Były Sobie Gry #9: Heroes of Might and Magic 3

BSG to seria poświęcona klasykom, kamieniom milowym czy grom, do których się po prostu z chęcią wraca. Każdy kto czyta tę serię regularnie (mam nadzieję, że istnieją takie osoby), zachodził w głowę, kiedy opiszę tytuł, który rzeczywiście kamieniem milowym jest. Więc moi mili, nadszedł czas!

W roku 1999 studio New World Computing wydało na świat trzecią część serii znanej praktycznie każdemu, kto miał do czynienia z graniem. Przez wielu uważana jest za najlepszą, choć moim zdaniem już dwójka była wybitna, a trójka udoskonaliła i doszlifowała już sprawnie działające mechanizmy. Heroes of Might and Magic 3 to tytuł niewątpliwie nieśmiertelny i ważny dla historii branży. Lecz zacznijmy od korzeni, czyli RPGów osadzonych w realiach Magii i Miecza, gdyby nie one, dziś nikt nie rozbudowywałby miast i nie toczył bitew z użyciem wielu zróżnicowanych armii. Czerpiąc z tak bogatego uniwersum w roku 1995 świat ujrzał pierwszych Heroesów, i już wtedy gra ta łącząc elementy RPG ze strategią turową zdobyła serca graczy. Nie dziwi więc fakt, że w ciągu czterech lat tytuł doczekał się trzeciej części.

Heroes of Might and Magic 1

Jeszcze…

Jak wspomniałem we wstępie HoM&M łączy w sobie elementy dwóch gatunków. Z RPG-ów bierze kierowanych przez gracza bohaterów, różnych profesji i ras, specjalizujących się w określonych dziedzinach, rozwijających swoje umiejętności, eksplorujących świat i prowadzących armie. Warstwa strategiczna gry to zbieranie zasobów, rozbudowa miast, rekrutowanie wojsk i bitwy. Zarówno zwiedzanie okolic, jak i walki rozgrywane są w turach, te z kolei w świecie gry odpowiadają jednemu dniu. Jest to ważne dla rozgrywki, ponieważ nasze miasta generują codziennie dochody w postaci złota, a jednostki rekrutować możemy co tydzień. Rodzajów samych miast jest 9 – od tych zamieszkanych przez rycerzy, którym na pomoc przychodzą aniołowie, poprzez siedlisko elfów, centaurów i innych stworzeń lasu, czy upiorny dom demonów aż po rojącą się od nieumarłych Nekropolię. Słowem, każdy znajdzie coś dla siebie, bo każde z miast oferuje różne typy jednostek i style gry. Bohaterowie, poza prowadzeniem armii i odkrywaniem nieznanych lądów, potrafią rzucać zaklęcia oraz mają bezpośredni wpływ na swoje jednostki, dla przykładu Rycerz Śmierci, poza zdolnościami nekromanckimi zwiększa skuteczność swoich jednostek, z kolei postaci parające się magią stawiają na moc zaklęć zamiast siły prowadzonej armii. Innymi słowy, na poszczególne miasta przypadają nam po prostu różne warianty bohaterów tytułowych Miecza oraz Magii.

Heroes of Might and Magic 2

… jedna…

Pod względem wizualnym gra prezentuje się dobrze, nawet jeśli nie ma się do czynienia z udostępnioną przez Ubisoft wersją HD. Design jednostek sprawia, że zapadają one w pamięć, a genialna wręcz muzyka wpada w ucho, zostaje w głowie i już nie chce wyjść. Efekty zaklęć, czy animacje kierowanych jednostek również nie pokazują wieku tytułu. Z HoM&M 3 jest jak z rowerem, nieważne ile czasu minęło od ostatniej przejażdżki, po prostu siadasz i jedziesz. Jasne zasady rozgrywki, przystępność oprawy i rzesze fanów, modyfikujące grę, sprawiły, że mimo upływu 17 lat oczy nie bolą, a uszy nie krwawią. Wracając do mechanizmów, codziennie generowane przez zdobywane na mapie świata budynki zasoby zamieniamy w zabudowania w naszych miastach. Jedne udostępniają nowe jednostki, inne zwiększają jego obronność, jeszcze inne wzmacniają naszych bohaterów i armie. Cotygodniowy przyrost stworzeń sprawia, że musimy również operować pewnymi rezerwami gotówki, za którą zrekrutujemy kolejnych żołnierzy. Heroesi każą myśleć i planować, każą przeliczać każdy ruch i na najwyższych poziomach trudności nie wybaczają, a gdy komputerowy przeciwnik okaże się dla gracza zbyt słaby, zawsze pozostaje tryb multiplayer. Grać można albo w sieci, albo w trybie gorących krzeseł – gdzie poszczególni gracze wykonują ruchy po sobie. Ile człowiek czasu spędził na sesjach rozgrywanych w 6 osób, w jednym pokoju, każdy na każdego. Zawiązywały się sojusze tak kruche, że niczego nie można było być pewnym, bo w każdej chwili najlepszy kumpel mógł wbić ci nóż prosto w plecy. Gra o Tron to przy tamtych emocjach bajka o biciu się o niewygodne krzesło, pomiędzy rozwydrzonymi dzieciakami.

Heroes of Might and Magic 3

… tura.

Nad tym, że Heroesi to gra nieśmiertelna nie ma sensu się rozwodzić. Absolutna klasyka. Grać i nigdy nie zagrać w ten tytuł, to jak uważać się za znawcę muzyki bez przesłuchania Chopina, Bacha, Vivaldiego czy Mozarta. Całościowo seria nadal żyje. Czwarta jej część wydana, jak poprzednie, przez 3DO, była krótko rzecz ujmując niezbyt udana. Sam uważam, że był to tytuł dobry, lecz niesprawdzony, niekompletny, poza tym New World Computing samo przyznało, że wydawca tak naciskał z terminami, że wiele nowatorskich pomysłów i rozwiązań wprowadzono bez przemyślenia i sprawdzenia w grze, drugie tyle zostawiając w szufladzie. Po czwórce 3DO i New World Computing ogłosiły upadłość, a serię przytulił Ubisoft. Z wydanych przez nich części najlepsza jest na pewno piątka, reszta to albo dalsze eksperymenty, czyli część szósta, albo po raz kolejny tytuł pełen niedoróbek i wydany o dobre pół roku zbyt wcześnie, jak siódemka. Czy Ubi zdecyduje się na kolejny rozdział w tej wciąż pisanej historii gier? Na pewno, bo fani serii wydadzą każde pieniądze, żeby się przekonać, czy kolejna odsłona dorówna trójce, a jeśli nie, to skorzystają z okazji, aby ponarzekać na to co nowe i po prostu wrócić do starego.

Autor | Patryk Rudnicki