Były Sobie Gry#13 Assassin’s Creed

Mamy rok 2008, kiedy studio Ubisoft Montreal daje nam szansę, by przenieść się na Ziemię Święta w okresie trzeciej krucjaty i wcielić w Altaira – asasyna, który utraciwszy swoją pozycję w zakonie musi budować ją od nowa. Przy okazji odkrywając tajemnicę, która będzie siłą napędową konfliktu pomiędzy tytułowymi asasynami i templariuszami trwającego po dziś dzień.

 

Assassin’s Creed to gra akcji z perspektywą umiejscowioną za plecami bohatera. Jej głównym założeniem jest likwidacja ważnych osobistości po uprzednim zaznajomieniu się z okolicą oraz wykonaniu kilku misji pobocznych, które mogą ułatwić nam zadanie. Warto wspomnieć, że zakon nie staje po żadnej ze stron konfliktu o Ziemię Świętą, ich nadrzędnym zadaniem jest zaprowadzenie pokoju, poprzez likwidację osób, które swoimi działaniami pchają dwie wrogie armie na siebie. Przeciwko rozgrywce postawić można tutaj tylko jeden zarzut: powtarzalność. Kolejne misje opierają się na tym samym schemacie: mistrz zakonu zleca zabójstwo, wybieramy się do odpowiedniego miasta (konno), prowadzimy dochodzenie, w którym ustalamy plan działania, zabijamy. Tak przez całą grę, a nie ratują jej dodatkowe atrakcje w postaci zbierania flag czy mordowania templariuszy poukrywanych w różnych zaułkach.

Średniowieczny parkour

Fabuła gry skupia się wokół Altaira, którego poczynania możemy śledzić dzięki innej osobie: Desmondzie Miles’ie, który to przetrzymywany jest w nieznanym sobie ośrodku badawczym. Ośrodek ów ma na celu wydobycie pewnych informacji z obecnie barmana, a wcześniej… oczywiście asasyna. Desmond bowiem jest potomkiem Altaira, a za napęd fabuły gry służy teoria o tak zwanej pamięci genetycznej. Skąd ptaki wiedzą kiedy i gdzie migrować? Skąd u zwierząt zachowania i nawyki, których nikt ich nie uczy? Czym jest wspomnienie? Obrazem z jakiegoś wydarzenia dostępnym tylko dla osoby, która go doświadczała? Otóż nie. DNA jest w świetle tej teorii przedstawiane jako archiwum wspomnień naszych przodków, a kluczem do ich odblokowania staje się maszyna o nazwie Animus. Pozwala ona doświadczać tego, co przeżyli nasi przodkowie. Pozwala wyciągnąć z tych przeżyć wnioski, które niewątpliwie wpływają na nasze życie. Pozwala pozyskać cenne informacje z ludzi, którzy mają odpowiednich przodków. Gra zaczyna się od prób dostrojenia Animusa do wspomnień Desmonda, gdy to już się udaje, wchodzimy w skórę Altaira, wtedy najwyższego rangą asasyna w zakonie, który na zlecenie mistrza zakonu skierowany jest do pewnych ruin, w których to odnajduje on Arkę Przymierza. Jednak na cennym artefakcie swoje łapy planują położyć templariusze, a Altair w trakcie misji łamie wszystkie zasady swojego zakonu. Zabija niewinnego, osobę zupełnie nie wmieszaną w całe zajście. Nie działa w ukryciu, od razu ujawniając się przed templariuszami. Naraża zakon na zagrożenie i zostawia swoich kompanów na pewną śmierć. Altair zostaje przez to zdegradowany, a by odkupić swoje przewinienia otrzymuje od swojego mistrza listę imion. Imion, którym musi przynieść śmierć. O monotonii rozgrywki wspominałem we wstępie, jednak na uwagę zasługuje jeden jej element: wspinanie się na budynki. Otóż wszystkie dostępne w grze miasta, poza faktem, że autentycznie żyją, a ulice roją się od przechodniów, oferują nam poza systemem dróg ogromne pole do popisu jeśli chodzi właśnie o wspinanie się. Większość gry w praktyce spędza się tutaj na dachach, a samo dostanie się na nie jest banalnie łatwe, bo za wspinaczkę odpowiedzialny jest jeden przycisk na klawiaturze czy padzie.

Cicho, dyskretnie, skutecznie

Graficznie Assassin’s Creed prezentuje się dobrze, wręcz bardzo dobrze. Gra w momencie premiery była przełomem. Oferowała pod względem wizualnym tak wiele, że ciężko było uwierzyć, iż ówczesne sprzęty do grania uciągną tak ładny tytuł. Sporych rozmiarów miasta, tętniące życiem, pełne zakamarków i wąskich uliczek. Piękne panoramy rozciągające się dookoła, gdy wdrapujemy się na punkt widokowy umożliwiający nam zbadanie okolicy celem odnalezienia zadań pobocznych i samego położenia kolejnego celu. Niestety tytuł spłatał mi figla, nie pozwalając pozbierać dla was zrzutów ekranu z gry, jednak zapewniam, jest tu na co popatrzeć. Dźwiękowo gra prezentuje się raczej… skromniej. Muzyki nie uraczy się tu zbyt wiele, utrzymana jest w klimacie bliskowschodnim, na pochwałę w kwestii audio zasługuje jednak na pewno dobrze wykonany dubbing. Gwiazdy takie jak Daniel Olbrychski, Borys Szyc czy Krzysztof Kowalewski wywiązały się ze swoich zadań lektorskich świetnie.

Kura znosząca złote jajka

Pierwszego z asasynów, w których przyszło się wcielać graczom przyjęto ciepło, choć z rezerwą. Powtarzalność rozgrywki dawała się we znaki każdemu. Dużo lepiej pod tym względem prezentowała się część druga oraz jej kolejne rozszerzenia opowiadające o Ezio, który skakał po dachach i mordował we Włoszech. Ubisoft jednocześnie zauważył, że seria cieszy się sporą popularnością (osobiście do gustu przypadła mi tylko fabuła, zręcznie wplatająca w wydarzenia bardzo odległe w czasie współczesne teorie spiskowe) i raczył graczy rokrocznie kolejną częścią. Skończyło się na tym, że twórcy nie nadążali z terminami, wydawali grę niekompletną, która raziła kosmiczną ilością błędów i niedociągnięć. Sami gracze nie mogli się przy okazji pozbyć wrażenia, że jędzą odgrzewanego kotleta, w dodatku na starym oleju. Finalnie Ubi poszło po rozum do głowy, odrobinę wstrzymało konie z wydawaniem kolejnych gier z serii, by skupić się odrobinę bardziej na ich jakości. Pomimo średnio rozwiązanego gameplayu Assasins Creed jest grą godną polecenia, przełomową pod względem grafiki i arcyciekawą pod względem fabularnym. Pamiętajcie: Nic nie jest prawdziwe, wszystko jest dozwolone.

Autor | Patryk Rudnicki