Były Sobie Gry#18 Mount & Blade

W roku 2005 studio TaleWorlds zaproponowało graczom swoistą podróż. Oferta była nie do odrzucenia, głównie ze względu na to, że gracz, który się ją przyjmował, dostawał zupełnie wolną rękę w tym co może robić. Chodzi o Mount & Blade będący symulatorem życia wędrowca w średniowiecznej krainie Calradii.

Za cel TaleWorlds postawiło sobie oddanie graczom otwartego świata i zrealizowania w jego ramach RPG-a z elementami strategii. Grę rozpoczynamy od wybrania sposobu, w jaki trafiamy do tego tętniącego własnym życiem świata, co z grubsza nie przekłada się na jakiekolwiek dalsze konsekwencje. Wybieramy również, na terytorium którego z krajów swoją przygodę będziemy rozpoczynać. Do wyboru przed graczem są królestwa Swadii, Rhodoków, Vaegirów i Nordów oraz Chanat Khergicki oraz wprowadzony przez późniejszy dodatek Warband Sułtanat Sarranidzki. Gdy już przyjdzie nam rozpocząć pisanie dalszych losów naszego bohatera, jedynym ograniczeniem dla jego poczynań jest nasza wola i to, jak zmienia się sytuacja w świecie gry, w ogromnym świecie gry.

Ride and Roll

To co widzicie powyżej to zaledwie fragment mapy świata, po której przyjdzie się nam poruszać. Mechanika gry jest z grubsza prosta. Ot, wędrujemy z miejsca do miejsca, zbierając drużynę żołnierzy, wykonując zadania dla władców całych krajów i miejscowych lordów, zdobywając tym samym ich przychylność, co z kolei otwiera nam drogę do pozostania wasalem jednego ze stronnictw. Nasza postać wraz z kolejnymi bitwami zyskuje na doświadczeniu, dzięki czemu może podnieść swoje statystyki i lepiej się wyposażyć. Z kolei drużyna, którą formujemy również się rozwija, dzięki czemu zwykłego rekruta uzbrojonego w kosę, możemy później awansować na coraz lepszego wojaka. Oczywiście w trakcie bitew, w których osobiście możemy poprowadzić szarżę kawalerii uzbrojonej w kopie możemy tym wojakom wydawać proste polecenia i komendy, aby nie pchali się w jakiś niezbyt wyrafinowany sposób w objęcia śmierci. Każda z frakcji reprezentuje inny typ armii średniowiecznej. Od Chanatu Khergickiego, który czerpie z ludów mongolskich, po Królestwo Swadii będące kalką armii wystawianych przez Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego. Najważniejszym w tym wszystkim jest jednak jedno: ta gra nie stawia przed graczem żadnego celu, niczego nie narzuca, daje pełną swobodę, przez co nigdy się nie kończy. To ja tutaj decyduję czy zostanę czyimś wiernym wasalem, rozbójnikiem czy może po uzyskaniu odpowiednio dużych połaci ziemskich wypowiem wierność swojemu seniorowi i założę własne państwo.

Tam sieknę, tam rąbnę, tu spalę, tam pooblegam

Mount & Blade to jednak przede wszystkim bitwy. Ogromny arsenał średniowiecznego uzbrojenia, którym możemy dysponować i skala starć sprawiają, że pomimo chaosu, jaki często panuje podczas walk, ma to jakiś urok, gdzieś chwyta za serce wrażliwe na sceny z Władcy Pierścieni Jacksona. Pomimo faktu, że grafika już w chwili premiery nie prezentowała się najlepiej, nie można powiedzieć, że M&B nie wciąga. Tutaj nie liczyły się żadne odczucia audiowizualne, to jest po prostu bardzo grywalny, dobrze obmyślony tytuł, przy którym można bardzo łatwo zgubić wiele godzin. Na plus zaliczyć tez można prosty i intuicyjny system walki. Jeśli chodzi o broń białą, to cios wyprowadzany przez naszą postać zależy od tego, w jakim kierunku zwrócimy kursor myszy. Innymi słowy, jeśli broń na to pozwala, możemy zaatakować od góry, z dwóch boków oraz spróbować pchnąć wroga. Oczywiście nikt nie będzie ciął włócznią, ale przy mieczu mamy pełne pole do popisu. Oponent z kolei może przygotować blok na każdy z wyprowadzanych ciosów, kluczem jest tutaj odpowiednie odczytanie ruchów wroga. Ponadto do czynienia mamy z bronią dystansową i miotaną oraz walką z grzbietu konia.

Że Ogniem i Mieczem?

Mount & Blade to również przede wszystkim ogromne pole do popisu dla modderów, co wykorzystali sami twórcy wydając dodatek przenoszący wydarzenia do realiów rodem z powieści Sienkiewicza czy okresu wojen napoleońskich. Wśród fanów dłubiących przy kodzie nie brakuje również tych zdolnych, którym udało się odtworzyć w tej niepozornej grze Śródziemie. W tej grze drzemie przede wszystkim ogromny potencjał, którego nie spodziewał się w zasadzie nikt. Owszem, forma w jakiej realizowany jest ten tytuł mogła ciekawić, ale sama grafika dawała strasznym paździerzem, więc nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że z tak niepozornego rodzynka wyrośnie coś tak grywalnego.

Autor | Patryk Rudnicki