Czarno-Białe Oscary

– Dziś honorujemy najlepszych i najbielszych ludzi w Hollywood – mówił Neil Patrick Harris podczas otwarcia zeszłorocznej gali rozdania Oscarów.

Raz już przyszło zmierzyć mi się z tematem rasizmu, który niespodziewanie wypływa, a później unosi się i czeka, aż ktoś przyjdzie i wreszcie coś z nim zrobi. Była to sprawa nagrody World Fantasy Award w kształcie popiersia znakomitego pisarza H.P Lovecrafta, który przecież był rasistą. WFA po fali narzekań w końcu zareagowało i zapowiedziało, że zmieni wizerunek nagrody. Nigdy więcej Lovecrafta, nigdy, nawet jeśli dobrym pisarzem był.

Przytoczona powyżej wypowiedź Neila Patricka Harrisa uświadomiła mi, że chociaż Lovecraft przynajmniej sobie zasłużył, bo faktycznie był rasistą, to wcale nie trzeba mieć złych intencji: wystarczy bowiem kilka pozornie błędnych decyzji i proszę, jesteś pan złym człowiekiem – nawet jeśli to tylko żart.

Problem całkiem realny, czyli krótka historia czarnego kina

Historia wyraźnie pokazuje, że ciemnoskórzy aktorzy nie byli rozpieszczani przez Akademię Filmową. Pierwszy Oskar został przyznany osobie czarnoskórej w 1940 roku: otrzymała go aktorka Hattie McDaniel za najlepszą rolę drugoplanową: Mammy w „Przeminęło z wiatrem”. Na kolejne wyróżnienia Afroamerykanom przyszło trochę poczekać, ponieważ nagrody za najlepsze role pierwszoplanowe zostały przyznane wiele lat później.

Sidney Poitier uhonorowany został statuetką za najlepszą rolę pierwszoplanową w roku 1964 za film „Polne lilie”, pięć lat wcześniej otrzymał swoją pierwszą nominację. Kolejnego Oscara zdobył w 2002 roku, tym razem za całokształt osiągnięć.

W przypadku pierwszoplanowych ról kobiecych, pierwsze uhonorowanie nastąpiło dopiero w 2001 roku: statuetka trafiła w ręce Halle Berry za postać Leticii Musgrove z filmu „Czekając na wyrok”. Minęły 72 lata, nim jury zdecydowała się nagrodzić ciemnoskórą kobietę (pierwsza gala miała miejsce w roku 1929). Faktycznie, z tej perspektywy można mieć pewne wątpliwości co do liczby nagród przyznanych ciemnoskórym aktorom. Daje to jasno do myślenia, że pewne zmiany nie tylko są potrzebne, ale wręcz konieczne.

O takich właśnie zmianach świadczyć może trzykrotnie nagrodzony Oscarem w roku 2014 obraz „Zniewolony. 12 Years a Slave”, któremu jury przyznało statuetkę m. in. za najlepszy film (moim zdaniem w pełni zasłużoną) oraz dla najlepszej roli kobiecej drugoplanowej dla Lupity Nyong’o, która obecnie krytykuje Akademię za brak różnorodności jeśli mówmy o pochodzeniu etnicznym osób nominowanych. Brzmi dziwnie? Może, ale zmiany zachodzą, czy tego chcemy, czy nie. Stany Zjednoczone mają ciemnoskórego prezydenta, ceremonia rozdania Oscarów zostanie poprowadzona przez Chrisa Rocka, ciemnoskórego aktora, który już teraz zapowiedział, że nie zamierza z gali się wycofywać, choć był do tego nakłaniany (50 Cent poprosił Chrisa na Instagramie o odpuszczenie sobie gali).

Bojkot pełną gębą, czyli kto komu robi na złość?

Śmietanka Hollywood podzieliła się na tych, którzy zamierzają bojkotować zbliżającą się wielkimi krokami galę Oscarową, oraz na tych, którzy uważają to za zachowane niepoważne, lub po prostu nie wyrażają zainteresowania tematem.

