China Miéville: Dworzec Perdido [RECENZJA]

Przyznam, że gdy zgodziłem się na cotygodniowe publikowanie recenzji książki z kanonu fantasy według Andrzeja Sapkowskiego, miałem pewne obawy, że nie podołam, że polegnę gdzieś przy trzecim podejściu. Jednak chciałem, a może nawet musiałem spróbować, by zmobilizować się do regularnego czytania (i pisania przy okazji). I z radością mogę stwierdzić, że jak na razie się udaje. Dziś mogę Was zaprosić do przeczytania kolejnej, czwartej już, krótkiej recenzji książki, która była nie lada wyzwaniem i przy której prawie się poddałem, a mówię o “Dworcu Perdido” Chiny Mieville’a.

Powieść ta, już nie taka świeża, bo wydana w 2000 roku (w 2003 w Polsce), otrzymała nagrodę British Fantasy Society i nagrodę im. Arthura C. Clarke’a, była nominowana do Nebuli i Hugo w kategorii „Najlepsza powieść”, do World Fantasy Award oraz wyróżnienia przyznawanego przez British Science Fiction Association. Jak widać całkiem sporo wyróżnień. Dodatkowo za wszystkie swoje powieści China zdobył w sumie 14 nagród i mnóstwo nominacji, więc już to powinno być wystarczająco zachętą, by sięgnąć po jego książki, ale zdaję sobie sprawę, że dla niektórych to nic nie znaczy.

W “Dworcu Perdido” Mieville zabierze nas do futurystycznego świata, do Nowego Crobuzon, miasta-molocha, w którym zaleje nas mnogość ras, kultur i ich religii. I z początku naprawdę możemy się utopić, jeśli za szybko wypłyniemy na głęboką wodę. China Mieville nie ograniczał się do poruszania się po utartych schematach, puścił wodze wyobraźni, dzięki czemu jego wizja świata jest niesamowita. A gdy dodamy do tego język, jakim się posługuje, długie, barwne zdania, z mnóstwem słów, których większość ludzi ma prawo nie znać, trzeba sobie jego powieść dawkować. To nie jest utwór, który połkniemy w jeden czy dwa wieczory, który można czytać wszędzie. Tutaj trzeba skupienia, umysł musi wejść na wysokie (o ile nie najwyższe) obroty, bo nawet najmniejsze rozproszenie uwagi, może skutkować zgubieniem się w Nowym Crobuzon i jego zawiłościach. A chyba nikt nie lubi porzucać nieskończonej książki.

Głównym bohaterem jest naukowiec, trochę wyśmiewany, odrzucony przez społeczność  Isaac Dan der Grimnebulin, udzielający pomocy ptakopodobnej istocie, zwanej Garudą, która okaleczona przez swoich pobratymców, znów pragnie wznieść się w powietrze. Wydaje się, że nie jest to specjalnie wyszukana fabuła, ale nic bardziej mylnego. Multum wątków, postaci, ich historii i motywów jakie nimi kierują wystarczyłoby na kilka książek, a i tak pozostałyby interesujące.

Dworzec wymyka się ramom gatunkowym, Mieville miesza tu fantasy z science-ficiton, steampunk i noir z antyutopią. Jego świat tętni życiem, bohaterowie są wyraziści, a jego wizja odznacza się na tle wielu fantastycznych powieści, które tylko podążają utartymi wcześniej ścieżkami. “Dworzec Perdido” nie jest łatwy w odbiorze, na fabułę można narzekać, że może jednak za mało akcji, że wolno się rozkręca, że momentami jest rozwleczona, ale to absolutnie nie umniejsza wielkości tej pozycji.

W przeciwieństwie do moich wcześniejszych recenzji, nie będę nikogo zachęcał, bo wiem, że to ciężki kawałek prozy i nie każdy podoła, ale jeśli masz w sobie wystarczająco dużo samozaparcia, to przeczytasz Dworzec nawet bez zachęty. I nie zawiedziesz się.

Od tej recenzji postanowiłem, że na końcu będę zdradzał, recenzja jakiej książki ukaże się w przyszłym tygodniu. Tak też czynię: za tydzień recenzja “Krainy Chichów” Jonathana Carolla.

Autor | Robert Plesowicz


WCZEŚNIEJSZE RECENZJE: