„Chroma. Księga kolorów” w teatrze Muzycznym Capitol miała prapremierę 27 lipca tego roku. Reżyserował Rafał Matusz, w rolach głównych wystąpili Przemysław Kozłowski i Błażej Wojcik. Spektakl powstał w koprodukcji Capitolu i Wrocławskiego Teatru Współczesnego w ramach Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Nowe Horyzonty. Ta podróż jest niestety mniej kolorowa, niż byśmy chcieli. 

Światowa prapremiera spektaklu na podstawie tekstu Dereka Jarmana wzbudzała oczekiwania. Wchodząc  w teatralną przestrzeń z pewnego rodzaju lękiem, bardzo chciałam by się spełniły. Transowy taniec aktorów w migającym niebieskim świetle rozpoczynał podróż po serii różnokolorowych opowieści i songów ślepnącego i umierającego na Aids artysty. Książki nie czytałam. Podobno jest boleśnie piękna. Dotkliwie opowiada o emocjach Jermana, którego czas się kończy. Wszystko o czym pisał, robił z pamięci, bo już obraz nie był wyraźny. W tym spektaklu wszystko jest wyraźne oprócz… reżyserii. Wyraźna jest praca dwóch bardzo dobrych aktorów, świetna muzyka, barwna i wysmakowana oprawa wizualna oraz sama historia. Bardzo na czasie. Bardzo potrzebna. Szkoda, że Rafałowi Matuszowi zabrakło na nią pomysłu. Aktorzy robią co mogą, by utrzymać uwagę widza. Po kolejnym z kolorów tęczy zastanawiałam się, ile ich jeszcze jest. Niestety ta podroż jest zbyt długa i jako całość niewiele mnie obchodzi. Owszem, są momenty ważne i skupiające emocje na fragmentach tekstu, grze aktorów, ruchu ręki czy błysku w oku. Doceniam detale, które robią ”to coś”.

Błażej Wójcik w swojej wrażliwości, delikatności dźwiga ciężar postaci – chorego geja, wybitnego artysty, który walczy o każdą chwilę życia. O to, by móc mowić, by widzieć, by kogoś obchodził jego los. Jest przepięknie niewinny w swoim songu pełnym wulgarnych słów, obrazujących krzywozwierciadłowo jestestwo homoseksualisty. Nagi, bezbronny i zarazem silny w swojej wypowiedzi woła o pomoc. Chciałby zachować swoją godność, chciałby moc iść z wyprostowanymi ramionami, z podniesionym czołem. Mieć prawo do tego by spokojnie uprawiać swój zawód, piękny ogród, malować, tworzyć. Jego cierpienie przeplata się ze zwyczajną ludzką chęcią przeżycia za wszelką cenę i bezsilnością artysty.

Alter ego Wójcika-Jermana, aktor WTW Przemysław Kozłowski pokazał się podczas premiery w nieco słabszej formie. Nie z powodu braków warsztatowych, bo ich nie ma. Coś jednak nie zagrało. Nie znam powodu. Mogę tylko domniemywać, iż nie uwierzył w tę postać, nie uwierzył reżyserowi w jego sposób prowadzenia roli. A jak wiemy, jeśli w aktorze nie ma wiary, nie ma zaufania, to nie ma prawdy na scenie. 

Poetyckie eseje Dereka Jarmana o miłości, braku, tęsknocie, rownouprawnieniu osób LGBT mimo, iż pisane w latach dziewięćdziesiątych są niezwykle współczesne. Jakby historia zatoczyła koło. Dziś znów pluje się na homoseksualistów, a co niektórzy heteronormatywni zawłaszczają sobie prawo do decydowania czy wolno tym popaprańcom trzymać się publicznie za ręce. Czy wolno im żyć w naszym świecie bez lęku. Spektakl „Chroma. Księga kolorów” jest ważnym głosem w sprawie o równość i tolerancję.

Scenariusz, dramaturgia, reżyseria, scenografia, kostiumy: Rafał Matusz i Paweł Świerczek,
Przekład: Paweł Świerczek,
Kierownictwo muzyczne: Piotr Dziubek,
Multimedia: Zachariasz Jędrzejczyk,
Choreografia: Małgorzata Fijałkowska,
Reżyseria światła: Jakub Frączek,
Muzyka na żywo: Katarzyna Płachta-Styrna (altówka) i Emilia Danilecka (wiolonczela)
Obsada
Przemysław Kozłowski (Wrocławski Teatr Współczesny) i Błażej Wójcik


Autorka:Sabina Misakiewicz
Zdjęcia: BTW Photographers