Lukas Avendano jest przedstawicielem zapoteckiej grupy utożsamianej z trzecią płcią – Muxe. Nie jest ani panią ani panem. Chciałby by mówiono do niego „kochanie” albo „słoneczko”. Wybrał sztukę jako narzędzie do spełnienie swoich tęsknot i pragnień. Spektakl „Requiem dla Alcaravan” przedstawiony podczas Brave Festival to emocjonujący performance,  piękne show cierpiącego ptaka zamkniętego w klatce. 

W XVI wieku franciszkanie chrystianizujac Meksyk w imię boga wymordowali wszystkich odmieńców i zakazali sodomii. Każdy jej przejaw był surowo karany. Jednak tradycja Muxe przetrwała. Bo nie można zmusić kobiety w męskim ciele, by czuła się w pełni mężczyzną. Muxe w kulturze zapoteckiej to mężczyzna, który ubiera się, zachowuje i wypełnia role kobiety. Akceptacja wobec „onych” jest szeroko rozpowszechniona i oznacza szacunek dla rodziny i społeczeństwa. Jak w każdym katolickim kraju, tak i w Meksyku, z którego pochodzi Lukas Avandano, osoby takie jak on są marginalizowane, wykluczane. Odrzucane przez męskich braci i kulturę machismo. Niektórzy antropologowie nazwali tę specyficzną grupę trzecią zinstytucjonalizowaną płcią. Bowiem Muxe nie tylko noszą wstążki wplecione w warkocze i sukienki, opiekują się też starszymi ludźmi ale przede wszystkim pozwalają na przetrwanie tradycji. Muxe są traktowane, jak dodatkowe córki, które są silniejsze niż dziewczynki. Mają silne ramiona i dłonie. Z powodu odrzucenia jednak trafiają na ulice by sprzedawać swoje ciało. Nie mogą zakładać rodzin. Żyją samotnie, cierpią w samotności i w samotności umierają. Jak Alcaravan w pojedynkę.

Ciało tancerza jest piękne, silne. Dużo wytrzyma. A dusza? Czy jego/jej dusza jest w stanie udźwignąć naprawdę olbrzymi ciężar? Co jest ciężarem dla Lukasa? Mówi o tym jego taniec. Tęsknota. Brak miłości. Samotność. Każdy jego ruch, napięty mięsień czy drżenie głosu przepełnione jest cierpieniem. Ogromnym, organicznym bólem za tym, co niespełnione. Alcaravan to piękny ptak, który po odłowieniu musi mieć parę bo inaczej zginie. Tak i Muxe pragnie mieć swoją parę. Pragnie włożyć białą suknię i pod rękę ze swoją parą pójść przed oblicze boga. Lukas wybiera z widowni mężczyzn i zaprasza do siebie na scenę. Nie ma oburzenia, nie ma niechęci z ich strony. Wywiązuje się nieopowiedziana nić porozumienia pomiędzy widzami a tancerzem. Ciepło, zrozumienie i akceptacja starszego z wywołanych na scenę mężczyzn przekłada się na piękno i głęboki wymiar sceny tańca w spocie światła i sypiącym się na głowy białym konfetti. Lukas wie, że nie wolno mu tego zrobić w realnym świecie. Nie może pójść z ukochanym do ołtarza. Robi to więc w kolejnej ze scen w swoim show. Ubiera sukienkę i staje się kimś innym. Pięknym, wielobarwnym ptakiem, który chce by spełniła się potrzeba kochania i bycia kochanym. Jego spektakl oparty jest na wątkach biograficznych, nie wiem jednak jakich. Nie ma to większego znaczenia. Ma je natomiast to, co robi dla swoich sióstr/braci Muxe. Opowiada historie o braku, o cierpieniu, ale i spełnianiu pragnień. O tym, że nie można dać się stłamsić, że trzeba próbować rozwinąć skrzydła i walczyć.

Kiedy Lukas Avendano rozmawia z uczestnikami swoich spektakli często słyszy, od chłopców, którzy nie mogą w swoich społecznościach chodzić w sukienkach, że chcą  być jak on. Nie jak Muxe, ale jak on. On jest wolny w swoich kreacjach. Ci chłopcy też chcą być wolni. Choć na chwilę móc wplątać wstążki we włosy i włożyć korale. Być piękną sobą bez strachu przed ogniem piekielnym.

 


Autorka: Sabina Misakiewicz
Zdjęcia: Ola Sopuch