W marcu 2009 roku Creative Assembly wypuściło w świat kolejną część serii Total War. Studio, które przeniosło na ekrany mroki średniowiecza, starożytność czy też realia Japonii ery samurajów wskoczyło w zupełnie nowy, równie barwny okres historyczny.

Akcja toczy się bowiem w XVIII wieku, praktycznie na moment przed amerykańską wojną o niepodległość. Twórcy postanowili wprowadzić kilka rewolucyjnych wręcz zmian. Jedno pozostaje jednak niezmienne – dwupłaszczyznowość rozgrywki. W systemie turowym zarządzamy kierowanym przez siebie państwem, nawiązujemy stosunki dyplomatyczne, organizujemy akcje szpiegowskie wynajdujemy i kradniemy od innych technologie, rozbudowujemy miasta czy rekrutujemy armie. Z kolei same bitwy toczą się w czasie rzeczywistym.

Pierwsza, dosyć spora zmiana dotyczy rozbudowy miast. Otóż regiony, na które podzielona jest mapa (ta również jest spora, ponieważ obejmuje Europę, obie Ameryki oraz część Azji) mają swoje miasta centralne. Te w zależności od znaczenia oraz rozmiarów mogą być rozbudowane w ograniczony sposób, a wszystkie budynki można wybudować tylko w stolicach i największych, charakterystycznych ośrodkach miejskich. Kolejna kwestia to fakt, że w regionach znajdują się mniejsze miejscowości (na przykładzie Polski jest to na przykład Kraków przynależny do Warszawy), które często są przedstawione w sposób tak absurdalny, że zakrawa to o żart lub totalną nieznajomość geografii (tu znowu przykład z Rzeczypospolitej – Poznań w XVIII wieku do zdaniem twórców wieś, która dopiero w okolicach okresu wojen napoleońskich rozrosłaby się do rangi miasta). Te mniejsze miasta zamieniają się w ośrodki o jednej specjalizacji, a to można wznieść fabrykę, a to uniwersytet, żeby badać dwie technologie naraz i tak dalej. Kolejna nowość to fakt, że całą dyplomacją państwa zarządza się w jednym okienku, bez rekrutowania i wysyłania dyplomatów. Wreszcie największa nowość, jeśli chodzi o etap turowy – w Empire odkrywa się kolejne technologie, pozwalające na rekrutowanie nowocześniejszych jednostek, usprawniających ich skuteczność podczas walki czy też te wpływające na gospodarkę czy ruchy społeczne. Jeszcze jedną nowinką jest fakt, że w różnych państwach ogrywanego okresu obowiązywały różne ustroje, przez co w większości z nich funkcjonuje rząd, składający się z ministrów o różnych cechach, z kolei gdy zauważymy, że kandydaci do kolejnego rządu mogą się okazać lepsi, a jego poparcie jest niskie, możemy zwołać przedterminowe wybory!

Nowości nie ominęły również trybu bitewnego. Po pierwsze: realia. Mamy do czynienia z epoką muszkietów i dział, więc sposób prowadzenia walki zupełnie się zmienił. W końcu armie składają się tutaj z piechoty, która atakuje na dystans, by bez problemu przejść do walki wręcz, artylerii oraz kawalerii. No właśnie kawaleria. Przede wszystkim impet jej szarży zupełnie zmalał i jedyne co robi z większością oddziałów piechoty to rozbicie szyku. Tylko po co rozbijać szyk, skoro muszkiet z bagnetem jest tak skuteczny jak pika? Poza tym konnica jest strasznie podatna na ostrzał, więc używanie jej w bitwach (poza flankowaniem piechoty, by zmusić ją do odwrotu) stało się w tej odsłonie nieefektywne oraz nieefektowne. Poza tym, grając Rzeczpospolitą Obojga Narodów możecie odrobinę się zawieść na husarii, bo poza przywarami narzuconymi przez twórców wygląda ona tak:

Brakuje chyba kopii, co nie?

Największa nowość i ogromna petarda jaką zafundowali twórcy to bitwy morskie. Dotychczas rozgrywały się one automatycznie, teraz jednak można poprowadzić swoją flotę do walki. Bitwy morskie to coś zupełnie innego niż te prowadzone na lądzie, bo działa tu o wiele więcej czynników, jak chociażby kierunek wiatru. Ponadto statki wroga można zniszczyć lub przejąć podczas abordażu.

Graficznie i dźwiękowo w momencie premiery było świetnie. Na efektach wizualnych czas odznaczył już swoje piętno, jednak nie wygląda to tragicznie. Dźwiękowo jest znacznie lepiej, a rzeczą absolutnie najlepszą jest fakt, że żołnierze po zaznaczeniu, wydaniu rozkazu czy podczas ucieczki mówią w swoich ojczystych językach. Największym mankamentem jest jednak sztuczna inteligencja przeciwników. Często gęsto podczas gry zdarzyło się, że państwo znacznie mniejsze i słabsze militarnie wypowiadało mi wojnę, tylko po to by nie atakować mnie w ogóle, a po utracie jednego miasta prosić o rozejm. AI podczas bitew również nie grzeszy inteligencją, prezentując takie głupoty, jak nieużywanie niektórych jednostek czy przejazd kawalerią wzdłuż linii mojej piechoty w zasięgu ostrzału. Mimo to Empire wciąga i potrafi niejednym zaskoczyć, a bitwy morskie są na tyle miodne, że chociażby dla nich warto pokusić się o zagranie.


Plusy:

  • nowości w zarządzaniu państwem
  • bitwy morskie
  • udźwiękowienie

Minusy:

  • sposób przedstawienia niektórych miast
  • kulejąca sztuczna inteligencja
  • no tej husarii nie daruję!

Autor: Patryk Rudnicki