Dziś dokonam ostrej krytyki, celując w poprawę stanu. Sprawa dotyczy zieleni w naszym miejskim otoczeniu. Temat ryzykowny, silnie  nacechowany emocjonalnie.  Wszyscy się przecież na zieleni znamy, bo to proste i wpojone nam od dziecka: nie deptać trawników!

Każdy Polak kocha przyrodę

My , wrocławianie, jesteśmy najlepsi we wszystkim. Nawet w procencie zielni na metr kwadratowy. Przecież miasta Dolnego Śląska, z Wrocławiem na czele, to istne ogrody Semiramidy! Przyrodniczy raj na ziemi. Chwalimy się tym osiągnięciem przed znajomymi z innych regionów kraju. Jesteśmy dumni, bo wszyscy kochamy przyrodę i te piękne drzewa. A jakie to drzewa? Kto je tu posadził i po co? Komu one służą? Czy potrafimy sensownie odpowiedzieć na te proste pytania?

Won gówniarzu z trawnika!

Sobota rano. Jedno z wielu wrocławskich osiedli blokowych. Słychać radosną wrzawę i krzątaninę. To emeryci w czynie społecznym zabierają część wspólną na przydomowe ogródki. Teraz będą tam rosły tuje, świerki ze świąt, bratki, wszelkiej maści krzaki łącznie z żywopłotem. Bardzo korzystna jest też topola, bo szybko urośnie i będzie cieszyć oko nie-alergików. Dołoży się do tego mały ołtarzyk lub plastikowo-rokokowe doniczki i będzie pięknie. Wcześniej w tym miejscu był niepotrzebny trawnik. Był niczyj i wszelkiej maści gówniarzeria łaziła pod oknami. Teraz będzie ślicznie. Jak świerk osiągnie 20 m, to pozasłania ludziom okna, zatrzyma przy murze wilgoć a koszt jego wycięcia będzie duży (płatne pozwolenie). Wycięcia?! Po moim trupie! Starsze panie monitorują tę sielankę ze stanowisk obserwacyjnych w oknach. Tylko spróbuj wleźć szkodniku na ogrodzoną trawę!

Zieleń publiczna czyli niczyja

Kiedy patrzymy na stare niemieckie fotografie wrocławskich  budynków, uderzające jest, że te budowle w ogóle widać! Dziś zasłaniają je nieprzycięte krzaki, drzewa-samosiejki lub żenujące instalacje domorosłych ogrodników. Jednym słowem „słowiański park w stylu angielskim” lub inaczej: zachwaszczona i zaniedbana przestrzeń publiczna. Dobór gatunków w tych „enklawach zieleni” też jest zupełnie przypadkowy i nie harmonizuje z otoczeniem. Zamiast dębów, klonów czy platanów, ulubione w Polsce: topole (szczególnie w PRL bo szybko rosną choć po 30 latach się łamią i pylą jakby śnieg spadł), prasłowiańskie akacje z Afryki, przy ulicach kasztany zrzucające swe owoce na przechodniów i samochody, pokurczone brzozy i oczywiście kaukaskie świerki srebrzyste (moda ostatnich lat). W dodatku, drzewa i krzewy sadzone są „z dobroci serca” – czyli gdzie popadnie lub w miejscach, w których nie powinny się znaleźć – pod liniami energetycznymi lub przy skrzyżowaniach, gdzie zasłaniają widoczność. Czy posiadając dzieci, psa lub kota, interesujemy się nimi tylko na początku? Czy jesteśmy dumni jedynie z „wejścia w posiadanie” pupila? Posadzenie drzewa w złym miejscu to konieczność  jego późniejszego wycięcia a to przecież też organizm żywy! Bądźmy odpowiedzialni w sadzeniu roślin, żebyśmy później nie musieli się do nich przykuwać łańcuchem i heroicznie walczyć z własną bezmyślnością. Ten apel kieruję również do służb odpowiedzialnych za zieleń w naszych miastach. A błędów tu jest bez liku…

