„Crazy God”: Świat nieskończenie drobnych szczegółów

„Crazy God” to zbiór nieoczywistych teatralnych doświadczeń i impresji – Michał Hernes recenzuje nowy spektakl Teatru Pieśni Kozła, który miał swoją premierę na otwarciu tegorocznej edycji Brave Festival.

Peter Brook napisał, że „wyjątkowość Szekspira polega na tym, że choć każda realizacja teatralna czy filmowa musi znaleźć własny kształt i formę, słowa tekstu nie należą do przeszłości. Są źródłami, które potrafią stwarzać i wypełniać wciąż nowe formy”. Świetnym tego przykładem jest spektakl „Crazy God” Grzegorza Brala. Ta teatralna perełka to także dowodów na tezę Brooka, że to, co można znaleźć u Szekspira nie ma kresu. Bral po raz kolejny starał się iść za jego przykładem, unikając jednocześnie pedanterii. Być może bliskie jest mu afrykańskie powiedzenie: „Traktowanie czegokolwiek zbyt poważnie nie jest zbyt poważne”.

Polski reżyser, podobnie jak autor „Burzy”, starannie przygotowuje swoje spektakle, nie unikając pytań, dyskusji, prób i błędów. W „Crazy God” zachwyciła mnie bezpretensjonalność, rytm i mistyczny powrót do teatralnych korzeni. W tym intrygującym dziele spotkały się ze sobą szekspirowski „Hamlet”, „Skowyt” Allana Ginsberga i „HamletMachine” Heinera Müllera.

Spektakl Brala to – parafrazując słowa Petera Brooka – jedna długa, meandrująca fraza, która kończy się wraz z końcem sztuki. W Teatrze Pieśni Kozła ruch i muzyka od początku do końca przyciągają uwagę widzów, a scenografia nie jest niezbędna. Tempo i puls spektaklu naturalnie prowadzą od jednej sceny do drugiej. Nasuwa mi to skojarzenia z niepowstrzymywanym rytmem teatru elżbietańskiego, o którym śnię i marzę, a który mogę zobaczyć i poczuć za sprawą Teatru Pieśni Kozła. Przywołując słowa Brooka: „Każda scena wprowadza kolejną, nie zwalniając uwagi widza”. To ciągłe parcie naprzód wynika z (powołując się na refleksje Brooka) kontrastów, nieoczekiwanych zmian tonu, rytmu i natężenia intensywności.

Każda z odrębnych scen w „Crazy God” ma początek, środek i koniec. Uważam, że jest to bardzo szekspirowskie. Do tego doszedł szereg nut, ten – że znów zacytuję Brooka – „świat nieskończenie drobnych szczegółów, które istnieją tylko dlatego, że stanowią część frazy. A fraza z kolei jest czymś nieodłącznym od ruchu naprzód – tak jak w mowie fraza to myśl, która przygotowuje do kolejnej i ją wprowadza”.

Autor | Michał Hernes

– Zdjęcia | Marek Maziarz / BTW photographers