Były Sobie Gry#24 Crysis

Ciężko dziś sobie wyobrazić czym byłaby branża bez Crysisa. Równie ciężko uzmysłowić sobie jak wyglądałyby współczesne FPSy, gdyby nie ten tytuł. Śmiało można stwierdzić, że to właśnie ta gra przeniosła na grunt elektronicznej rozgrywki filmowe określenie produkcji AAA.

Crysis ukazał się w roku 2007, a popełniony został przez niemieckie studio Crytec, czyli autorów pierwszego Far Cry’a. Czemu o tym wspominam? Wspomniane dzieło było przełomem w strzelankach, tak samo zresztą stało się za sprawą ich kolejnego dziecka. Chłopacy z Frankfurtu wyznaczali bowiem trendy i wyciskali z ówczesnych sprzętów maksimum jeśli chodzi o grafikę, wprowadzali nowe rozwiązania, przecierali szlaki. Wizjonerzy pełną gębą.

Crysis był powiewem świeżości jeśli chodzi o FPSy nie tylko pod względem graficznym. Uważam, że to właśnie on rozpoczął trwającą do dziś i lekko zachwianą przez Battlefielda 1 modę na rozgrywanie gier tego gatunku w niedalekiej przyszłości. Wszystko za sprawą realiów, w których rozgrywa się fabuła gry. Mamy rok 2020, na jednej z wysp na Morzu Południowochińskim amerykańscy (no a jacy by inni) naukowcy dokonują pewnego szokującego odkrycia, którego szczegółów nie zdążają ujawnić, gdyż wszelki kontakt z nimi się urywa. W tym samym czasie na wyspie zjawiają się wojska Korei Północnej, które szczelnie izolują ją od świata. Tu wkraczasz ty. Nazywasz się Nomad, jesteś żołnierzem sił specjalnych, ale najbardziej specjalne w tobie jest twoje wyposażenie. Nosisz boweim nietypowy mundur, a raczej nanokombinezon, który w odpowiedni sposób wspomaga twoje ciało. Może on chwilowo zwiększyć siłę twoich mięśni, sprawić, byś biegał jak Flash z komiksów czy stał się niewidzialny dla wrogów.

Tutaj Crysis ukazuje największy atut jeśli chodzi o tryb singleplayer: wolność w realizowaniu postawionych zadań. Jeśli masz przed sobą zabudowania Koreańczyków, możesz albo sprawić, aby kombinezon pełnił rolę pancerza i wpaść między wrogów na pełnej, lub po prostu przekradać się między nimi i cicho likwidować. To jaki sposób wybierzesz zależy tylko i wyłącznie od ciebie. Fabularnie Crysisa można porównać do Hollywodzkiego kina akcji, gdzie główny bohater to jednoosobowa armia, która ratuje świat, bo tutaj okazuje się, że owo odkrycie to goście, którzy zawitali na Ziemię. Z niezbyt pokojowymi zamiarami.

Crysis graficznie urzekał, gdy się pojawił. Dziś już lekko po nim widać, że pazur czasu zostawił na nim kilka blizn. Dźwiękowo nie ma tutaj do czego się uczepić, jest soczyście i to bardzo. Wreszcie podsumowując czas wyjaśnić skąd mój wywód na temat pojęcia zapożyczonego z branży filmowej. Crysis zapoczątkował nazywanie topowych produkcji mianem AAA, ze względu na to, że każda z trzech części za cel miała oferować maksimum jeśli chodzi o efektowność. Wszystko pokrywa się tutaj z Hollywoodzkim standardem. Lekkostrawna historia, pełna akcji i wybuchów, które dobrze wyglądają i świetnie brzmią. Zresztą, zobaczcie kto był jednym z kompozytorów muzyki do drugiej części.

Jest moc, co nie?

Autor | Patryk Rudnicki