- REKLAMA -

– Papieżu Klemensie! Rycerzu Wilhelmie! Królu Filipie! Zanim rok minie powołuję was przed sąd Boży po sprawiedliwą karę. Przeklęci! Wszyscy przeklęci po trzynaste pokolenie waszego rodu! – krzyczał palony na stosie Jacques de Molay w stronę swoich oprawców. Nie była to persona zupełnie przypadkowa. Skazany na śmierć przez francuskie władze został sam mistrz zakonu templariuszy.

Rzecz staje się tym bardziej intrygująca, gdy uświadomimy sobie, że do uwięzienia wielkiego mistrza doszło w piątek – 13 października 1307 roku. Oskarżenia, jakimi obarczono Jakuba de Molay’a były wyssane z palca: herezja, stosowanie czarów, homoseksualizm, dzieciobójstwo, wyrzeczenie się Chrystusa, bezczeszczenie krzyża oraz czczenie demona o imieniu Baphomet. Nawet jak na średniowieczne realia, takie zarzuty wydają się być czystą fantastyką. Razem z mistrzem do więzienia wtrącono 60 innych templariuszy. Czym zakon zawinił?

Powodem były oczywiście pieniądze. Całe królestwa, prowincje, wszyscy władcy, rycerze i biskupi byli zadłużeni u zakonu, którego wpływy na przełomie XIII i XIV wieku były ogromne. Dysponowali kapitałem nieporównywalnym z żadnym innym współczesnym gigantem pokroju Apple, czy Coca-Cola Company. Długi zapożyczonych rosły, zobowiązania dręczyły, a koszta zawsze przewyższały wydatki. Pierwszym, który zdecydował się na łatwą drogę spłacenia należności był największy dłużnik, król Francji Filip IV Piękny. To jego straż dokonała aresztowania Molaya i pozostałych templariuszy. Zakonni rycerze nie stawiali oporów, wierząc, że nic złego nie może ich spotkać.

W ciągu jednego dnia upadło wielkie dzieło budowane przez 200 lat. Ten dzień na kilka dekad powstrzymał rozwój cywilizacji. Najciekawszy eksperyment w dziejach Europy, jakim był rozbudowany, międzynarodowy zakon z olbrzymimi środkami i wpływami w całym znanym świecie, przerwała nienawiść i pazerność dwóch ludzi – króla Filipa IV i znanego z okrucieństwa szefa jego tajnej policji politycznej Wilhelma Nogareta.

Przez 7 lat zakonnicy byli torturowani i przetrzymywani w lochach własnej twierdzy Temple. W tym czasie urzędujący w Avinionie i zależny od Filipa papież Klemens V rozwiązał zakon (1312 rok). Jakub de Molay nie przyznawał się początkowo do winy, ale z czasem uległ zmęczony torturami. Gdy zebrał w sobie siły, by odwołać swoje zeznania było już za późno. Król postanowił spalić go na stosie.

To właśnie wtedy mistrz wypowiedział swoją klątwę. Przekleństwo okazało się nadzwyczaj skuteczne: papież zmarł miesiąc po egzekucji z powodu dyzenterii, a jego ciało zostało spopielone na katafalku przez piorun, który wpadł przez okno kościoła. Niektóre źródła podają, że przyczyną śmierci było otrucie przez mnicha, który dosypał trucizny do wina mszalnego Klemensa. Kilka miesięcy po spaleniu mistrza zmarł też Filip IV. Okoliczności jego śmierci do dziś pozostają nieznanie. Pewne poszlaki wskazują na otrucie.

Klątwa nie osłabła nawet przez pięć następnych stuleci. Ostatni władca Królestwa Francji, Ludwik XVI, 21 stycznia 1793 roku został ścięty gilotyną. Według legendy jakiś mężczyzna z tłumu na paryskim placu Rewolucji krzyknął donośnym głosem: „Jakubie de Molay, zostałeś pomszczony!”.

Historia Jakuba de Molay’a przetrwała do dziś. Odbicie postaci znajdziemy w książkach, obrazach, grafikach, a nawet grach komputerowych. Oto przykład z Assassin’s Creed Unity:

 


Autor: Wojciech Kosek
Obraz: redvulpesART [deviantart.com]