Były Sobie Gry #8: Saints Row 2

Każdy szanujący się gracz zna dziecko studia Rockstar oferujące poznanie życia gangstera w dużym mieście. Nie, ten tekst nie będzie o Grand Theft Auto, będzie o grze, która jest swoistą parodią tego tytułu, popełnioną przez studio Volition.

 

Rok 2009, na półki w sklepach trafia Saints Row 2 – strzelanina TPS (Third Person Shooter – skrótowo: biegasz, strzelasz i obserwujesz to zza pleców bohatera) z otwartym światem opowiadająca o perypetiach gangu Świętych. Samą grę po wprowadzeniu fabularnym rozpoczynamy od stworzenia swojej postaci – Szefa. Nikt nie zna jego imienia, nikt nie wie skąd pochodzi, ani kim byli jego rodzice. Każdy wie natomiast, że to największy badass w Stillwater.

Gangstera z farszem ołowianym na wynos poproszę

Gra opowiada, jak to gang Świętych przez śpiączkę Szefa stracił swoją pozycję w mieście, a gdy ten się budzi postanawia przywrócić stan rzeczy mu odpowiadający. Okazuje się, że w mieście, w którym rozgrywa się akcja gry władzę przejęły inne gangi, które trzeba wyeliminować. Zaczynamy skromnie, by panować nad całym miastem i przyglądać się jak na nasze konto spływa strumień zielonych, z niekoniecznie legalnych źródeł. Ołów sypie się w grze gęsto, a cmentarz w Stillwater, czyli wspomnianym mieście, nie ma już wolnych miejsc na kolejnych przeciwników naszego protagonisty. Wracając do postaci Szefa i momentu tworzenia postaci. Możemy tutaj zrobić absolutnie wszystko, od stworzenia twarzy, po jej wyraz i sposób chodzenia. Możemy więc na ulice wyprowadzić przestępcę z klasą, na wzór Vita Corleone, albo spacerować jak stereotypowy Wołodia, w dresach w trzy paski, białym podkoszulku i z charakterystycznym wąsem „na szwagra”. Twórcy zaimplementowali w kreatorze postaci również suwak odpowiedzialny za seksapil naszej postaci (Szefem może być też kobieta) i chyba wiecie za co jest on odpowiedzialny…

Strzelanie z jajem

Gra całe smaczki dotyczące organizacji gangu, przeprowadzanych akcji i relacji między postaciami przedstawia w bardzo zakrzywionym zwierciadle. Głównym wyznacznikiem tego jakich działań możemy się podjąć jest szacun, który zdobywamy przez wykonywanie specjalnych (i strasznie powtarzalnych) zadań – tu kogoś zabij, tam weź udział w nielegalnych wyścigach, a jeszcze gdzie indziej oblej szambem budynki należące do głównego dewelopera w mieście. Respekcik na dzielni zdobywamy również za zmianę stylówy, czy dzięki zaimplementowanemu w grze systemowi, który nagradza nas za ekstremalną jazdę, czy zabijanie wrogów – nagradzane są oczywiście strzały w głowę oraz strzały w… cóż, cojones oponentów. Kolejne poziomy szacunu pozwalają nam rozegrać misje fabularne, przez co twórcy niejako wymuszają na graczu po pierwsze eksplorację miasta, po drugie wykonywanie przygotowanych przez nich zleceń, polegających na tym samym.

Wczoraj w nocy wyglądałaś ładniej

Czas nie oszczędził grafiki, która zestarzała się niepomiernie. Ponadto silnik gry nie obsługiwał (przynajmniej u mnie) rozdzielczości panoramicznych, a co gorsze, nie pozwalał mi na porobienie screenów do tego tekstu. Rzeczą absolutnie kulejącą jest również model jazdy. W Saints Row 2 możemy kraść fury i motory, którymi poruszają się mieszkańcy Stillwater, wybór jest spory, ale poruszanie się za ich pomocą jest uciążliwe. Udźwiękowienie gry to z kolei zupełnie inny temat. Po wpakowaniu swojego gangsterskiego tyłka w jakikolwiek pojazd możemy wybierać spomiędzy 12 stacji radiowych oferujących różne gatunki muzyczne, od rapu, przez elektronikę po muzykę klasyczną, każda ma dograne kwestie DJów i nadaje co jakiś czas wiadomości.

To moja dzielnia ziom

Pomimo licznych niedoróbek i przestarzałej oprawy Saints Row 2 jest nadal grą przyjemną ze względu na ciekawą fabułę, podejście twórców do tematu oraz świetną realizację dźwiękową. Na plus zaliczyć też można mnogość broni, z której możemy korzystać, możliwość spersonalizowania postaci czy własnego mieszkania. Po czwartej części serii, Volition nie kwapi się do wydania kolejnej. Dwójka nie jest na pewno jej najlepszą częścią – pierwsza ukazała się tylko na konsolach, więc nie miałem okazji w nią pograć, a dwie kolejne do już i tak luźnego podejścia do tematu dokładają tak ogromne dawki absurdu i jeszcze lepszego humoru, że część opisywana powinna służyć głównie jako wprowadzenie w fabułę i świat gry.

Autor | Patryk Rudnicki

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułEURO 2016: Francja – Albania
Następny artykułLato pełne wrażeń na Stadionie Wrocław!
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.