Cała prawda o aquaparkach

Lubisz pływać, bawić się na zjeżdżalniach? Zanim sięgniesz po ręcznik, założysz kąpielówki i pobiegniesz do aquaparku, warto się dowiedzieć co w takich basenach pływa i co zdarzyć się może.

Antyterroryści we wrocławskim aquaparku / fot. M.

Ta wiedza nie jest powszechnie dostępna. Dyrekcje aquaparków nakładają najczęściej twarde embargo na wszelkie informacje o zdarzeniach nadzwyczajnych czy jakości wody. Bez problemów można się dowiedzieć wszystkiego o aktualnej ofercie, cenach czy zaletach poszczególnych atrakcji wodnych. Kwestie jakości, czystości czy branych pod uwagę zagrożeń są całkowicie przemilczane w reklamach i na stronach internetowych. Nie sposób też ich uzyskać od pracujących w aquaparkach specjalistów. Na przykład pracownik odpowiedzialny za czystość w jednym z dolnośląskich obiektów, człowiek, który do swojej roli był przygotowywany na specjalistycznych szkoleniach za granicą, swoją gotowość do udzielenia odpowiedzi na trzy proste pytania uzależnił od zgody prezesa zarządu. Po trzech dniach zadzwonił, informując, że zgodę wprawdzie uzyskał, ale ze względu na strach przed utratą pracy, odmawia współpracy. Dlatego większość informacji do tego artykułu uzyskaliśmy od byłych pracowników aquaparków.

Bez obaw, gdy się zsikasz. Woda nie zrobi się granatowa

Największe obawy klientów pływalni związane są z higieną. O ile czystość czy jej brak w pomieszczeniach szatni, natrysków, toalet, łatwo jest stwierdzić gołym okiem, o tyle tego, jak uzdatniona jest woda nie sposób się dowiedzieć bez badań laboratoryjnych. Są tacy, którzy intensywny zapach chloru wiążą właśnie z ilością zanieczyszczeń i koniecznością mocnego chlorowania wody. Coś w tym jest, gdyż dużych ilości uzdatniającego wodę podchlorynu używa po wykryciu groźnych bakterii w wodzie. Ale wyciąganie pochopnych wniosków jest błędne. Są nowoczesne obiekty, gdzie w ogóle nie czuć chloru, bo do uzdatniania stosuje się ozon. Są też takie, gdzie intensywna woń ma swoje źródło w nieszczelnej instalacji. Nie sposób się również dowiedzieć, czy użytkownicy oddają mocz do basenu, gdyż nie dodaje się preparatów odbarwiających wodę. – Spowodowane jest to tym, że w skład moczu wchodzą substancje zbliżone do tych jakie zawiera pot. Tak więc odbarwienie wody mogłoby następować nie tylko na skutek oddania moczu przez kąpiącego się, ale również przez osobę intensywnie pływającą. Odbarwienie wody mogłoby też źle oddziaływać na innych kąpiących się; świadomość pływania w moczu, nadwyrężyłaby ich potrzebę higieniczności – wyjaśnia Zbigniew Liwanowski, były szef techniki basenowej we Wrocławskim Parku Wodnym, obecnie odpowiedzialny za kwestie techniczne w Aquaparku Granit w Strzelinie.

