Były Sobie Gry#28 March of the Eagles

Rok 1805, prowadzisz wojnę z Wielką Brytanią, która blokuje wszystkie twoje porty, Sycylia maszeruje w kierunku Florencji, w której nie dysponujesz żadnym garnizonem, w tym samym czasie Anglicy desantują  w Niderlandach stutysięczną armię i ruszają w kierunku północnych rubieży Francji. Dowiadujesz się nagle, że Prusacy i Rosjanie stają po tej samej stronie barykady co wyspiarze i już zdajesz sobie sprawę, że jedyne co możesz zrobić to zastosować taktykę spalonej ziemi i oszczędzając armię przygotować się do Bitwy Narodów o wiele wcześniej i gdzie indziej niż miała miejsce w rzeczywistości.

Któż nie chciałby niczym Napoleon przemaszerować po Europie i po prostu stwierdzić, że ot tak zajmiesz sobie Moskwę? Każdy szanujący się fan gier strategicznych zna zapewne serię gier Europa Universalis oraz podobne do niej tytuły studia Paradox Interactive. W March of the Eagles swój zmysł strategiczny gracz sprawdzi w epoce wojen napoleońskich i będzie miał możliwość napisania ich historii po swojemu.

March of the Eagles jest strategią czasu rzeczywistego, w której kierując jednym z ówczesnych mocarstw mamy postawiony przed sobą jeden cel: zdobyć świat. Choć brzmi to nadzwyczajnie prosto, to nikt nie prowadzi tu gracza za rękę, a pierwsze kilka sesji w grze zazwyczaj kończy ekran obwieszczający przegraną. Bo choć nie dowodzimy tutaj armiami w trakcie bitew, a te ukazano w bardzo uproszczony, pozbawiony rozmachu i niepotrzebnego patosu sposób to mechanika tego tytułu jest na tyle skomplikowana, że aby choć w podstawach ją opanować należy poświęcić dosyć spore pokłady czasu. A tego mamy oczywiście niewiele, choć akurat w trakcie gry mamy nad nim jakąkolwiek kontrolę. Wszystko za sprawą przełącznika, który pozwala nam go przyspieszyć, zwolnić lub na moment zatrzymać, tak aby dobrze przemyśleć każdą decyzję, jaką przyjdzie nam podjąć. Zasobów w grze jest kilka. Od funduszy, przez punkty prestiżu określające naszą pozycję na arenie międzynarodowej, po punkty idei, których wykupienie zwiększa chociażby efektywność naszej gospodarki czy wojsk. Jeśli już przy armii jesteśmy, to MotE oferuje setki rożnych jednostek z epoki, które możemy wcielić do swoich armii. Każda oczywiście została odwzorowana z ogromną pieczołowitością i dbałością o szczegóły, tak, aby nikt nie mógł zarzucić twórcom, że francuski fizylier nosi mundur, którego w tamtej epoce armia Bonapartego nie stosowała. Pomimo uproszczonych bitew, mimo wszystko opcji zarządzania armiami jest ogrom: od rozdysponowania dowódców, przez dbanie o zaopatrzenie czy morale.

Oprawę tytułu określić można mianem skromnej. Graficznie nie ma tutaj nad czym się zachwycać, lecz akurat w tego typu tytułach to nie grafika gra pierwsze skrzypce, bo całą uwagę gracz skupia na tym, aby po prostu przetrwać. March of the Eagles młóci bezlitośnie, bez zastanowienia, wykorzystując każdy, choćby najmniejszy błąd i niedopatrzenie. Podchodząc do tego tytułu po blisko roku przerwy wiedziałem czego się spodziewać. Zagrałem Francją, która poza Rosją gwarantuje pewny i łatwy start. Priorytetem na dzień dobry było zawarcie pokoju z Wielką Brytanią, która blokuje francuskie porty, uniemożliwiając powiększenie floty. Grając Francuzami można skupić się z grubsza na dwóch rzeczach, podbiciu wysp brytyjskich, albo zdominowaniu całej Europy. Oczywiście biorąc pod uwagę moje ambitne plany oraz patrząc na nie przez pryzmat mojej przerwy w ogrywaniu tego tytułu, szybko okazało się, że pomimo najlepszych intencji wyspiarze nie chcą się ze mną bratać i po prostu zrzucają na Niderlandy oraz Normandię blisko 300 tysięcy żołnierzy. W tym samym czasie od północy uderzyli Prusacy z Rosjanami, a z kontrolą nad północną Italią pożegnałem się w ciągu 5 minut.

March of the Eagles to tytuł trudny. To tytuł, od którego bardzo łatwo się odbić, do którego równie łatwo się zniechęcić. Jest to gra dla cierpliwych, a takich graczy jest dziś coraz mniej, sam zresztą przekonałem się na własnej skórze, że obecnie nie miałbym czasu na opanowanie wszystkich zasad od nowa. Szkoda, bo im trudniejsze jest wyzwanie stawiane przed graczem, tym większa satysfakcja ze zwycięstwa. Nie zmienia to jednak faktu, że tytuł zebrał wokół siebie grono wiernych fanów, którzy wypuszczają nawet swoje własne modyfikacje, między innymi takie, w których podnoszą oni jeszcze bardziej poziom trudności. Nie jestem więc pewien w jakim stopniu są to ludzie, a w jakim masochistyczne cyborgi.

 

Autor | Patryk Rudnicki