Sparingi w środku przygotowań nie powiedzą wszystkiego o drużynie. Zwłaszcza, jeśli treningi są czysto kondycyjne i widać to po grze drużyny. Niemniej parę wniosków można wyciągnąć po spotkaniu faworytów grupy B w II lidze.

Koszykarze Śląska mają za sobą już dwa sparingi / fot. Grzegorz Guła

W poniedziałek, na neutralnym terenie, spotkał się Śląsk ze Stalą Ostrów. Swoista zapowiedź pierwszej kolejki nowego sezonu wypadła remisowo (66:66), na boisku odpuszczania nie było, a Radosław Hyży zagrał tylko kilka minut. Zatem co można powiedzieć o wrocławianach?

Zacznijmy od początku, czyli od rozegrania. Na chwilę obecną jest to najsłabszy element w tej drużynie. Ten sezon będzie wielkim testem dla Norberta Kulona, który wreszcie będzie grał o wynik, z mocniejszymi partnerami i presją gdzieś w głowie. Wprawdzie niewielu oczekuje od niego fajerwerków, ale ma szanse pokazać, że nadaje się na więcej, niż II liga i rozgrywki juniorskie. Pierwszym rozgrywającym ma być Marcin Kowalski i niech jak najszybciej wraca do zdrowia. Problemy z kreowaniem akcji, wyszukiwaniem partnerów oraz przede wszystkim – straszenie własnymi umiejętnościami i koncentrowanie na sobie obrońców – tego brakuje Śląskowi. Na tej pozycji. Testowany Kruk się nie sprawdza i o wiele lepiej, żeby więcej czasu dostawali młodzi wrocławianie, niż on. Plus skład jest na tyle szeroki, że nie ma sensu go trzymać moim zdaniem.

Na obwodzie króluje Grygiel. Powrót do Wrocławia może być udany – ten gość będzie walczył o koronę króla strzelców rozgrywek. Cechuje go naprawdę solidny rzut, zwłaszcza z dystansu, dobre wyjścia po zasłonach i wykorzystanie dogodnych pozycji. Plus ma niezłą windę w nogach, a główny zarzut to chyba obrona – zwłaszcza po zasłonach niesamowicie zostaje. Taki nasz lokalny Andrzej Pluta.

Jeśli akurat na ławce będzie siedział Mirosław Łopatka, to WKS może się stać najszybszą drużyną rozgrywek. Potencjał do fajnego biegania w tej drużynie drzemie ogromny, więc jeśli będzie okazja, to spokojnie kilka ekip może zostać zabieganych. O ile oczywiście na to pozwoli trener i taktyka.

Podkoszowi. Najmniej na razie zyskuje Bodziński. Momentami jakby przesadnie „podpalony”, miał problem z odnalezieniem się na boisku i chyba w drużynie. Można odnieść wrażenie, że cierpi przez zbyt dużą konkurencję i za mało własnego doświadczenia w grze przeciwko graczom starszym niż na MP u-20. Duża nauka przed nim, ale jeśli tylko skorzysta z wiedzy partnerów z drużyny – może być spory postęp.

Mirosław Łopatka. Ponoć w sparingu z Pleszewem wyglądał jakby miał dwa razy więcej lat. A i tak młodzieniaszkiem nie jest. W starciu ze Stalą można było odnieść wrażenie nieco inne. Pomijam fakt, że zdobył wszystkie punkty Śląska w pierwszej kwarcie – bo wtedy cały team grał beznadziejnie. Ale cały mecz prezentował doświadczenie, umiejętność ustawienia się i skuteczność nie tylko spod kosza. Przede wszystkim wrażenie robiło sporo boiskowej mądrości i pewności, gdzie się ustawić, żeby nie trzeba było bez sensu skakać. Kondycyjnie gigantem nie jest, ciekawe jak się będzie prezentował po obozie kondycyjnym – tak na świeżości.

Hyży zagrał bardzo krótko, więc nie sposób coś tu powiedzieć. Mam nadzieję, że wprowadzi przede wszystkim trochę obrony pod kosz, bo w tym elemencie zespół wyglądał mocno przeciętnie. A Dryjański robił pod obiema tablicami co chciał.

Trenerzy. Jest kilka zagrywek, widać że zespół trenuje parę fajnych zagrań. W obronie też wygląda to na tyle, na ile pozwala skład. I niby wszystko w porządku, gdyby nie końcówka. Nie wiem, czemu nie zagrał Łopatka, który był najlepszym strzelcem zespołu – ale to szczegół. Śląsk prowadził na dwanaście sekund do końca trzema oczkami. I co? I pozwolił na rzut zza linii 6,75. Wprawdzie zdania są podzielone, ale dla mnie to niedopuszczalne, zwłaszcza że rzut był ze stosunkowo czystej pozycji. Po chwili była akcja na zwycięstwo i niemal konsternacja, że najlepszy gracz na boisku – Grygiel – jest szczelnie kryty. Więc podanie na róg boiska do Bodzińskiego i dziwny rzut z odchylenia, bez szans na sukces. W skrócie – końcówka zmarnowana koncertowo. Oby każdy wziął sobie to do serca, bo teraz to nieważne, ale w lidze na takie niedopatrzenia pozwolić sobie nie można.

Za miesiąc startuje II liga. Dwudziestego czwartego dnia września obie ekipy zmierzą się we Wrocławiu. Ekipa WKS-u zaprezentowała się całkiem dobrze – teraz trzeba się zgrać i odzyskać świeżość. Bo niestety było widać, że z poprzedniego składu zostało niewielu zawodników i większość jest nowa.

Na co stać drużynę trenera Kalwasińskiego w tym sezonie? Po jednym sparingu trudno wyrokować, ale półfinał play-off powinien być celem minimum. Zbilansowana ekipa (o ile pierwszy rozgrywający się sprawdzi), z możliwościami gry szybkiej, jak i ustawionej. Pomieszanie młodości i doświadczenia. Wychowanków i gwiazd. Ciekawe, czy będzie w stanie ściągnąć do Kosynierki tłumy kibiców. Jednego już ma. Po tym co zobaczyłem, liczę że w tym sezonie będzie można zobaczyć całkiem niezły basket w wykonaniu II-ligowego Śląska.

(Michał Rodziewicz / 3sekundy.com)