Były Sobie Gry#27 Spellforce 2

Po opisaniu pierwszej części Spellforce’a postanowiłem, że warto w BSG będzie przybliżyć całą serię, ukazać zmiany jakie w niej zaszły, tym bardziej, że prace na częścią trzecią już trwają. Dwójka to przede wszystkim zmiany, podyktowane wpływem, jaki miała dla świata przedstawionego fabuła jedynki oraz widzimisię twórców.

Gatunkowo zostajemy przy tym samym – miksie RPGa z RTSem. Twórcy z Phenomic postanowili jednak zmienić sposób rozgrywki, co nie do końca moim zdaniem  wyszło grze na dobre. Zacznijmy od zmian wynikających z fabuły, które bezpośrednio wywarły wpływ na warstwę strategiczną. Wydarzenia z jedynki potoczyły się tak, że runy straciły swoją moc, runiczni wojownicy przepadli, a ich monumenty zamieniły się w proch. W związku z tym, siła jednostek nie będzie zależeć od runy jaką posiada nasz bohater, twórcy postanowili, że poziom jednostek będzie równy połowie poziomu protagonisty. Ułatwia to rozgrywkę, bo w jedynce zdarzyło mi się nie znaleźć silniejszej runy, przez co armia wystawiana przeze mnie w kolejnym rozdziale była turbo słaba. Zmiany trybu strategicznego to również zmiany w kwestii stronnictw, którymi możemy pokierować. Z mnogości oferowanej przez część pierwszą twórcy postanowili oddać graczom trzy frakcje (w podstawce), łączące w sobie kilka ras. Mamy więc Pakt Cieni, w którym główne skrzypce grają mroczne elfy oraz tajemnicze, będące jedną z osi napędowych fabuły cienie czy Hordę Chaosu, reprezentowaną przez orków oraz barbarzyńców. Cięcia w contencie objęły również zasoby – teraz zbieramy tylko trzy. Nowością natomiast są jednostki latające, wprowadzające do rozgrywki nowe sposoby prowadzenia walki.

Fabuła drugiego Spellforce’a (a raczej podstawki, sam tytuł doczekał się kilku rozszerzeń) skupia się wokół mrocznych elfów, które poprzez pakt z cieniami przez blisko pięć lat mordowały się nawzajem w wojnie domowej. Gdy ta się skończyła, a Pakt Cieni przejął władzę, skierował on swoje mroczne łapska na dalsze krainy. Tutaj wkraczamy my, a raczej wykreowany przez nas bohater. Jego pochodzenie to kolejne novum. Otóż jest on przedstawicielem rasy Szaikan, stworzonej sztucznie przez pewnego alchemika. Szaikańska krew jest mieszanką ludzkiej i smoczej, nie wpływa ona jednak na wygląd, przekłada się za to na niebywałą siłę oraz możliwość przeprowadzania nad poległymi rytuałów, które przywracają ich do życia. Ponadto Szaikanie nie wierzą w żadne bóstwa, co w połączeniu z ich burzliwą historią przysparza im wrogów ze wszystkich stron. Warstwa RPGowa gry w dwójce uległa znacznemu spłaszczeniu. Owszem, nadal mamy dowolność w kreowaniu swojej postaci, więc połączenie wojownika z magiem nadal jest realne, jednak Phenomic tak zaprojektował drzewka talentów, że o wiele bardziej opłaca się naszego podopiecznego wyspecjalizować, bo hybrydy w szybkim tempie stają się zwyczajnie słabe. Ponadto decydujemy tylko o kolejnych umiejętnościach nabywanych przez naszego bohatera, wyrzucono bowiem statystyki postaci, zatem fani dodania kilku punktów w siłę i wytrzymałość najzywaczjniej poczuli się zawiedzeni.

Graficznie jest już lepiej niż w jedynce, stylizacja nadal daje pewien urok i sprawia, że wszystko starzeje się wolniej. Na szczególną pochwałę zasłużyć powinny efekty towarzyszące czarom oraz refleksy świetlne na zbrojach. Do dzisiaj grafika drugiego Spellforce’a potrafi jeszcze ucieszyć oko. Tym jednak, co sprawia, że nadal powracam do tego tytułu jest muzyka oraz fabuła. Motyw z krainy elfów – Dun Mora, które akurat pogrążone są w żałobie idealnie oddaje klimat miejscówki i swego czasu spowodował to, że nie chciałem za żadne skarby świata kończyć tej misji. By móc jeszcze trochę posłuchać.

Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości: Spellforce 2 jest mimo mojego narzekania grą dobrą, grywalną i wciągającą, z dobrze rozpisaną fabułą. Byłby to tytuł jeszcze lepszy, gdyby nie fakt, że każdy przyglądał mu się przez pryzmat części pierwszej. Znaczne uproszczenie rozgrywki na siłę, pochylenie się twórców raczej w stronę RTSową i na niej skupienie całego potencjału studia sprawiły, że otrzymaliśmy grę dobrą, ale już średniego Spellforce’a. Cała nadzieja w kolejnej części, a wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że jest na co czekać. Tym bardziej, że fabuła przeniesie nas w czasy Przywołania, o którym mowa w jedynce.

 

Autor | Patryk Rudnicki