Aktorzy zamierzają bojkotować biznes, dzięki któremu zarabiają miliony, jeśli nie dziesiątki milionów dolarów rocznie. Pieniądze na wielu z nich spływają z nieba niczym manna, a oni postanawiają się obrazić, ponieważ nie dość, że nie otrzymają nagrody, to jeszcze nie zostali nawet nominowani. Choć przeglądając media można zauważyć, że najwięcej burzą się celebryci, którzy po Oscara raczej szybko nie sięgną – Snoop Dog, 50 Cent, David Oyelowo, Lupita Nyong’o, czy choćby Will Smith i George Clooney, lista jest oczywiście znacznie dłuższa, jednak nie ma sensu wymieniać tutaj wszystkich. Osoby te raczej na brak pracy czy niedostatek fanów nie mają co narzekać. Nie wyobrażam sobie także, by ci państwo jakoś szczególnie cierpieli obecnie z powodu rasizmu.

#OscarsSoWhite

Hashtag, którym przyozdobiona została akcja walki o równouprawnienie w kinematografii, #OscarsSoWhite, funkcjonuje już w Internecie od kilku dobrych lat. Zawsze w cieniu, używany jedynie w wąskim gronie, w tym roku został wyciągnięty, wręcz żywcem wydarty, na światło dzienne, gdzie szybko zawładnął mediami społecznościowymi, skutecznie wpływając na ludzi i ich decyzje. Na obecne nominacje jednak już nic nie wpływie: po pierwsze jest za późno, rozdanie nastąpi za niecałe dwa tygodnie, a po drugie Akademia Filmowa odpowiednio ustosunkowała się do skarg, czy też nazwijmy to sugestii, osób zaniepokojonych nominacjami i stwierdziła, że dobra, coś tam zmienimy, coś porobimy, ale to na tyle. Najważniejsze jest, by to nie rasa, pochodzenie, czy narodowość wpływały na nominacje, a kunszt filmowy. I tak też będzie, być musi, chyba…

Otóż niekoniecznie, nic nie musi, a tym bardziej już nic nie będzie. Za niecały rok dowiemy się dokładnie, jak bardzo krzywdzące okażą się kolejne nominacje. Czy w wyścigu do nagród za główne i drugoplanowe role znajdzie się więcej aktorów i aktorek czarnoskórych, nie wiem, jednak wierzę, że tak właśnie się stanie. Boje się tylko, że może być to podyktowane nie tym, co zaprezentowali na ekranie, a faktem, że musimy być przecież równi, a nawet równiejsi, jeśli się tylko da. Na kolejny plan schodzą zasługi i osiągnięcia, ponieważ ważniejsze jest to by każdy był — mniej lub bardziej – ale zadowolony.

Jednak, jak człowiek zna życie, niezadowolonych nie zabraknie, nie da się bowiem na przestrzeni roku czy dwóch naprawić całego zła na świecie. Oczywiście ze względu na poprawność musimy się starać, godzić na pewne kompromisy.

Kontrowersyjne przyjęcie dla bogatych dzieci – Oscary 2016

Chris Rock zapowiedział, że nie będzie niczego bojkotować, jednak nie zamierza także stać bezczynnie i się przyglądać. „Variety”, przytaczając słowa producenta gali oscarowej, Reginalda Hudlina poinformowało, że Chris wraz ze swoją ekipą piszącą, pracuje nad nowym konspektem swojej wypowiedzi, w której zamierza bezpośrednio odnieść się do problemu rasizmu.

Co do jednego nie ma żadnych wątpliwości: będzie kontrowersyjnie, jednak Akademia, przynajmniej pozornie, stara się zachować spokój. I nie ma się tutaj czemu dziwić. Zmiana prowadzącego w ostatniej chwili byłaby strzałem w kolano i chyba już ostatecznie doprowadziłaby do pogrążenia się Akademii Filmowej. Trochę sarkastycznie, jednak wierzę, że gdyby tylko udało się przewidzieć całe to zamieszanie wcześniej, nominacje wyglądałby nieco inaczej.

Dlatego byle do ceremonii w 2017 i miejmy nadzieję, że polityka i poprawność uchroni nas od kolejnego bojkotu. Pytanie tylko, kto wtedy okaże się tym pokrzywdzonym…

Autor | Patryk Wolny

 


 

Oscary 2016. NOMINACJE >>