Kupa w basenie? Nic nadzwyczajnego

Pływające ekstrementy – to zjawisko, z którym należy się liczyć i przewidywać. Z wodnych rozkoszy korzystają wszak niemowlęta, którym zawartość pieluszki może się zwyczajnie wyśliznąć. Również większe dzieci, a nawet dorośli mają nieraz problem z zapanowaniem nad emocjami, co niekiedy skutkuje niepożądaną zawartością niecki. Jednakże każdy aquapark powinien mieć procedury związane z wykryciem tego typu niespodzianki. –Basen powinien zostać natychmiast wydzielony. Sprzątacze powinni usunąć  zanieczyszczenie, a technicy – zatrzymać obieg wody i przystąpić do jej zrzutu do kanalizacji, by nie dopuścić do skażenia filtra kałem. Cała instalacja wody obiegowej i niecka basenu powinna zostać zdezynfekowana, najlepiej szokową dawką chloru i wtedy po napełnieniu wodą, basen może być udostępniany do eksploatacji. Niedopuszczalne jest, by zezwolono na dalszą kąpiel w basenie, po znalezieniu i wyłowieniu kału, bez uprzedniej dezynfekcji instalacji obiegowej wody basenowej i jej wymianytłumaczy Zbigniew Liwanowski.

Ochrona w aquaparku. Tu nie ma miejsca dla amatorów

Żeby tysiące ludzi mogły beztrosko zażywać relaksu, grupa specjalistów od bezpieczeństwa musi być non stop na najwyższych obrotach. Dlatego w ochronie, nowoczesnych obiektów takich jak Wrocławski Park Wodny, nie ma przypadkowych osób. – Zatrudnialiśmy byłych żołnierzy jednostek specjalnych i byłych policjantów ze specjalnych pododdziałów. Ci ludzie naprawdę umieli wyegzekwować wykonanie polecenia i proszę mnie nie pytać o warsztat ich pracy, bo to tajemnica i lata doświadczeń na pierwszej linii. Podam tylko jeden przykład. Pewnego wieczoru do aquaparku przyszła grupka podpitych dżentelmenów, którym spodobała się ratowniczka, a nie umieli jej tego przekazać w sposób kulturalny. Usunięci ze strefy basenowej, zawołali swoich znajomych z pobliskiego osiedla i  chcieli wywołać zamieszki w holu głównym. Sytuacja była bardzo groźna, bo intruzom udało się sprowokować agresję klientów w holu. Nagranie z pacyfikacji tej sytuacji powinno być instruktażem dla wszystkich służb ochrony podobnych obiektów w kraju. Do holu weszło sześciu ochroniarzy. Nie używali przemocy ani środków przymusu. W ciągu kilkunastu sekund 20 osób leżało na podłodze, a ochrona i przybyli zaraz potem policjanci wyłuskali spośród nich prowodyrów ­– wyjaśnia Grzegorz Mikołajczyk, były szef ochrony Wrocławskiego Parku Wodnego.

Instruktaż od antyterrorystów

Wrocławski Park Wodny oraz Trzebnicki Park Wodny „Zdrój” to jedne z niewielu aquaparków w Polsce, w których zostały przeprowadzone ćwiczenia zapobiegające nieplanowanym sytuacjom. Wszystkie tego typu obiekty muszą raz na 2 lata przeprowadzać próbne ewakuacje. Tak mówią przepisy przeciwpożarowe. Jednakże żaden aquapark w kraju nie powinien poprzestawać wyłącznie na tym wymogu. Trzeba mieć wyobraźnię, spojrzeć na to, co się może wydarzyć przez pryzmat incydentów, do których czasem dochodzi w innych częściach świata. – Wrocławski aquapark był w roku 2008 pierwszym tego typu obiektem w Polsce, w którym przed otwarciem przeprowadzono profesjonalne ćwiczenia pododdziału antyterrorystycznego policji. Ówczesna dyrekcja obiektu po prostu nie dopuszczała myśli o tym, że taki kompleks można otworzyć bez wcześniejszego przećwiczenia rozmaitych zagrożeń. Przygotowywali się nie tylko policjanci z SPAP czy strażacy. Szczególny nacisk kładliśmy na szkolenie załogi, profilując odpowiednio te treningi. Kasjerki ćwiczyły zachowania w razie napadu rabunkowego, sprzątaczki – przypadki znalezienia bomby, a ratownicy masową ewakuację wszystkich klientów. Nie chcę mówić o konkretnych przypadkach, ale w ogromnej większości tego typu obiektów w Polsce nikt nie zadał sobie trudu, by pomyśleć o takich szkoleniach. Jeśli zdarzy się tam coś niebezpiecznego, wymagającego ewakuacji, personel będzie zdobywał doświadczenia przez „rozpoznanie bojem”. Szkoda tylko, że to wiąże się z ogromnym ryzykiem dla klientów. Pamiętajmy, że klienci aquaparków to w większości dzieci, które w panice nie umieją zachować się w sposób racjonalny i zdyscyplinowany. Pamiętajmy, że ewakuacja zimą oznacza, że musimy wyprowadzić tłum mokrych, bosych i prawie gołych ludzi na mróz. I, że droga ewakuacji może wieść przez rozbite szkło, żrące odczynniki do uzdatniania wody albo dym. Jak ktoś tego wcześniej nie przećwiczy, to zamiast zapanować nad sytuacją, będzie uciekał jako pierwszy – mówi Grzegorz Mikołajczyk.

