Cezary Iber: Widzowie na pewno będą się śmiać

Z Cezarym Iberem, reżyserem „Garnituru Prezydenta”, który 5 marca będzie miał premierę we Wrocławskim Teatrze Współczesnym rozmawia Tatiana Drzycimska.


Byłeś jedną z pierwszych osób, które w lecie ubiegłego roku mogły przeczytać „Garnitur Prezydenta” Maliny Prześlugi po zakończeniu obrad jury konkursu dramaturgicznego strefy_kontaktu 2016, ogłoszonego wspólnie przez Wrocławski Teatr Współczesny i Miasto Wrocław. Przygotowywałeś pokaz fragmentów nagrodzonych sztuk na październikową Galę wręczenia nagród.

CEZARY IBER: – Pierwsza rzecz, która mnie uderzyła w tym tekście to fakt, że Malina potraktowała bardzo ostro i dramaturgię, i literaturę, i współczesny teatr, i Polskę – konwenanse, symbole, politykę, rozmaite klisze. Użyła tego bardzo świadomie, nikogo nie obrażając, pokazując jednak najistotniejsze zjawiska. Czyli dokonała tego, czego tak naprawdę sztuka powinna dokonywać – pokazała rzeczywistość. W sposób artystyczny. Uważam, że zadaniem sztuki jest uwrażliwianie odbiorcy, pokazywanie prawdy i ulepszanie świata. Z jednej strony dramat mnie przerażał, bo jest groteską polityczną o Polsce, a groteska i polityka jako takie mnie nie pasjonują, a z drugiej – było to bardzo podniecające, ponieważ sztuka została świetnie, emocjonalnie napisana.

Dużo skreślasz w tekście w trakcie prób?

CEZARY IBER: – Nie, bardzo niedużo. Nad podziw mało. Malina czuje teatr.

Jesteś znany z umiejętności łączenia konwencji i stylów. Jakie to będzie przedstawienie?

CEZARY IBER: – Widzowie na pewno będą się śmiać. W tekście jest dużo komizmu. Ten rodzaj komizmu towarzyszy nam często w życiu. Szedłem niedawno ulicą w Warszawie i nagle widzę szyld: „Bar irlandzki – kuchnia azjatycka”. Bardzo mnie to rozśmieszyło. O śmiech się nie martwię. Skupiam się przede wszystkim na tym, żeby tekst funkcjonował autentycznie w ustach i w ciałach aktorów. Nie jest to proste, bo Malina Prześluga posłużyła się symbolami. Mamy w sztuce między innymi takie postaci: Niezwykle Charakterystyczny Człowiek, Kowalska, Delegacja, Orzełek, Bocianek. Zagranie symbolu jest piekielnie trudne – ściągnięcie go na scenę, sprawienie, żeby zaczął żyć, żeby nie stał się wydmuszką.

Oczywiście, tekst jest groteską, przerysowaniem – i stosujemy te elementy – ale ciągnie mnie też mocno w kierunku tego, co dramatyczne. Nakładam na to wszystko jeszcze inne warstwy, które bardzo lubię w teatrze: autoironię i dystans aktorów, elementy metody Stanisławskiego, Brechtowski efekt obcości. W jednym momencie gramy, a w drugim komentujemy to. Sporą rolę odgrywa taniec, który ma pobudzić ciała aktorów. Pracujemy tak naprawdę na wielu płaszczyznach tekstu, na wielu odmianach technik aktorskich, na wielu warstwach przekazu, który, mam nadzieję, będzie czytelny dla widza.

Rozmawiała | Tatiana Drzycimska

  • Zdjęcie | Tomasz Augustyn / WTW