Były Sobie Gry#23 Knights and Merchants

Tym razem o tytule nieco starszym, który ogrywałem jeszcze za dzieciaka. Będzie więc o „Knights and Merchants”, grze podobnej w podstawowych założeniach do Twierdzy, z kilkoma różnicami, z których największą jest poziom trudności – pisze Patryk Rudnicki, w swoim autorskim cyklu.

K&M świat ujrzał w roku 1998 i jest RTS-em kładącym spory nacisk na aspekty ekonomiczne. Wszystko, podobnie jak w Twierdzy opiera się na łańcuchach ekonomicznych, z tą różnicą, że pomiędzy poszczególnymi budynkami musimy poprowadzić drogi, wyszkolić pracowników i zadbać, by pomiędzy zabudowami odbywał się transport.

Za serce naszego miasta służy spichrz. To w nim magazynowane są zasoby i są one z niego rozdysponowywane dalej. Równie ważnym budynkiem jest szkoła, w której za złoto rekrutujemy pracowników do poszczególnych budynków oraz rekrutów, których później możemy uzbroić i wysłać na przeciwnika. W taki sposób rozpędzamy gospodarkę, aby była w stanie udźwignąć nasze zapotrzebowania związanie z chociażby wyżywieniem armii. Jednak tutaj rodzi się pewien problem. Jako gówniarz dzieciak, który budował tylko miasta bez ładu i składu nie zauważyłem, że strasznie ciężko jest tu o zoptymalizowanie produkcji tak, by żywności starczało. Miejsce pod rozbudowę jest mocno ograniczone, więc dostawianie kolejnych farm, młynów i piekarni z czasem staje się niemożliwe, bo aby móc rozwijać swoją osadę oraz rekrutować wojsko musimy wznieść wiele innych budynków. Łatwo więc zapędzić się w kozi róg, gdzie pomimo posiadania sporych rozmiarów miasta, które na pierwszy rzut oka powinno sprawnie funkcjonować, nagle okazuje się, że nasi poddani umierają z głodu.

Nie oznacza to jednak, że nie da się tutaj znaleźć złotego środka, ważne, by już od początku mieć zaplanowaną całą zabudowę i nie próbować tworzyć ogromnego miasta, gdy mamy do dyspozycji bardzo mało miejsca. Gdy już uporamy się z problemami gospodarczymi możemy oddać się tworzeniu armii. Wybierać możemy spośród 10 jednostek, gdzie wiele z nich jest po prostu lepszymi odpowiednikami poprzedniczek. Rekrutacja przebiega tak, że najpierw do koszar trafić musi broń, pancerz czy też wierzchowiec dla żołnierza. Następnie ktoś musi zacząć wspomnianych używać, potrzebujemy więc rekruta, którego tworzymy w szkole. Gotowe jednostki automatycznie łączą się w oddziały, a twórcy nie przewidzieli żadnego limitu populacyjnego, co sprawia, że jak na swój wiek K&M potrafi urzec skalą walk. Jednak ten tytuł służyć miał chyba tylko jako nauczyciel zdrowego rozsądku. Musimy pamiętać, że żołnierze muszą też jeść. Po wydaniu odpowiedniej komendy, nasi parobkowie przynoszą dla oddziału strawę, dzięki czemu są w stanie dalej walczyć. Wymusza to ostrożne planowanie działań, a także często dzielenie armii, by jej cześć, gdy zgłodnieje oddaliła się od frontu.

Knights and Merchants pomimo wieku nadal w pewien sposób urzeka oprawą. Widać tu gołym okiem, że nie mamy do czynienia z tytułem nowym, ale mimo to wszystko wygląda i brzmi tu bardzo pociesznie. Fakt, że gra ma swoje lata na karku potwierdza też poziom trudności. Tu nikt się z graczem nie patyczkuje, nie prowadzi za rączkę, a przeciwnik zawsze, ale to zawsze ma przewagę. Tym bardziej chyba przyjemnie jest sobie do tego tytułu wrócić, by zdać sobie sprawę jak hardkorowo kiedyś się grało.

Autor | Patryk Rudnicki