Będzie ostro, ale osobiście wolę wyłożyć od razu kawę na ławę, niż owijać w bawełnę i słodzić. Moje wkurzenie wczoraj sięgnęło zenitu. Otwierasz gazetę – wyjątkowa szansa Legii. Włączasz tv – Legia przed wspaniałą szansą. Odpalasz jakikolwiek portal – Legia to, Legia tamto. Same „ochy” i „achy”. A jak się skończyło wszyscy wiemy.

Cholernie mnie irytowało, że dosłownie każdy warszawski (a raczej pracujący w Warszawie) dziennikarz „robi loda z połykiem” stołecznej drużynie. To było wręcz niesmaczne, kiedy po remisie w Bukareszcie większość ludzi się popadła w zachwyt nad niesamowitą szansą ekipy Jana Urbana. Tego nie było nawet wtedy, gdy bardzo blisko awansu była Wisła Kraków. Wczoraj nadmuchiwany do granic niemożliwości balon pękł z hukiem. I szczerze? Bardzo dobrze! Mam totalnie gdzieś punkty do rankingu UEFA. Nigdy nie byłem i nie będę kibicem Legii. Sympatyzować w pucharach mogę jedynie za moim ukochanym Śląskiem, oraz za naszymi zgodami. Nikomu, powtarzam nikomu więcej nie kibicuję. Nie kibicuję Legii, „Lechowi”, czy Piastowi Gliwice, bo i po co. Co ja mam do Gliwic czy Poznania, w którym zresztą mogłem mieszkać od urodzenia, gdyby życie moich rodziców potoczyłoby się inaczej? Nic, absolutnie nic i po prostu najzwyczajniej w świecie nie będę kibicował tym drużynom podczas ich gry w Europie. Nie będę też im życzył porażki za wszelką cenę, ale autentycznie ich wyniki mnie po prostu ziębią. Wiecie, że nie oglądałem wczorajszego meczu? Po złości, dlatego że wiedziałem, że komentatorzy będą znowu zachwycali się stylem gry. Poszedłem na wódkę, wypić za rocznicę ślubu kolegi (kondolencje stary!), jednak z komórki zerkałem na relację tekstową. Tyle, że przez pierwsze 9 minut meczu, potem mogłem się wreszcie spokojnie zrelaksować. Balon pękł i dobrze. Wiadomość pozytywna? Legia Warszawa nie doznała żadnej porażki w bieżącej edycji Ligi Mistrzów.

 

Autor: Aleksander Janik

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułSenior z pasją na Targach Senioralnych
Następny artykułŚrodowa Sabina Misakiewicz: Musiałam wrócić
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.