Zboczeńcy w aquaparkach

Miejsca, gdzie ludzie występują niekompletnie ubrani, przyciągają nie tylko ekshibicjonistów, ale także innych zboczeńców. Szczególną strefą, w której grasują zwyrodnialcy jest saunarium. Przechadzająca się kobieta, której mimowolnie raz po raz obsuwa się  ręcznik, bądź mężczyzna, który w sposób ostentacyjny eksponuje swoje przyrodzenie to sytuacje, które w aquaparkach zdarzają się nieustannie. – W aquaparku we Wrocławiu byliśmy szczególnie wyczuleni na działalność pedofilów, bo to obiekt, w którym zawsze jest dużo dzieci. Ale innych interwencji „obyczajowych” też nie brakowało. Najważniejszą bronią w walce z tego typu incydentami jest konsekwentne i ciągłe manifestowanie czujności i braku tolerancji dla „niepewnych” zachowań. Zaobserwowani przez nas lub wskazani przez klientów sprawcy takich zawsze byli proszeni o rozmowę, podczas której uświadamiano im, że są bohaterami filmów z monitoringu. Już samo to z reguły wystarczyło, by gość się więcej w obiekcie nie pokazał. O innych metodach nie będę opowiadał, bo są poufne. Ujawnienie ich mogłoby być instruktażem dla złoczyńców, jak uniknąć konsekwencji – tłumaczy Grzegorz Mikołajczyk.

„Utajnianie zawsze sugeruje, że coś poszło nie tak”

