Były Sobie Gry#34 Neverwinter Nights

Są tytuły, w które każdy szanujący się fan danego gatunku powinien zagrać. Nie inaczej jest z Neverwinter Nights, który będąc pełnokrwistym RPGiem daje graczom szansę uratowania tytułowego miasta, jak i również stworzenia własnych, wymyślonych przygód.

Rzecz miała być prosta. W Bioware postanowiono stworzyć kolejną grę opartą na uniwersum Dungeons & Dragons, która główny nacisk kładłaby na odwzorowanie papierowych sesji RPG z podręcznikiem i kośćmi w dłoni. Dlatego też NWN poza bogatym i diablo wciągającym trybem dla pojedynczego gracza oferował bogaty edytor tworzenia własnych przygód.

Zaczynamy standardowo od wyboru przygotowanych przez twórców postaci lub stworzenia własnej. Opcji jest od zatrzęsienia, a to jaki która ma wpływ na dalszą rozgrywkę mogłoby stanowić temat na osobny artykuł. Po stworzeniu swojego protagonisty ruszamy do miasta Neverwinter, które boryka się ze sporym problemem w postaci nękającej je zarazy. Jak szybko się okazuje, ktoś ewidentnie stoi za jej wybuchem, a nasz bohater spróbuje ustalić kto to taki. Rozgrywki w singleplayerze powinno wystarczyć na 80 godzin, więc w sam raz jak na nadal długie zimowe wieczory.

Walki odbywają się tutaj w pseudoturach, bo pomimo faktu, że nie ma tu żadnego przycisku odpowiedzialnego za zakończenie kolejki, to postacie poruszają się z odpowiednimi przerwami, a o tym czy postać rzuci poprawnie czar, trafi wroga z łuku i jakie zada obrażenia decyduje rzut kością. Jak na książkowego RPGa przystało. Oprawa niestety trąci dziś straszliwie mychą i kłuje w oczy. Nie lepiej ma się kwestia udźwiękowienia, wyraźnie słyszy się, że drzewiej soundtrack i reszta udźwiękowienia była nagrywana w gorszej jakości. Jednak tym, co sprawiało, że w NWN można było grać bez przerwy, były własne przygody. W jednej mogło brać udział nawet do 64 graczy. To jak będzie poprowadzona rozgrywka zależało od gracza, który zaprojektował dany moduł oraz Mistrza Gry – osoby, która funkcjonuje także przy sesjach papierowych.

Neverwinter Nights stoi do dzisiaj dzięki swojemu multi, gdyby nie ono, przestarzała oprawa odrzucałaby przy pierwszym kontakcie w czasie kilkunastu minut. Śmiało można pokusić się tutaj o stwierdzenie, że dziś już takich RPGów nie robią, bo NVN się z graczem nie pieści. Nieopierzonym często przyjdzie podziwiać ekran ładowania po zgonie, a i tak wyniosą z takiej rozgrywki jedną cenną nauczkę – szybki zapis to podstawa.

Autor | Patryk Rudnicki