Po opisaniu Shoguna 2 oraz Rome’a czas na moją ulubioną cześć serii. Po pierwsze, dlatego, że z nią rozpoczęła się moja przygoda z całą serią. Po drugie, ponieważ modderzy dają jej łapać zupełnie nowe wiatry w żagle.

Mamy rok 2006, Creative Assembly wraz z Segą niesione sukcesem jakim okazał się pierwszy Rome, wracają do średniowiecza. Ulepszony silnik graficzny, większa skala bitew i szeroko rozumiane usprawnienia sprawiły, że w Medievalu można po dziś dzień zatracić się zupełnie.

Gry z serii Total War to połączenie strategii turowej oraz taktycznego RTSa. W systemie turowym przemieszczamy wojska, rekrutowane w tej części w miastach oraz zamkach. Te oczywiście rozbudowujemy, a z każdą turą wzbogacamy swój skarbiec o dodatkowe sztuki złota z podatków czy handlu. Oczywiście po odjęciu żołdu, utrzymania budynków, opłacenia bieżących budów oraz oczywiście pieniędzy topionej w korupcji. Medieval 2 nie zmienił aż tyle względem Rome’a. Nadal mamy tu do czynienia z przestarzałym systemem dyplomacji, wymagającym rekrutowania dyplomatów i rozsyłania ich w cztery strony świata, by odkrywali nowe kraje i nawiązywali dla nas stosunki dyplomatyczne. Nadal uzupełnienie uszczuplonego składu jednostki jest możliwe w mieście lub zamku, w którym takową można zrekrutować. AI nadal potrafi zaskoczyć głupotą, choć szaleńcze szarże konnicy na mur pikinierów jakoś kojarzy się z epoką.

Graficznie mamy do czynienia z ulepszonym silnikiem wziętym żywcem z pierwszego Rome’a. Jest lepiej, postaci i budynki składają się z większych ilości wieloboków o mniej rozciągniętych teksturach. Nie powoduje to raka oczu, a nawet nadal urzeka. Dołożenie do rozgrywki kolejnego typu osady urozmaica rozgrywkę, ponieważ w miastach nie zrekrutujemy takich samych jednostek jak w zamkach i vice versa. Tych poza tym jest od grona, dodatkowo wiele nacji ma swoje unikalne formacje, a z racji, że grać można Polską, to imperium od morza do morza można zbudować bez unii z Litwą, a papież Polak może zasiąść na tronie Watykanu stosunkowo wcześnie.

Medieval 2 to gra nieśmiertelna, bo nawet bez modyfikacji niesamowicie wciąga i sprawia, że chce się do niego wracać. Jednak mimo wszystko diamantem w tej koronie są modyfikacje. Chcesz podbijać Śródziemie? Żaden problem. Z kolei dowodzić wojskami Reiklandu, jak i całej masy frakcji z uniwersum Warhammera można było na długo przed premierą oficjalnej części serii. Nie wspomnę nawet, że tam oddano różnice pomiędzy armiami czy chociażby same frakcje o wiele lepiej.

Autor | Patryk Rudnicki