Były Sobie Gry#1: „Twierdza”

Są gry, które określić można mianem kultowych czy legendarnych wśród graczy. Są takie, które pomimo wieku, wciąż mają swoich wiernych fanów. Sam mam takie tytuły, które wybieram z półki i ogrywam już po raz setny. Bo z nimi jest trochę jak z rodzinnymi stronami – chociaż wszystko pcha nas gdzie indziej, to po prostu lubimy wracać. W tym cyklu tekstów spróbuję opisać swój zbiór takich tytułów, a na pierwszy ogień rzucę „Twierdzę” stworzoną w 2001 roku przez FireFly Studios – pisze Patryk Rudnicki.

 

Bo u mnie na kwadracie…

 

Twierdza łączy w sobie standardowe postanowienia RTS-a i strategii ekonomicznej. Centrum naszego wszechświata jest nasz lord, którego śmierć równa się końcowi rozgrywki. Wokół kasztelu władcy, a dokładniej przy ognisku, tuż przy jego wejściu gromadzą się kmiecie, chętni w pierwszej kolejności do napełnienia brzucha, a jedzenie z nieba niestety nie spada. W związku z tym musimy zbudować farmy, które napełnią nasz spichlerz, ale zaraz, zaraz. Farma musi powstać z drewna, więc w pierwszej kolejności budujesz chaty drwali, wtedy kilku chłopów sprzed kasztelu zaczyna pracować dla nas przy wycince drewna. Łańcuch ekonomiczny wskakuje w tryby i zaczynamy uruchamiać przemysł – budujemy farmy, zbieramy żywność, ewentualnie zboże, które w młynie mielone jest na mąkę, która trafia do piekarni, by finalnie skończyć jako bochenek chleba w spichlerzu. W końcu dochodzimy do momentu, w którym produkujemy więcej jedzenia niż są w stanie zjeść nasi poddani, więc możemy zwiększyć im racje żywnościowe, co daje nam premię do popularności. To jak dużym zamiłowaniem darzą nas kmiecie ma wpływ na to jak szybko pojawiają się przy ognisku, a gdy sympatia spadnie odpowiednio nisko, to ludzie zaczną opuszczać tytułową twierdzę.

1

… to niczego nie brakuje,…

 

Możliwości ekonomiczne gry są bardzo rozbudowane, a swoje umiejętności w zarządzaniu średniowiecznym społeczeństwem sprawdzić możemy w kampanii ekonomicznej, która stawiać będzie przed nami coraz trudniejsze misje: zebrania odpowiedniej ilości zasobów, czy doprowadzenia do tego, aby cały zamek zapełniony był karczmami, a wszyscy poddani pijani. Bo oprócz kwestii żywieniowych, na swoją popularność wpłynąć możemy również za pomocą piwa czy religii. W kwestii graficznej gra prezentuje się mimo wszystko dobrze, w głównej mierze za sprawą łatki udostępnionej przez twórców, umożliwiającej odpalenie gry na monitorach panoramicznych w rozdzielczości do UltraHD. Zieleń traw, falujące drzewa, czy możliwość podejrzenia jak grotnik wykonuję kolejną włócznię dla naszej zbrojowni w warsztacie – po prostu cieszą oko. Muzycznie gra buduje klimat średniowiecza za sprawą lutni i fletów oczywiście dostosowując się do sytuacji, kiedy to na nasze mury nacierają wojska przeciwnika, zresztą do dziś gdyby ktoś obudził mnie w środku nocy i odtworzył mi ten kawałek z soundtracka, to bez zastanowienia odpowiedziałbym, że to przecież z „Twierdzy”.

… gdyby tylko nie ci sąsiedzi.

 

Teraz przejdźmy do clou, jakim niewątpliwie jest aspekt militarny gry. Otóż oferuje nam ona możliwość zbudowania własnego średniowiecznego zamku od zera. Przez mury, bramy wieże, fosę na pułapkach kończąc. Oferuje nam przy tym ogromny wybór, dając do dyspozycji kilka rodzajów wież o różnej pojemności, ba, te największe pozwalają na zamontowanie na nich balist czy mangonel miotających w naszych oponentów gradem kamieni. Pod względem dostępnych jednostek mamy tutaj całą plejadę stereotypowych wojaków epoki: od szybkich i względnie słabych, ale przydatnych przy odpychaniu drabin oblężniczych wroga włóczników, przez łuczników i kuszników ostrzeliwujących oponenta z murów, na ciężkozbrojnej, zakutej w pełną zbroję płytową piechocie kończąc. Dodatkowo do dyspozycji mamy jeszcze wspomnianych wcześniej drabiniarzy, czy inżynierów, którzy obsługują wszystkie machiny oblężnicze oraz z murów oblewają wrzącą smołą przeciwników. W kwestii narzędzi umożliwiających nam przebicie się przez zabudowania również możemy wybierać wśród katapult, trebuszy, taranów czy wież oblężniczych. Taka różnorodność sprawia, że jeden zamek można bronić na kilka różnych sposób i vice versa.

2

Ani kroku dalej na moich murach!

 

„Twierdza” jest grą innowacyjną, bo żaden inny wcześniejszy RTS nie dawał możliwości umieszczenia swoich wojsk na murach, które w innych tytułach pełniły tylko rolę przeszkody. Żaden tytuł wydany przed „Twierdzą” tak dobrze nie łączył też aspektów ekonomicznych z wojskowymi. Jest to gra, do której chętnie wracam, by po raz kolejny w kampanii militarnej oswobodzić krainę geograficznie przypominającą Wielką Brytanię spod tyranii czterech innych lordów, którzy pod nieobecność króla przejmują władzę. Pomimo wszystkich tych zalet, nie jest to gra idealna, bo najbardziej odczuć da się w niej brak trybu potyczki, w którym mógłbym zmierzyć się z komputerowym przeciwnikiem w konkursie na budowę lepszego zamku i zdobycie tego przeciwnego. Na takie novum trzeba było czekać do wydania „Twierdzy: Krzyżowca”, ale o tej części serii napiszę więcej za tydzień.

Autor | Patryk Rudnicki