Kiedy działacze Greenpeace wdrapywali się na komin elektrowni w Turowie , niosąc hasło: „Węgiel zabija”, wielu z nas widziało w nich szaleńców. Jednak owi „szaleńcy” nie działali bezpodstawnie. Chcieli zwrócić uwagę na konieczność rozwoju OZE w miejsce energetyki opartej na paliwach kopalnych.  Oni można powiedzieć reprezentowali unijny trend energetyczny, wspierając go swoim atrakcyjnym medialnie wybrykiem.

Odnawialne Źródła Energii, czyli słynne od jakiegoś czasu „OZE”, to nic innego jak pozyskiwana przez człowieka energia słońca, wody, wiatru, geotermii, biomasy a nawet … energia odzyskana z odpadów i ścieków. Spytajmy jak dziecko: czy to jest smaczne czy nie? Bezpieczna odpowiedź brzmi: słodko-gorzkie…

Słodko

Przypomnijmy sobie jakość powietrza na ulicach miast, przed wprowadzeniem do samochodów katalizatorów. Dziś wystarczy, że ulicą przejedzie  maluch i już czujemy smród spalin. Katalizator, choć z początku drogi, okazał się potrzebny!  Podobnie jest z OZE. Każdy sposób na wykorzystanie energii słońca (wszystko na ziemi to wtórna energia słońca) jest cenny. Potrzeba nam coraz więcej energii, bo świat się rozwija. Większa emisja gazów spalinowych to choroby ludzi i zmiany klimatu. Niekoniecznie ocieplenie – gwałtowne zmiany, często katastrofalne w skutkach. Odnawialne Źródła Energii mogą być częściową odpowiedzią na te kłopoty. Mogą wesprzeć poprawę jakości środowiska, w którym żyjemy. Są więc potrzebne, jak katalizator w aucie.

Gorzko

OZE eksplodowało rozwojem po 2000 roku. Głównymi orędownikami zastąpienia energetyki paliw kopalnych OZE są Niemcy. Idea szczytna, dobrze obudowana argumentami środowiskowymi. Niestety, tkwi w niej haczyk wielki jak na wieloryba: deficytowość. Mimo to udało się Niemcom zarazić ideą całą UE i sporą część świata. Przeforsowali „Pakiet klimatyczny”, Kanclerz Merkel ogłosiła zmierzch epoki energetyki jądrowej aby dodatkowo wesprzeć rozwój OZE. Niemcy argumentowali, że teraz trzeba dopłacać aby rozwinąć branżę, dokonać skoku technologicznego a potem cieszyć się czystą energią i odcinać od niej kupony. Dlaczego Niemcom aż tak na tym zależy? Ponieważ oni w oparciu o OZE zaplanowali skok gospodarczy! To Niemcy mają technologię, zaawansowane instytuty badawcze, to niemieckie firmy produkują sprzęt. Plany te częściowo pokrzyżował kryzys gospodarczy i … Chiny, które chcąc mieć udział w torcie, zjedzą go w całości.

Dziś sami Niemcy patrzą na swój nowy paradygmat energetyczny jak na Frankensteina. To ich kochane dziecko, na którego utrzymanie podatnicy łożą rocznie około 20 mld euro. Czy mogą się z tego wycofać? Nie, gdyż straciliby znacznie więcej zainwestowanych środków. Straciliby też ideę, nad którą tak długo pracowali.

OZE w Polsce

W naszym kraju stosowanie Odnawialnych Źródeł Energii reguluje ustawa prawo energetyczne. Wciąż czekamy na „specustawę” o odnawialnych źródłach energii, która od kilku lat błądzi po ministerstwach i korytarzach sejmowych. Do tego czasu inwestowanie w OZE nie jest powszechne i sprawia trudności: trzeba uzyskać koncesję nawet na wytwarzanie małych ilości energii, są problemy z przyłączeniem do sieci, dopłaty w postaci zielonych certyfikatów są zbyt niskie i korzystają z nich przede wszystkim konwencjonalne elektrownie, spalając w piecach przyzwoite drewno, importowane łupiny kokosowe czy łuski słonecznika. Poza tym OZE w naszym kraju to wciąż nowość. Wiedzą o tym szczególnie importerzy sprzętu, zderzający się z urzędem celnym, który nie wie co to ogniwa fotowoltaiczne… Ale nic to, Polak poleci podobno nawet na drzwiach od stodoły. Więc i z OZE jakoś sobie poradzimy. Bardzo ważne, że przez naszą niefrasobliwość i opóźnienia nie staliśmy się poligonem doświadczalnym fotowoltaiki, jak Czechy. Widać czasem nawet opieszałość popłaca…

Quo vadis, OZE?

Tu droga wydaje się być niełatwa ale jedyna: trzeba doskonalić technologię OZE, zwiększyć jej sprawność, powszechność  a przez to obniżyć koszt wytwarzania energii. W innym przypadku brutalne prawa ekonomii zatrzymają lub nawet zakończą rozwój Odnawialnych Źródeł Energii. Byłoby to sporą stratą dla ludzkości, w tym dla wrocławian!  Dlatego, w kolejnych odcinkach „Felietonu ekologicznego”, zrobię przegląd technik OZE, ich dostępności na naszym rynku i przede wszystkim opłacalności w stosowaniu.

Jest jeszcze dyrektywa 2010/31/UE w sprawie charakterystyki energetycznej budynków. Poprzez nią już za chwilę OZE wkroczy obowiązkowo do naszych domów…ale o tym innym razem!

 

Autor: Paweł Karpiński

 

O AUTORZE:

Paweł Karpiński – 34 lata, Pełnomocnik Marszałka Województwa Dolnośląskiego ds. Odnawialnych Źródeł Energii, wicedyrektor Wydziału Środowiska Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego, członek zarządu Towarzystwa Urbanistów Polskich we Wrocławiu, członek Polsko-Saksońskiej Grupy ds. Rekultywacji Terenów Powydobywczych Węgla Brunatnego. Z zawodu ekolog, z zamiłowania turysta kresowy, zdobywca górski i trochę żeglarz ;)

 

PRZECZYTAJ TAKŻE

>> Czwartkowy Paweł Karpiński: Felieton „Ekologiczny”