Zarządcy o sytuacjach nadzwyczajnych nie chcą mówić, gdyż obawiają się, że niektóre informacje – jeśli się je ujawni – mogą zniechęcić klientów do korzystania z usług obiektu. Zwolennicy utajniania i cenzurowania zapominają jednak, że na dłuższą metę transparentność i jawność są znacznie lepszym potwierdzeniem dobrej marki niż embargo na informacje. No i, że nie mają szans totalnie utajnić wszystkiego, co się w obiekcie dzieje. Informacje wyniosą klienci, pracownicy, kontrahenci. W dobie Internetu nie ma szans na skuteczne ukrycie prawdy. A znacznie łatwiej panuje się nawet nad kryzysową sytuacją ujawniając ją samemu i podając do publicznej wiadomości we współpracy z dziennikarzami, niż późniejsze reagowanie na nieprzewidzianą publikację i dementowanie zrodzonych przez nią plotek. U podłoża tej „tajności”, jaką narzucają często kierujący aquaparkami leżą często kwestie związane z higieną i sposobem utrzymania czystości. – To drażliwy temat, bo niewłaściwy standard to nie tylko dyskomfort klientów, ale również zagrożenie dla zdrowia. Możemy więc, jako klienci, śmiało przyjąć założenie, że jeśli w aquaparku do którego przychodzimy, informacje tego typu są „tajne przez poufne”, to coś może być nie w porządku z zasadami utrzymania czystości i standardami sanitarnymi. Dbający rzeczywiście o swoją markę (a nie tylko o wizerunek w mediach) administrator aquaparku nie powinien więc ukrywać prawdy o tym, że doszło do takiego czy innego incydentu w obiekcie. To wszak okazja, by pokazać czy się było nań przygotowanym, czy nie. Czy procedury zadziałały właściwie, czy należy je zmienić. Utajnianie zawsze sugeruje, że coś poszło nie tak. Niestety, powszechna praktyka jest nieco inna. Niektórym zarządcom wręcz pomylił się obiekt, którym zarządzają, a więc kompleks sportowo-rekreacyjny z basenami, saunami i zjeżdżalniami, z jakimś ściśle tajnym ośrodkiem wojskowym, czy fabryką rakiet kosmicznych. W swoim czasie widziałem na przykład wzór umowy o pracę, jaką jeden z dolnośląskich aquaparków podpisuje z ratownikami. 2/3 dokumentu dotyczyło tajności wszystkiego, co dzieje się w pracy, łącznie z wymogiem zagwarantowania, że przesyłany mailem grafik dyżurów będzie chroniony przed dostępem osób niezatrudnionych. Tego typu działania, poza tym, że są śmieszne, są niebezpieczne dla samych pomysłodawców. Wzbudzają one niezdrową sensację wśród pracowników, powodują, że mają oni kłopot z lojalnością wobec pracodawcy, a w końcu część z nich „wynosi informacje na zewnątrz”. Natomiast jest jedna sfera działalności, w której uzasadniona jest daleko posunięta dyskrecja. To procedury specjalne i sposoby reagowania w sytuacjach nadzwyczajnych. We wrocławskim i trzebnickim aquaparku opracowywaliśmy je wspólnie ze szkoleniowcami policyjnych antyterrorystów. Dlaczego? Ano dlatego, że obiekt użyteczności publicznej, w którym jednorazowo może przebywać nawet kilkaset bezbronnych osób, to cel szczególny dla ewentualnych zamachów terrorystycznych. Ale opracowując scenariusze reagowania, rozważaliśmy nie tylko próby wzięcia zakładników, zamachy bombowe czy inne akty terroru. Braliśmy też pod uwagę zwykłą panikę podczas niegroźnego zadymienia, zamieszki w strefie kasowej,  czy kradzieże i wymuszenia. Wszystko to, co można było przewidzieć, wiedząc jaki będzie charakter działalności i frekwencja. W oczywisty sposób informacje o tym, jakie są algorytmy postępowania w poszczególnych sytuacjach zagrożenia, są poufne. I tę poufność należy zrozumieć i docenić, bo ona nie ma nic wspólnego z zatajaniem zdarzeń nadzwyczajnych. Nie zdradzając metod postępowania, nie ułatwiamy działań przestępcom i nie czynimy im instruktażu jak ominąć nasze procedury – mówi Krzysztof Kiniorski, były dyrektor Wrocławskiego Parku Wodnego oraz były prezes Trzebnickiego Parku Wodnego „Zdrój”.

