Były Sobie Gry#14 Heroes of Annihilated Empires

Miałem 14 lat. W kiosku kupiłem jedno z czasopism z grami (nie pamiętam już jakie, wtedy jeszcze było ich kilka). Wiem na pewno, że wybrałem je ze względu na okładkę dołączonej płyty, na której ścierały się dwie ogromne armie. Okazało się, że na krążku zamieszczono Heroes of Annihilated Empires.

 

Płyty dziś już nie mam, odpłynęła w świat przy okazji pierwszego pożyczenia któremuś ze znajomych. Na szczęście jest Steam i wyprzedaże, a gdy kiedyś ujrzałem, że HoAE kupić można za bezcen, nie zastanawiałem się ani przez moment. I tak jak odpłynęła płyta, odpłynąłem i ja. Wydany w roku 2006 na świat przez ukraiński GSC Game World (autorów takich przebojów jak Kozacy czy S.T.A.L.K.E.R.) RTS wymieszany z RPG-iem przenosił skalę starć rodem z serii Kozacy do świata fantasy. Graczom do dyspozycji oddano 4 rasy: Elfy, Krasnoludów, Nieumarłych oraz rasę o nazwie Cryo – ludzi lodu. Każda różni się zarówno zestawem jednostek, specyfiką walki jak i dostępnymi bohaterami. Tych definiują trzy archetypy: Wojownik, Łowca oraz Mag.

Kupą w nich! Kupą!

W grze zbieramy 6 zasobów: pożywienie, drewno, kamień, metal, złoto i kryształy, dodatkowym są złote monety, za które wyekwipować możemy naszego bohatera. Zbieramy je w ilościach hurtowych i to do tego stopnia, że ich licznik szybko zatrzymuje się na ciągu dziewiątek, a budynki produkujące jednostki najłatwiej jest ustawić na produkcję ciągłą. Tu jednoosobową armię stanowić może twój bohater, ale i tak po długim procesie awansowania go na najwyższy możliwy poziom, a i tak wtedy w obliczu armii jakie przewalają się po polach bitew w HoAE wypada on blado. Silnik gry jest w stanie obsłużyć bowiem starcia armii, które liczą sobie w sumie nawet 60 000 (słownie: sześćdziesiąt tysięcy) jednostek! Rozmachu grze nie można odmówić, graficznie nadal prezentuje się o dziwo dobrze, a możliwość oglądania, jak dwie gargantuiczne wręcz armie ścierają się ze sobą jest przyjemnością, którą ciężko opisać bez słów niecenzuralnych. Gorzej gra prezentuje się pod względem audio, bo ile dźwięki wydawane przez jednostki, wystrzały krasnoludzkich muszkietów, czy szczęk oręża w trakcie walk jeszcze trzymają poziom, o tyle z muzyką jest gorzej. Z grubsza przez całą grę, od menu głównego po koniec rozgrywki przygrywa nam ten sam motyw, który po 15 minutach powodować może już tylko odruch wymiotny… z uszu. Muzykę w Heroes of Annihilated Empires zalecam więc wyłączyć i odpalić sobie jakieś Epic Mixy z Youtube’a czy inne rytmy, przy których lubicie grać.

I need a hero

Bohaterów rozwijamy w klasyczny jak na RPGi sposób. Każda jednostka jaka polegnie, nawet jeśli pożegna się z łez padołem za pośrednictwem naszej armii, przynosi herosowi punkty doświadczenia, a gdy uzbiera ich wystarczająco dużo, awansuje na kolejny poziom, dzięki czemu możemy ulepszyć jedną z jego statystyk. Ponadto na mapach rozmieszczone są sklepy z różnymi miksturami oraz przedmiotami, w które wyposażyć możemy protagonistę. na uwagę zasługuje również fakt, ze każdą potyczkę rozegrać możemy w sumie dwojako. Zaczynamy tutaj nie z głównym budynkiem i kilkoma robotnikami, ale z bohaterem i tutaj przed graczem stawiany jest wybór, ponieważ możemy albo przyzwać kilku budowniczych, aby rozpocząć budowę bazy, albo bawić się w klasowego RPGa. Pierwsza opcja skutkuje jednak tym, że z naszym protegowanym żegnamy się na kolejne 30 minut rozgrywki, na które zamienia się w kamienną statuę. Kwestia tego wyboru to zwykły bezsens, gdyż komputerowy przeciwnik rozbudowuje się szybko i nigdy nie bawi się w bieganie samym bohaterem po mapie, a w ciągu 30 minut konflikt nabiera takiego tempa, że szybko heros staje się z początku średnio przydatny. Jeśli już znowu wspominam o słabych stronach, to czas najwyższy wspomnieć o kampanii dla pojedynczego gracza. Powiem krótko: jest słabo. Mamy tutaj niby konflikt pomiędzy elfami i nieumarłymi. Mamy jakichś tam bohaterów, niby grających jakąś rolę w tym całym ambarasie. Mamy niby podnoszenie się z kolan elfów, którzy zaskoczeni inwazją żywych trupów nie są w stanie ich odeprzeć, ale śmierdzi tutaj kiczem, wieloma niedomówieniami i takim wciskaniem tej kampanii na siłę przez twórców, żeby czasem gracze się nie obrazili. Przyznam się tutaj bez bicia: nie ukończyłem jej ani razu, bo pomimo licznych podejść po prostu zniechęcała, nie mówiąc o tym, że często niektóre misje trzeba było powtarzać, bo gra w magiczny sposób nie potrafiła czasami zaliczyć wykonanych zadań.

Brzydkie kaczątko

Pomimo wielu niedoróbek, pomimo tego, że soundtrack zrobiono na odwal się, pomimo faktu, że wielu rzeczy w tej grze nie przemyślano to Heroes of Annihilated Empires po prostu urzeka. Kolorowa, odrobinę przaśna grafika, ogrom jednostek tłukących się nawzajem, ogromny rozgardiasz jaki panuje podczas rozgrywki i dosyć wysoki poziom trudności jeśli chodzi o komputerowych przeciwników sprawia, że przed tym tytułem spędzić można długie godziny. Tym bardziej, że na samo wyuczenie się stylu gry, jaki wymusza na graczu dana rasa swoje zajmuje. Szkoda jedynie, że GSC tytuł ewidentnie porzuciło, pomimo szumnych planów na sequel oraz MMO utrzymane w tym barwnym uniwersum. Heroes of Annihilated Empires jest więc na pewno tytułem godnym polecenia dla każdego miłośnika strategii, szczególnie, gdy wyszukując jakichkolwiek godnych uwagi nowych tytułów można po prostu osiwieć.

Autor | Patryk Rudnicki