Niby żyjemy tak samo jak kiedyś – nosimy ubrania, mieszkamy w budynkach, robimy zakupy. Jednak w ciągu ostatniego półwiecza coś bardzo się zmieniło – produkty powszechnego użycia zbudowane są z zupełnie nowych, sztucznych materiałów. Te materiały nie zawsze są lepsze.

Wygrywają natomiast ceną, dając możliwość korzystania z luksusu produkcji masowej ogromnej rzeszy mieszkańców świata. Czy taki model konsumpcji nie ma swoich ciemnych stron?

Biedni zmieniają rzadziej samochody

We współczesnej Europie zmieniło się znaczenie słowo bieda. Na początku ubiegłego wieku człowiek biedny umierał z głodu, z zimna i chorób. Człowiek, któremu się powodziło chodził do kościoła w butach i jadł codziennie obiad. Dzisiaj biedni to ci, którzy mają starszy model komórki lub 10-letnie auto gorszej marki. Oczywiście występuje też prawdziwa bieda, ale wynika ona nie z systemu gospodarczego a raczej z niezaradności życiowej. Jednak nawet ci najbiedniejsi żyją o niebo lepiej od ich pradziadków. Jest to zasługa przede wszystkim taniej produkcji masowej, a przez to powszechnej konsumpcji dóbr, często ponad miarę.

 

Po śmieciach ich poznacie

Ciekawe wyniki daje analiza dawnych wysypisk śmieci. Okazuje się, że do lat 40 ubiegłego wieku na wysypiskach lądowały przede wszystkim materiały biodegradowalne takie jak drewno, papier, tkaniny organiczne czy resztki spożywcze. Lokalizację takich składowisk można dziś określić jedynie po nagromadzeniu szkła, potłuczonej ceramiki czy kości zwierząt. Tak było od kilku tysięcy lat, do momentu wynalezienia tworzyw sztucznych. Pokolenie dzisiejszych 60-latków to pierwsi ludzie na Ziemi, którzy pozostawią po sobie ogromne ilości prawie niezniszczalnych odpadów a także przekażą w „darze” setkom przyszłych pokoleń odpady promieniotwórcze, których rozpad będzie trwał tyle czasu ile liczy sobie nasz gatunek. Odpowiedzialność jest wielka ale najczęściej niezauważana…

 

Inny model konsumpcji

Dawniej produkowało się solidnie, ale drogo. Zakup nożyczek na początku XX w. był ogromnym wydatkiem. Jednak ponosząc ten koszt miało się pewność przekazania sprawnego urządzenia kolejnemu pokoleniu. W tamtych czasach złodzieje włamujący się do domów nie kradli pieniędzy czy biżuterii, bo tych luksusowych dóbr było mało. Oni zabierali wyposażenie domów – garnki, widelce czy porcelanę. Również tak prozaiczne rzeczy znajdujemy w skrytkach starych domów, w których ludzie chowali cenne dla nich rzeczy codziennego użytku.

Filozofia solidności i oszczędzania była korzystna również dla środowiska. Trwałe produkty wyrzucało się tylko wtedy, gdy nie nadawały się już do żadnej naprawy. Drewniane meble można było spalić bez uszczerbku dla zdrowia i środowiska albo przerobić je na inne przedmioty. Ze starego płaszcza szyło się kurtkę dla dziecka. Recykling był czymś naturalnym, a za wyrzucanie jedzenia szło się do piekła.

 

Czy schowałbyś chiński garnek dla przyszłych pokoleń?

Dzisiaj żyje nam się lepiej. Za parę groszy można kupić przedmioty, o których kiedyś marzyli bogaci ludzie. Tylko co z jakością tych rzeczy? Czy meble z płyty wiórowej da się renowować? Czy stare plastikowe okna będziemy mogli pomalować ? Oczywiście nie. Trzeba będzie je wyrzucić. Podobnie jak jednorazowe nożyczki, telefony wytrzymujące rok eksploatacji czy wszechobecne opakowania plastikowe, służące nam tylko przez chwilę. Plastik zastąpił naturalne tkaniny, drewno a nawet w wielu przypadkach metal. Często w momencie zakupu godzimy się z myślą, że produkt posłuży nam tylko chwilę, bo jego konstrukcja na to wskazuje. Ale potrzebujemy go tylko na moment i zależy nam jedynie na niskiej cenie. Takie działanie napędza produkcję tandety. To zużywa cenną również dla środowiska energię oraz generuje ogromne ilości trudnych do przetworzenia odpadów.

 

Szczęście

Badania wskazują, że najszczęśliwsi na Ziemi są ludzie żyjący prosto i niezamożnie. Dzieje się tak, bo ci ludzie potrafią odnaleźć przyjemność w małych rzeczach – cieszą się jedzeniem, udanym plonem czy zakupem ubrania. Nie martwią się spadkiem na giełdach, awansem zawodowym czy przeglądem samochodu. Oparcie znajdują w rodzinie, a upijają się tylko od święta. Są również przyjaźni środowisku – bo konsumują proporcjonalnie do swych potrzeb, wykorzystując wydajnie każdy przedmiot i pożywienie.

Pewną analogię można znaleźć w Polsce. Okazuje się, ze pod względem PKB nasz Wrocław jest w czołówce polskich miast. Jednak analizując indeks szczęśliwości – HDI – plasujemy się dopiero na 14. pozycji, za Rzeszowem Opolem czy Pruszkowem. Okazuje się, że wyścig szczurów czyni nas mniej szczęśliwymi. Na to nakłada się też presja zdegradowanego środowiska miejskiego, które w niezauważalny sposób wpływa negatywnie na nasze samopoczucie.

Gubimy się w rytmie cywilizowanego życia, nie zauważając jego szybkiego upływu. Nie zwracamy uwagi na rzeczy ważne, skupiając się na drodze do nich.  Jeśli czujemy, że nie cieszą nas już nawet zbliżające się święta to znak, że czas wprowadzić i do naszego życia rozwój zrównoważony. Jesteśmy przecież zwierzętami, które w butach chodzą zaledwie od kilku pokoleń.

 

Autor: Paweł Karpiński

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułOstatni mecz Ślęzy w tym roku
Następny artykułGrudniowe warsztaty świąteczne w Humanitarium!
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.