Oszczędzamy na Waszym bezpieczeństwie

Wszystkie niebezpieczne sytuacje na basenach gdzieś w tle mają błąd człowieka. Albo jest to łamanie regulaminu przez klienta, albo niedostateczna czujność ratowników, albo niewłaściwy nadzór nad technologią wody basenowej. Dzisiaj budowane baseny to obiekty tak nowoczesne, tak dalece naszpikowane elektroniką, że bardzo wiele najbardziej pochłaniających uwagę i najżmudniejszych czynności przejęły komputery. Ale to nie znaczy, że tej maszynerii można nie kontrolować . Istnienie monitoringu nie zwalnia ani ochroniarzy, ani tym bardziej ratowników z obowiązku czujności. Tymczasem często się zdarza, że nowoczesność techniki tę czujność usypia. Sama technika też bywa zawodna. Pamiętam bardzo groźny wypadek rozszczelnienia instalacji gazowej we wrocławskim aquaparku. Nastąpiło to w pomieszczeniu, w którym była czujka gazowa. Miejsce ulatniania było niemal bezpośrednio pod nią. Czujnik nie zadziałał, alarm się nie włączył. Gdyby technicy nie wykonali sumiennie swojego obowiązku obchodu wszystkich pomieszczeń, zapewne skutki byłyby tragiczne. Skończyło się na ewakuacji niewielkiej grupki osób i interwencji strażaków oraz pogotowia gazowego. Niestety, nie wszystkie zdarzenia kończą się tak szczęśliwie. Myślę, że ciągle pamiętamy o tych najbardziej dramatycznych zdarzeniach, w których ktoś czyjś błąd przypłacił życiem. Nie tak dawno w jednym z najnowocześniejszych obiektów w Polsce utonęło dziecko. Wcześniej podobne wypadki również zdarzały się w innych aquaparkach. Są to rzadkie zdarzenia, ale niestety na tyle tragiczne, że pozostawiają traumę w psychice całego personelu. Tym trudniej mi zrozumieć ludzi, którzy – decydując się na budowę czy zarządzanie  aquaparkami – chcą oszczędzać na bezpieczeństwie klientów. Spotkałem się z opinią, że ratownicy są niepotrzebni, bo „tylko stoją i nic nie robią”. Że niepotrzebne jest drogie i nowoczesne wyposażenie medyczne, na przykład defibrylator, „bo przecież i tak wzywa się karetkę”. Sam nie chciałbym być klientem obiektu, w którym w ten sposób decyduje się o szansach na przeżycie człowieka w przypadku zasłabnięcia czy innego nieszczęśliwego zdarzenia. Ratownik, technik, ochroniarz czy kasjer mogą się pomylić zawsze, mają prawo do swoich błędów, chociaż ich skutki mogą być poważne. Ale ktoś, kto zarządzając ich pracą opracowuje procedury bezpieczeństwa, nie może sobie pozwolić na brak wyobraźni. Bo tragizm skutków może przekraczać wszelkie wyobrażenia. Tak, jak miało to miejsce w moskiewskim aquaparku, w którym banalne niedopatrzenie i nie odśnieżenie dachu spowodowało katastrofę budowlaną i śmierć kilkudziesięciu osób w lodowatej wodzie, pod gruzami zawalonego kompleksu wyjaśnia Krzysztof Kiniorski. Jednakże prezes bądź dyrektor obiektu jest tylko marionetką w rękach swojego pryncypała. A sprzeciw wiąże się z usunięciem ze stanowiska i powołaniem nowego zarządcy, który będzie naiwnie wykonywał polecenia burmistrza, bądź prezydenta miasta.

Zastanawiacie się teraz, czy korzystać z basenów, czy znaleźć sobie inne zajęcie? Krzysztof Kiniorski zachęca do korzystania, poprzedzonego każdorazowo dwiema ważnymi czynnościami. Po pierwsze – wnikliwą lekturą regulaminu i zasad korzystania z obiektu. Z moich obserwacji wynika bowiem, że edukacja wodna Polaków jest ogólnie na zatrważająco niskim poziomie. Chodzimy do aquaparków, nie mając pojęcia o tym, co w nich wolno, a czego nie; co jest dobrze widziane, a co jest zwykłym nietaktem wobec personelu i pozostałych klientów obiektu dodaje Kiniorski. Po drugie równie wnikliwą obserwację czystości wszystkich powierzchni, od szatni, przez prysznice po nabrzeża i dno niecek basenowych oraz obserwację procedur ratowniczych. Jeśli higiena obiektu i czujność jego ratowników będą zawodne, to sygnał, by szukać innego aquaparku.

Autor | Marta Burchacka