Kiedyś benzynę kupowało się u aptekarza, a samochód był nieosiągalnym luksusem. Dziś rzeki samochodów oplatają całą planetę. Od transportu kołowego zależy nasz komfort a także dobrobyt gospodarczy. Tego procesu nie da się już cofnąć, komunikacja jest podstawą cywilizacji.

Kłopotem Ziemi jest nie tylko rosnąca liczba pojazdów, ale przede wszystkim emitowane przez nie toksyczne substancje oraz kurczące się złoża ropy naftowej. Problem szczególnie uwidocznił  się, gdy do wyścigu o codzienny luksus motoryzacyjny przyłączyły się ludne Chiny i Indie.

 

Silnik spalinowy – zło konieczne

Silniki cieplne, nazywane spalinowymi, są fatalne: zużywają ogromne ilości paliwa, bo ich sprawność nie przekracza 30-40 %, są gorące, hałaśliwe, potwornie skomplikowane, drogie w produkcji, zawierają toksyczne płyny, wymagają regularnej i częstej obsługi oraz zanieczyszczają środowisko gazami spalinowymi. Dodatkowo, tylko w pewnym zakresie obrotów osiągają dostateczną sprawność. Dlatego wymagają skrzyni biegów i ciągłego „wachlowania” lewarkiem. Czemu więc męczymy się z nimi już ponad 100 lat? Bo tylko silnik spalinowy jest w stanie korzystać z taniego i powszechnie dostępnego paliwa, które zajmuje mało miejsca w pojeździe a zapewnia mu ogromny zasięg. Jest jeszcze jedno – silnik spalinowy nie musi spalać wyłącznie paliw wyprodukowanych z ropy naftowej. Z powodzeniem możemy go zasilać metanem, alkoholem czy gazem drzewnym, a więc produktami rolniczymi, źródłami odnawialnymi! Jego przyszłość nie jest więc zamknięta.

Ogólna zasada budowy silników spalinowych nie zmieniła się od momentu ich wynalezienia. Spadło natomiast od tego czasu zużycie paliwa i poprawiły się ich osiągi. Dziś najważniejsza okazuje się „ekologia”. Dlatego nawet w dieslach wprowadzono katalizatory. Buduje się silniki o coraz mniejszej pojemności, dokładając im sprężarkę, redukuje się liczbę cylindrów, zwiększa ilość zaworów, odłącza się cylindry, gdy jest mniejsze zapotrzebowanie na moc , montuje zmienne fazy rozrządu, kolektory z wariatorem pojemności, wtrysk bezpośredni w benzyniakach czy system wyłączania silnika na skrzyżowaniach. To wszystko ma zapewnić mniejsze zużycie paliwa i ograniczyć emisję toksycznych gazów. Niestety, samochody spalinowe wciąż emitują CO2 i będą to robić nadal. Taka jest ich zasada działania.

 

Silnik elektryczny: cudowne panaceum?

Rzeczywiście, silnik elektryczny to jednostka prawie doskonała: ma niewielkie rozmiary i jest relatywnie lekka, nie hałasuje, minimalnie się rozgrzewa, jest prosta w budowie i niezawodna w eksploatacji. Nie wymaga też skrzyni biegów, ponieważ cechuje ją liniowy przebieg momentu obrotowego. Silniki elektryczne można montować w piastach kół, zyskując napęd na wszystkie koła i nie tracąc miejsca w pojeździe na komorę silnikową. Te pozytywne cechy silnika elektrycznego znamy z… tramwajów ! Jest tylko jeden zasadniczy problem: tramwaje czy trolejbusy zasilane są z sieci trakcyjnej, ponieważ nie wymyślono do dziś tanich, lekkich i małych akumulatorów lub ogniw paliwowych, które zapewniałyby dużą moc, odpowiedni  zasięg pojazdu i wygodę w postaci ogrzewania lub klimatyzacji. Silnik spalinowy złośliwie  chichocze i jedzie dalej!

 

Przyszłość nie jednym kołem się toczy

W dalszym ciągu doskonalone będą silniki cieplne, które emitować będą niewielkie ilości toksycznych związków. Przyszłość należy do małego, doładowanego silnika benzynowego, zasilanego biometanem i obudowanego zaawansowaną elektroniką. Dodatkowo, ów silnik zblokowany będzie  z jednostką elektryczną, stając się już dziś coraz powszechniejszą „hybrydą”. Takie połączenie zyska zalety obu napędów, redukując  większość ich wad. Ostatecznie zwycięży oczywiście napęd elektryczny jednak potrwa to dłużej niż nam się zdaje. Należy zauważyć, że samochód z wysokosprawnym akumulatorem będzie mógł współpracować z domem pasywnym, wymieniając się z nim energią – chłonąc nadmiar prądu solarnego lub oddając nam energię, gdy będziemy potrzebowali jej w domu. Tylko co z akcyzą dla państwa, które z podatków paliwowych czerpie ogromne przychody?! Państwo niech sobie to odbije na papierosach 😛

 

Zrób sobie auto elektryczne, rower albo przynajmniej prowadź w stylu eko!

Przepis jest prosty: kupujemy w przyzwoitym stanie małe i lekkie autko, wyrywamy z niego silnik spalinowy  i montujemy w jego miejsce silnik elektryczny. Upychamy akumulatory gdzie się da i jeździmy kilkakrotnie taniej niż na paliwie kopalnym. Taka konwersja to koszt kilku tysięcy złotych. Pamiętać musimy jednak, że sprawność naszego auta związana będzie z temperatura otoczenia a we wnętrzu nie będzie niestety ogrzewania.

Dlatego ciekawszym pomysłem jest zakup roweru elektrycznego lub zestawu do jego przeróbki na prąd. W rowerze elektrycznym silnik jest wbudowany w piastę koła a akumulatory dają zasięg ok. 50 km. Ceny takich rowerów zaczynają się już od 1500 zł. Koszt zestawu do konwersji zwykłego roweru to wydatek ok. 1000 zł. No i pod górkę będzie nam łatwiej 😉

Pozostaje jeszcze jedna ulga, którą każdy kierowca może dać naturze. Rozsądne prowadzenie samochodu w stylu „Eco Driving”. Ten styl to nic innego jak przewidywanie sytuacji na drodze, kilkaset metrów wprzód. Pozwala to unikać zbędnego hamowania, czyli marnowania paliwa. Eco Driving nie oznacza wleczenia się. Przyspieszać należy dynamicznie, głęboko wciskając gaz ale tylko na stosunkowo niskich obrotach. Oznacza to pracę benzyniaków w zakresie 1750 – 2500 obrotów/min a diesli 1250 – 2000 obrotów/min. Przy takich parametrach silnik pracuje optymalnie, zużywa najmniej paliwa i nie jest przeciążony. Pamiętajmy również, że jazda na autostradzie z prędkością 120 km/h w stosunku do jazdy z prędkością 140 km/h to oszczędność nawet 25 % paliwa. Czy zaoszczędzenie kilku minut jest tego warte? Jeśli tak, to zamontujmy sobie LPG. Dobrze wyregulowana instalacja to kolejna ulga dla naszej Ziemi i …portfela !

 

Autor: Paweł Karpiński