„Cuda z nieba” [RECENZJA]

Oglądając Cuda z nieba długo się zastanawiałem dlaczego ten film mi się nie podoba, dlaczego jest on aż taki zły. Odpowiedz na pytanie wcale nie okazała się prosta, choć, co muszę zaznaczyć, jest bardzo subiektywna – pisze Patryk Wolny.

Przedstawiona w filmie historia jest inspirowana faktami. Jako ciekawostkę i swoistą przeciwwagę dodam, że dla przykładu taka Zjawa, za rolę w której DiCaprio dostał Oscara, także jest częściowo inspirowana faktami. Wracając jednak do filmu: Anna Beam, pozornie zwykła dziewczyna z kochającej, chrześcijańskiej rodziny nagle zapada na bardzo ciężką chorobę. Część jej układu pokarmowego zostaje sparaliżowana, przez co organizm nie trawi przyjmowanego przez nią pokarmu. Konsekwencją tego są silne bóle. Lekarze są bezradni.

Anna przygotowując się na śmierć spędza ostatnie swoje chwile z rodziną, gdy zdarza się wypadek. Podczas zabawy przy starym drzewie dziewczynka wpada w jego spróchniały konar. Prawdziwy cud: dziewczynka przeżyła upadek z wysokości kilku metrów, spadając głową w dół. Jednak jak się okazuje, miała ona dużo więcej szczęścia i nie dość, że spadając nie odniosła żadnych poważniejszych obrażeń, to w dodatku upadek sprawił, że jej choroba odeszła. Anna wyzdrowiała. Rzekłbym: co cię nie zabije, to cię wzmocni.

W filmie oprócz Anny, w postać której wcieliła się Kylie Rogers, zobaczymy także Jennifer Garner w roli Christy Beam: kochającej mamy trójki dziewczynek oraz wiernej żony, dzielnie wspierającej karierę weterynaryjną swojego męża Kevina (Martin Henderson). Gra aktorska prezentuje się na przyzwoitym poziomie: nie odrzuca widza od ekranu, ale także nie zapada szczególnie w pamięć. Po prostu dobrze wykonana rzemieślnicza robota.

Cuda z nieba to przyjemne kino familijne dla osób, którym nie przeszkadza propagandowe brzmienie przedstawionej historii. Film nakręcony przez osoby wierzące, opowiadający o prawdziwie chrześcijańskiej rodzinie w konsekwencji czego skierowany także do widzów głęboko wierzących. Całe tło: lekarze, dziennikarze są kreśleni pod jeden schemat. Reporterzy przedstawieni są jako osoby złośliwe i niewierzące, natomiast lekarze, jak to służba zdrowia, są zarozumiali i cyniczni.

Filmu w moim odczuciu nie ratuje gra aktorska ani fakt, że został oparty na faktach. Nie wierzę w takie fakty a reżyser Patricia Riggen wcale nie szukała wyjścia, alternatywnego sposobu przedstawienia tej historii tak, by pozostał dobry film familijny z nadzieją, wiarą w ludzi. Ostatecznie to właśnie o nadzieję w tym filmie chodziło, bo jest on pełen ludzkiej miłości, łzawych, ściskających za serce scen, jednak pomimo wszystko nie potrafię go polubić.

Autor | Patryk Wolny

Film obejrzałem dzięki uprzejmości Multikina.