Pustynia w centrum Wrocławia

Wrocławscy urzędnicy lubią kontrasty – albo niewyregulowane krzaczory albo nieludzka pustynia pozbawiona zieleni. Wydawało się, że był czas uczenia się na błędach. Pierwszym z nich był remont ul. Szewskiej, który polegał na wybrukowaniu ulicy i jej przyległości a środkiem „deptaka” puszczono tramwaj w … jedną stronę. Latem na Szewskiej jest jak w piecu kaflowym. Kto chce tam przebywać i po co ma tam iść? Tym bardziej, że ów „deptak” prowadzi donikąd…

Na Szewskiej można było zamiast drogiego granitu zrobić ogólnodostępne trawniki jak pokazuje przykład innych miast europejskich. Byłoby to zielone miejsce na zapleczu rynku, w którym można by rozłożyć koc i zrobić sobie piknik, nawet podczas przerwy w pracy czy pomiędzy zajęciami na uczelni. Czy był to urzędniczy wypadek przy pracy? Niestety, kilka dni temu otworzono nową „miejską patelnię” – Plac Nowy Targ… Ręce mi opadły. Wyprażone słońcem, ciemne „leżaki” i znowu tylko kamień i beton. Ale za to złe społeczeństwo nie nabrudzi. A nawet jak nabrudzi, to się wężem zmyje…

Przykład idzie z „prowincji”

Zakrzaczenie przestrzeni publicznej to problem ogólnopolski. Na Dolnym Śląsku, szczególnie widoczny w uzdrowiskach, gdzie unikatowe i piękne budowle sanatoryjne zostały całkowicie zarośnięte „parkami w stylu angielskim”. Dobrym przykładem pozytywnego myślenia jest rewitalizacja parku w Lądku Zdroju. Paskudne krzaki, zasłaniające bryłę barokowego „Wojciecha” wycięto, przywracając otoczeniu pierwotny styl francuski – z zielenią pielęgnowaną, niską, z dużym udziałem trawnika. Zakład Przyrodoleczniczy „Wojciech” został podświetlony i robi niesamowite wrażenie!

Podobny przykład płynie ze Szczawna Zdroju. Na skale nad uzdrowiskiem dominowała niegdyś  „Wieża Anna”, która po wojnie całkowicie zarosła drzewami, stając się niewidoczna. Kilka lat temu usunięto samosiewne drzewa, odsłaniając skałę i wieżę. Po dodaniu iluminacji, podobnie jak w Lądku, budowla zajęła należne jej miejsce dominanty w krajobrazie Szczawna.

Nikt nie lubi wycinać zieleni. Unikają tego nawet urzędnicy. To słuszne, pod warunkiem, że bronimy rzeczy cennej, historycznej lub użytecznej społecznie. Jeśli jednak chodzi o krzaki służące bezdomnym  do codziennej toalety lub drzewa zasłaniające znaki drogowe, decyzja o wycięciu nie powinna nikogo dziwić. Bo roślinność w mieście to nie park narodowy, pozostawiony jedynie naturalnym procesom. Zieleń się planuje i robi się to mając wiedzę lub korzystając z wiedzy specjalistów. Potem należy ją pielęgnować i właściwie utrzymywać, nie doprowadzając do wysychania rachitycznych drzewek na wrocławskim rynku.  A my pamiętajmy, ze zgodnie z polskim prawem bez zezwolenia możemy wyciąć drzewo, które ma nie więcej niż 10 lat. Szybko więc zróbmy rachunek sumienia i „wyrwijmy chwasta” jeśli to zasadne i nie jest jeszcze za późno.

 

Autor: Paweł Karpiński

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułZnamy terminarz Polskiej Ligi Rugby
Następny artykułCzwartkowy Radosław Bąk: Trudne pytania czas zadać
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.