Były Sobie Gry#11: Age of Empires 2

Mamy rok 1999, kiedy Microsoft, znany wszystkim tylko z tworzenia systemów operacyjnych wypuszcza na świat drugą część swojej znakomitej serii RTSów. Age of Empires 2, bo o nim mowa wyznaczał standardy rozgrywki, dawał masę frajdy i budował moje ego, gdy miażdżyłem najtrudniejszego przeciwnika komputerowego w potyczkach.

 

Wraz z biegiem lat stan ten jednak uległ zmianie, ale moje narzekanie zostawmy sobie na koniec. Zacznijmy od tego, czym AoE2 zachwycało w momencie wydania gry. Przede wszystkim jest to pełnokrwisty RTS z prawdziwego zdarzenia. Mamy tutaj standardowe zbieranie zasobów, rozbudowę bazy, rekrutację jednostek oraz równanie z ziemią tego, co udało się wybudować i zrekrutować przeciwnikowi. Co wyróżniało grę Microsoftu? Realia: już pierwsza część serii rozgrywająca się w starożytności dawała masę frajdy w budowaniu własnego Imperium Rzymskiego, czy odpieraniu Rzymian Grekami. Age of Empires 2 rozgrywa się w średniowieczu, mamy więc rycerzy, piechotę zakutą w zbroje czy łuczników zasypujących wroga gradem strzał. Kolejnym aspektem, który wyróżnia Age’a na tle innych ówczesnych RTSów jest sposób poprowadzenia rozgrywki. Otóż w centralnym budynku naszej bazy, poza rekrutacją robotników, mogliśmy również kliknąć w magiczny przycisk przejścia do kolejnej Ery. Tych było w sumie cztery: Wieki Ciemne, Era Feudalna, Era Zamków oraz Era Imperialna. Każde przejście dalej gwarantowało nam dostęp do nowych jednostek, zabudowań i technologii, sprawiając, że granie czy to z komputerowym, czy to z żywym przeciwnikiem nabierało wielu dodatkowych smaczków, bo gracz musiał decydować, czy szybko zalać wroga masą podstawowych, dostępnych na samym początku gry jednostek, czy skupić się na szybkim awansie technologicznym, by zniszczyć przeciwnika bardziej zaawansowaną armią.

 

Zbieraj i buduj

W Age of Empires nasi robotnicy poza rozbudową naszej bazy zajmują się zbieraniem czterech zasobów: pożywienia, drewna, złota i kamienia. Pierwsze trzy służą w głównej mierze do rekrutacji nowych parobków i wojsk oraz opracowywania technologii, z kolei ostatni przydaje się przy budowaniu fortyfikacji i jak szybko się okazuje, warto skupić się na szybkim go wydobyciu, ponieważ to właśnie kamienia na mapach w AoE2 jest zazwyczaj najmniej, w związku z czym można go ze sporą korzyścią sprzedawać na targowisku za bardzo spore ilości złota. Handel w grze Microsoftu bazuje bowiem na systemie popytu i podaży, innymi słowy, jeśli inni gracze na mapie na gwałt sprzedają w danej chwili drewno, stanie się ono kosmicznie tanie, a jeżeli zabraknie na niej kamienia, który my sprytnie zgarniemy dla siebie, będziemy pod względem ekonomicznym dzielić i rządzić, jednocześnie nie pozwalając wrogom na budowę murów i wież obronnych. Jeśli chodzi o militaria, gra preferuje sprawdzony system kamienia, papieru i nożyc: kawaleria gromi łuczników, łucznicy gromią piechotę, piechota gromi kawalerię. Tak wygląda to w skrócie, bo do puli jednostek dochodzą chociażby harcownicy (piechota miotająca oszczepy, żeby nie było), którzy okazują się być skuteczni przeciwko łucznikom, i tak dalej. Age of Empires 2 w wersji HD (wydanej w roku 2013, uzupełnionej dwoma dodatkami) oferuje nam 27 nacji, które możemy poprowadzić do boju, czy to w kampaniach opartych o prawdziwe wydarzenia historyczne, czy też w trybie potyczki z przeciwnikami komputerowymi oraz żywymi. Każda z narodowości różni się w pewnym stopniu stylem zabudowań: te azjatyckie stawiają charakterystyczne dla tej części świata budowle, w przeciwieństwie do Europejczyków. Wachlarz jednostek z grubsza jest taki sam dla każdej z nich, poza jedną jednostką specjalną, unikatową dla każdej, na przykład grając Brytami możemy skorzystać z o wiele lepszych łuczników niż inni, a Japończycy naturalnie w zastępach swojej piechoty mają samurajów.

2

 

Podbijaj, ale nie ze względu na sentyment

Age of Empires 2 w mojej pamięci jawiło się jako gra świetna, przy której spędziłem kiedyś niezliczone godziny, rozbudowując swoje imperium i kierując ogromnymi armiami (bitwy, gdzie stają tu naprzeciwko siebie armie po 150 do 200 jednostek po każdej ze stron są tu na porządku dziennym). Okazuje się jednak, że mimo HD w tytule, gra w oko kole, a w ucho wbija miliard szpilek. Microsoft zagrał mi bowiem na sentymencie i wyjął mi z portfela pieniądze za wspomnienia, które na własne życzenie sobie najzwyczajniej zniszczyłem. Bo co mi po dwóch zupełnie nowych, wydanych tylko dla wersji HD dodatkach, obsłudze rozdzielczości panoramicznych i poprawie jakości dźwięku, skoro AoE2 to tytuł najzwyczajniej już przestarzały? Co mi po sporych bitwach, mnogości jednostek i przemyślanym systemom handlu czy zawierania sojuszy, skoro inteligencja komputerowego przeciwnika graniczy z poziomem ziemniaka, a system wyszukiwania ścieżek (analizujący rodzaj terenu i przeszkody na linii twoja jednostka-kursor i sprawiający, że owa jednostka do miejsca, które wskazałeś powinna dotrzeć) działa tak samo jak w momencie wydania gry, czyli ze 100 jednostek wysłanych z punktu A do punktu B na koniec trasy dociera jakieś 30, bo reszta blokuje się na budynkach i drzewach? Przygodę z Age of Empires 2 HD Edition i dodatkami skończyłem po godzinie, drugą spędziłem na ograniu go w celu napisania tego tekstu. Żeby mnie nikt źle nie zrozumiał: AoE2 było tytułem wybitnym jak na swoje czasy, ale jego dzisiejszy odbiór jest trudny, mozolny i odbywa się przez pryzmat pięknych wspomnień, które windują oczekiwania, jest z nim jak z byłą dziewczyną: powspominać można, ale lepiej nie wracać.

 

Autor | Patryk Rudnicki