- REKLAMA -

Ostatnimi czasy dźwięków z odbiornika słucham tylko w pracy. Pogrywa sobie to gdzieś w kącie i stara się umilić czas. Jak wiadomo w takich sytuacjach, kiedy człowiek nie skupia się specjalnie na chociażby rozmowie, jaka toczy się na antenie radia, słucha się dla muzyki.

Ten tekst nie będzie mimo wszystko o żenujących reklamach nadawanych na antenie dowolnego radia. Piszę o muzyce, a ostatnio jeden przebój sprawił, że nawet w pracy wolałem wyłączyć odbiornik.

Kto jest winien?

Uspokajam – winowajcą nie jest najnowszy singiel Sławomira, bo nie miałem okazji go usłyszeć w radiu w takiej częstotliwości, w jakiej jestem częstowany moim obecnym wrogiem numer jeden. Zatem utwór o wzroście owłosienia łonowego u Pań, pomimo faktu, że jest seksistowski, żenujący i nadaje się tylko na imprezę pokroju Dożynek 2018 w gminie Pcim Dolny i Januszowo nie sprawił, że zwątpiłem w polski przemysł muzyczny.

[W tym miejscu powinien być link do teledysku tego utworu, ale nie chcę abyście nabijali mu wyświetlenia]

Oto pseudo-dzieło!

Winną jest Cleo, ze swoim utworem-potworem Łowcy Gwiazd. Na taką, a nie inną ocenę wpływ ma fakt, iż odpalając jakąkolwiek bardziej znaną rozgłośnię jestem bombardowany tym hitem. Z tego wynika też fakt, że chcąc nie chcąc miałem okazję nadstawić ucha dla warstwy tekstowej tego czegoś, co jest ciężkie do określenia. Nad teledyskiem poznęcam się za chwilę, teraz kolej na uniesienia nad tekstem. Uniesienia brwi oczywiście.

Gdybym miał go określić możliwie najkrócej, to opisałbym go jako: naiwny, prosty, powtarzalny. Czemu? Zaczynamy zabawę. Zatem liryka tegoż utworu opiera się w znacznej mierze na powtarzaniu jak mantrę, iż gwiazd na niebie nie znajdziemy w dzień, bo podziwiać je możemy nocą (przemilczę fakt, że nasze Słońce jest gwiazdą, którą widzimy w dzień). Sam tekst można by opisać tytułem albumu Artura Rojka – Składam się z ciągłych powtórzeń. Na 200 słów tekstu, tylko 63 to wyrazy unikalne, które nie powtarzają się nigdzie indziej w utworze. Sprawdzić możecie to tutaj. Jak już wspomniałem warstwa tekstowa to proste powtarzanie oczywistości (które nie do końca mają odzwierciedlenie w faktach), rodem z literatury Paulo Coelho. Nie brak tutaj również rymów rodem z Częstochowy, naiwnych porównań i metafor oraz ciągłego zaznaczania, że w życiu ważna jest dobra zabawa.

Wideo potworek

Teledysk, to wariacja na temat czasów… post-apokaliptycznych. Niby fajnie, że ma on jakikolwiek zalążek fabuły, ale wprowadzenie w postaci napisów tłumaczących, że w roku którymś tam, kiedy wyginęła lwia część ludzkości, jedynym źródłem energii dla generatorów jest taniec… NO SERIO? Roztańczone post-apo? Co to, Bollywood? No i poza wprowadzeniem do teledysku epatuje on wyginanym kobiecym ciałem i ekspozycją tego i owego.

Ja mam taką gorącą prośbę, nie dokładajcie z czystej ciekawości ani jednej cegiełki do 27,5 miliona wyświetleń tego czegoś na YouTube, starajcie nie robić sobie krzywdy słuchając tego utworu w ogóle. Po prostu uwierzcie mi, że jest aż tak źle.


Autor: Patryk Rudnicki

Zdjęcie: screen, youtube.com