Był Sobie Gry#47 Majesty 2

Wyobraźcie sobie RTS-a, w którym jedyne co możecie zrobić to stawiać budynki oraz flagi, za które przyznajecie nagrody. Poza tym nie macie żadnych możliwości działania. Nie możecie zaznaczyć jakiejkolwiek jednostki ani przesunąć pionka  w odpowiednie miejsce. Witajcie w Majesty 2.

Wszystko zaczęło się w roku 2000, kiedy świat ujrzał pierwszą część serii.  Zarówno gracze, jak i recenzenci gorąco ją przyjęli.  Na sequel trzeba było czekać do roku 2009, kiedy to wydano Majesty 2. Była to ulepszona wersja tego, co dawało fundament rozgrywki.

W Majesty tylko zarządzamy, a nie rządzimy. Co należy przez to rozumieć? Otóż zaczynamy z zamkiem i pewną ilością złota, które wydajemy na postawienie kilku podstawowych budynków. Wśród nich, poza targowiskiem czy kuźnią, znajdują się gildie bohaterów. Tam (a jakże!) rekrutujemy herosów, którzy to podejmują się trudu służby pod naszymi rozkazami. Tych jednak nie wydajemy bezpośrednio, ponieważ nie mamy możliwości, aby zaznaczając, dajmy na to, Łowcę rozkazać mu zaatakować pobliską jaskinię niedźwiedzia. My tę jaskinię musimy oflagować oraz wyznaczyć odpowiednią nagrodę tak, aby nasz szanowny Łowca w ogóle zleceniem się zainteresował. Ot, cała filozofia.

Złoto, które wydaliśmy na nagrodę po części wraca jednak do skarbca. Przecież to gracz postawił targowisko, na którym bohaterowie robią zakupy. Do królestwa należy również kuźnia zaopatrująca herosów w lepsze uzbrojenie. Ponadto wszyscy muszą gdzieś mieszkać, co zmusza do płacenia podatku za dach nad głową.

Jeśli ten tekst czytają rodzicie, którzy chcieliby wytłumaczyć swoim dzieciom, że podawanie wypłaty w kwocie brutto, to kłamstwo, za które przygotowano osobny kocioł w piekle, to dobrze radzę: odpalcie im Majesty, bo bohaterowie, dopóki nie wykupią najlepszego rynsztunku i nie wbiją odpowiednio wysokiego poziomu, biegają bez grosza przy duszy!

Graficznie oraz dźwiękowo tytuł się broni. Jedyne co wyraźnie dało mi się we znaki, to powtarzalność rozgrywki, która szczególnie przeszkadza podczas ogrywania kampanii. Często miałem po prostu dosyć stawiania od nowa całego tego przemysłu nienawiści.  Kiedy przechodziłem powiedzmy trzy misje z rzędu, stawało się to uciążliwe. Jednak Majesty 2 w rozsądnych dawkach (zwłaszcza z dodatkami) to masa frajdy z zarządzania królestwem fantasy.


Autor: Patryk Rudnicki